Paweł Rydzewski

Źródło wiedzy. Rozmowa z dr. Zygmuntem Kubrakiem

Gazeta Horyniecka nr 52 / opublikowane za zgodą wydawcy. Kopiowanie i publikowanie całości lub fragmentów poniższego tekstu lub zdjęć bez zezwolenia jest zabronione.

Poprosiłem o rozmowę dr. Zygmunta Kubraka, w związku z publikacją książki pt. Dzieje lasów lubaczowskich, Rzeszów 2018, wyd. Libra. Autora przedstawiać nie trzeba – to osoba powszechnie znana.Jest znanym i cenionym historykiem, organizatorem Muzeum Kresów w Lubaczowie i jego długoletnim dyrektorem (1981-2005), działaczem i Członkiem Honorowym Polskiego Towarzystwa Historycznego. Książka, o której rozmawiamy ukazała się dzięki staraniom Nadleśnictw: Lubaczów, Oleszyce i Narol.  Liczy 713 stron i 825 zdjęć i innych ilustracji. To niewątpliwie wydarzenie w sensie naukowym i regionalnym.

Paweł Rydzewski: Dlaczego historyk zajął się dziejami lasów?

Zygmunt Kubrak: Na początek kilka uwag ogólnych. Pytanie, jak sądzę, dotyka jednego z zagadnień natury metodologii historii. Według dość powszechnego rozumienia, godne uwagi, ciekawe czy ważne byłyby te rozważania, które obejmują ustalony krąg zagadnień, z dominacją problematyki politycznej. Prof. Jerzy Topolski (1928-1998) w swoich rozważaniach o metodologii historii i zadaniach tej dyscypliny uważał, iż historia społeczno-gospodarcza powinna stanowić źródło dla wszystkich gałęzi dociekań historycznych, w szczególności dla historii politycznej. Ten sam wybitny historyk podkreślał, iż historyk „powinien umieć trafić do różnych kręgów odbiorców wyników jego badań” (J. Topolski, Metodologia historii,Warszawa 1984, s. 559).

Historia leśnictwa stanowi ważny dział historii gospodarczej, który wyodrębnił się w wyniku bujnego rozwoju nauk historycznych w Polsce w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, w tym szczególnie historii gospodarczej. W pierwszych latach po drugiej wojnie światowej historia lasów i leśnictwa nie cieszyła się zbytnim zainteresowaniem zawodowych historyków, ani leśników, którzy zajmowali się nią niejako na marginesie uprawianego zawodu. Ta sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy wzrosło zainteresowanie dziejami lasów na wielu wyższych uczelniach oraz w placówkach Polskiej Akademii Nauk. Problematyką historii lasów, leśnictwa i przemysłu leśnego zajęło się wielu znanych historyków. Niedawno, w dniu 6 stycznia 2019 r. zmarł nestor badaczy dziejów lasów prof. Józef Broda (1920-2019), który przez cały długi okres pracy naukowej zajmował się prawie wyłącznie badaniami z zakresu historii leśnictwa, był autorem i redaktorem bardzo wielu publikacji.

Z lasem było zawsze mi po drodze: wtedy, gdy jako prezes Oddziału PTTK w Lubaczowie prowadziłem młodych turystów przez lasy Roztocza i szlakiem gen. Józefa Kustronia, także wtedy, gdy w lubaczowskim Muzeum gromadziłem zabytki związane z ubocznym użytkowaniem lasów, jak: żywiczarstwo, zbieractwo, bartnictwo, łowiectwo, wreszcie wtedy, gdy z pomocą nadleśniczych Szczepana Okrucha i Stanisława Zagrobelnego i innych leśników organizowałem dużą wystawę łowiecką. Moja wielka przygoda z lasami zaczęła się tak naprawdę wtedy, gdy w latach 80. minionego stulecia podjąłem badania dotyczące dziejów lasów i przemysłu leśnego w Puszczy Solskiej w okresie gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej (XVI-XIX w.). Warto zauważyć, że historycy niezbyt chętnie podejmowali problematykę przemysłu leśnego, zwłaszcza z pierwszej połowy XIX wieku, gdyż wymagała ona żmudnych studiów źródłoznawczych nad technologiczna stroną zagadnienia. Do chwili podjęcia przeze mnie badań ukazały się monograficzne opracowania bądź studia kilkunastu największych puszcz, ale Puszcza Solska nie doczekała się odrębnego opracowania. Moja rozprawa doktorska, licząca blisko 500 stron nie została opublikowana. Wydawca postulował ograniczenie objętości do nieco ponad 200 stron, na co nie było mojej zgody. Zagadnienia zawarte w rozdziale I tej pracy, dotyczące stosunków osadniczych, zmieniającego się zalesienia i przemian drzewostanu zostały wykorzystane w wydanej monografii lasów lubaczowskich. Wyniki badań nad dziejami Puszczy Solskiej, dotyczące szczególnie przemysłu leśnego (smolarstwo, węglarstwo, palenie popiołów, hutnictwo, dymarstwo, gontarstwo) opublikowałem także w kilku czasopismach naukowych.

Drugą moją pasją była historia wojskowości, w dużym stopniu powiązana z dziejami lasów (monografie: Generał Józef Kustroń; Od Pszczyny do Narola: 6. Dywizja Piechoty w kampanii 1939; artykuły w opracowaniach zbiorowych i czasopismach naukowych). Las był „leśną twierdzą” dla powstańców styczniowych, pod osłoną lasów walczyły dywizje generałów Józefa Kustronia i Bernarda Monda, lasy były także przykryciem dla oddziałów partyzanckich w czasie okupacji niemieckiej. Z tych wszystkich względów problematyka leśna w szerokim ujęciu była mi bliska.

PR: Jak długo trwały prace nad książką i jakie trudności trzeba było przezwyciężyć?

ZK: Nadleśnictwa Lubaczów, Oleszyce i Narol czekały na książkę ponad dwa lata. To moim zdaniem było krótkie oczekiwanie, jak na objętość monografii i jej zawartość: 713 stron tekstu, 1 786 przypisów, 825 pozycji różnorodnego materiału ilustracyjnego (zdjęcia, mapki i plany, rysunki). Zgromadzenie wiedzy o lasach lubaczowskich od czasów najdawniejszych do współczesnych, niemal od „Adama i Ewy”, jak pisze w przedmowie do książki Grażyna Zagrobelna – dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, wymagało sporo czasu. Już wcześniej byłem dość dobrze zaznajomiony z literaturą i materiałem źródłowym dotyczącym osadnictwa, eksploatacji lasów przez wieś i dwór oraz dawnej szaty leśnej, która do XVIII w. uległa znacznym przeobrażeniom. Znana mi była, przynajmniej częściowo, problematyka wydarzeń historycznych, których sceną były rozległe lasy lubaczowskie. Natomiast obca mi była problematyka urządzenia gospodarstwa leśnego w szerokim procesie dziejowym – od zalążków w końcu XVIII w. do początków racjonalnego urządzenia lasów prywatnych w okresie autonomii Galicji. Wiele czasu trzeba było poświęcić, aby zapoznać się z osiągnięciami w urządzaniu lasów prywatnych pod nadzorem państwa w Polsce międzywojennej, zniweczonymi przez obu okupantów: sowieckiego i niemieckiego. Pracochłonne były również badania dotyczące odbudowy gospodarstwa leśnego po II wojnie światowej: liczenie strat, jakie ponieśli leśnicy w czasie okupacji i w trzech pierwszych latach powojennych podczas krwawego konfliktu polsko-ukraińskiego, prześledzenie procesu przejmowania lasów prywatnych na skarb państwa, zalesiania pogorzelisk, zwiększania powierzchni leśnej poprzez systematycznie prowadzone odnowienia i zalesienia, wreszcie funkcjonowanie gospodarki leśnej od początku transformacji ustrojowej aż do czasów współczesnych.

0.jpg
Okładka książki

Potęgowały się trudności związane z opanowaniem obcej mi terminologii leśnej, a zwłaszcza zagadnień natury technologicznej. Dla przykładu przytoczę nazwy narzędzi używanych do żywicowania drzew: ryszpak, żłobik żywiczarski dwuramienny, ramiączka do żłobików, znacznik do żeberek, noże do nacinania żeberek, klucze do noży żywicznych, blaszki ściekowe, dłuto do blaszek. Trzeba było opanować technologię użycia tych narzędzi do pozyskiwania żywicy. Mój profesor języka łacińskiego zwykł był mawiać: volenti nihil difficile(dla chcącego nic trudnego). Pomny tej dewizy, nie zrażałem się trudnościami. W pisaniu zawsze towarzyszyła mi świadomość, że mogę popełnić wiele błędów. Stąd wysoko dziś cenię bieżące kontakty i konsultacje z leśnikami.

W toku pisania trwały jeszcze kwerendy i poszukiwanie materiałów źródłowych w archiwach lwowskich, krakowskich oraz w Archiwum Państwowym w Przemyślu, gdzie w tym ostatnim archiwum korzystałem z akt –z przerwami -przez ponad trzy tygodnie. Końcowe prace redakcyjne, jak wybór i opis tak licznego materiału ilustracyjnego, korekta tekstu, przypisów, indeksu osób i miejscowości oraz inne prace edycyjne zajęły mi jeszcze ponad 3 miesięcy.

Spotkanie autorskie w MBP w Lubaczowie (fot. MBP w Lubaczowie) .jpg
Spotkanie autorskie w MBP w Lubaczowie (fot. MBP w Lubaczowie)

PR: Co nowego udało się odkryć przy okazji pracy nad książką? Przyznam, że to jest dla mnie temat szczególnie intersujący.

ZK: W pracy nad książką przypadło mi czerpać z dziedzin częściowo rozpoznanych przez Grażynę Zagrobelną, piszącą o lasach oleszyckich (60 lat służby Lasów Państwowych w Nadleśnictwie Oleszyce) oraz sięgnąć do opracowania Mieczysława Piątka i i Barbary Wicijowskiej -Bełz (Wczoraj i dziś Nadleśnictwa Narol). Natomiast dzieje lasów Nadleśnictwa Lubaczów to była w dużym stopniu terra ignota–ziemia nieznana. Prowadzone prace badawcze w archiwach państwowych i w zbiorach przechowywanych w rodzinach leśników, badania terenowe oraz relacje leśników- seniorów wniosły do problematyki leśnej wiele nowych faktów, a zwłaszcza wzbogaciły znane dotąd różne wątki tematyczne poruszane w dotychczasowych publikacjach.

Szczególnie cenny był plon badawczy dotyczący urządzenia prywatnych lasów lubaczowskich w dwudziestoleciu międzywojennym. Do zadań wykonawcy urządzenia lasu należał pomiar geodezyjny stanu posiadania, wykonanie map i przestrzenny podział na ostępy i oddziały, inwentaryzacja stanu lasu oraz zaprojektowanie najważniejszych czynności na okres 10 lat. Urządzeniem lasów lubaczowskich zajmowało się kilku leśników. Wybitnymi leśnikami w tym gronie byli Teofil Krygowski i Franciszek Krzysik. Prof. Teofil Krygowski (1863-1935), właściciel prywatnego biura urządzania lasu, był cenionym specjalistą w Galicji i za granicą- urządzał lasy prywatne i państwowe w Bułgarii i w Rosji. Po I wojnie światowej opracował plan gospodarczy dla lasów majętności Horyniec na lata 1923- 1933. Jego prace nad urządzeniem lasów horynieckich kontynuował inny wybitny specjalista inż. Juliusz Boykow, który w 1902 r. przybył z Wiednia do Rudy Różanieckiej, gdzie w majątku Hugo barona Wattmanna objął stanowisko gospodarza lasów. Z kolei autorem planu urządzenia lasów narolskich Jadwigi hr. Korytowskiej był dr hab. Franciszek Krzysik, od 1937 r. profesor na Wydziale Leśnym SGGW w Warszawie, po wojnie długoletni dziekan na Wydziale Technologii Drewna tej uczelni (1945-1972). Plan gospodarczy dla lasów dóbr lubaczowskich Agenora hr. Gołuchowskiego sporządził inż. Adam Mosiewicz – inspektor ochrony lasów w Przemyślu.

2.jpg
Praca w szkółce w majątku Hugo bar. Wattmanna (lata 30. XX w.)

Ze zbiorów Archiwum Państwowym w Przemyślu wykonałem kilka ciekawych zdjęć, jak mapki i plany gospodarcze dóbr narolskich z 1935 r., opatrzone własnoręcznym podpisem Jadwigi hr. Korytowskiej, mapy drzewostanowe lasów majątków Hrynków i Dachnów Władysława ks. Sapiehy z 1931 r., mapy wyrębu rewiru Wielki Las-własność Adama Gnoińskiego z Nowego Sioła, plany urządzenia lasów z okresu okupacji dla dóbr wielkiej własności ziemskiej znajdujących się pod nadzorem niemieckim lub przejętych w zarząd powierniczy (np. hr. J. Korytowskiej) i inne.

14.jpg
Fragment planu gospodarczego dóbr Narol, opatrzony podpisem hr. Jadwigi Korytowskiej

Książka ilustruje nieznaną dotąd działalność Związku Zawodowego Leśników RP. W 1927 r. w Rawie Ruskiej odbył się zjazd leśników z powiatów: Rawsko-Ruskiego, Lubaczowskiego i Sokalskiego. Powiat lubaczowski reprezentowali znani leśnicy, m.in. Juliusz Boykow z Horyńca, nadleśniczy z Niemstowa Edward Brunner, leśniczy z Narola Adolf Celakowski, Romuald Gajewski-leśniczy w dobrach hr. Agenora Gołuchowskiego, leśniczy Jan Nowotny z Horyńca, leśniczy w Niemstowie Antoni Wyderka i inni. W 1928 r. powołano „Koło Lubaczowskie” ZZLRP, którego prezesem „z racji starszeństwa” został Edward Brunner. Ważnym zadaniem Koła była ochrona interesów materialnych leśników. Zarząd Koła kilkakrotnie interweniował w sporach między pracownikami leśnymi a właścicielami majątków. Zdaniem leśników właściciele lasów paraliżowali życie związkowe, ponieważ w Kole dopatrywali się „działalności wywrotowej, godzącej w ich egzystencję i stan posiadania”. Zarząd Koła starał się rozwinąć działalność kulturalną. Wiadomo, iż na Walnym Zgromadzeniu Koła Lubaczowskiego w 1930 r. omawiano projekt wycieczki do Białowieży, z kolei leśniczy Wyderka wzmiankuje o „efektownych” balach leśników organizowanych przez to Koło.

5.jpg
Koło Związku Zawodowego Leśników, 1927 r.

Las był leśną twierdzą w długim okresie walk niepodległościowych, jak również sceną wielu dramatycznych wydarzeń. Te wątki znalazły wiele miejsca w monografii lubaczowskich lasów. W podrozdziale „Obrazy z życia gajowego w czasie okupacji niemieckiej” zamieściłem kilka zdjęć dotyczących życia rodziny gajowego w Niemstowie Jana Ważnego. Oto niektóre ujęcia:

  • Lato 1941 r., spokojna upalna niedziela: na łące pod bezchmurnym niebem odpoczywa rodzina leśnika Jana Ważnego, w tle białe ściany gajówki pod lasem.
  • Lato 1942 r., niedziela: rodzina gajowego na ławce przed gajówką -synowie Mieczysław i Marian (późniejszy główny księgowy w Nadleśnictwie Lubaczów), żona gajowego Maria, gajowy Ważny zapala papierosa.
  • 31 maja 1942 r.: tabor cygański pod lasem, gajowy Ważny, jego żona, mały Marian, obok cygan, jego żona, przy płachcie namiotowej dzieci cygana, obok koń białej maści.
  • 15 lipca 1943 r.: na łące pod lasem sianokosy w majątku Hugo Wattmanna, pod kopą siana leży gajowy Jan Ważny, siedzą gajowi: Józef Montusiewicz, Szczepan Pokrywka, Zawada, stoi z uśmiechem leśniczy Jedliński. W tle wóz jednokonny, na którym uśmiechnięta kobieta odbiera siano.
9.jpg
Tabor cygański pod lasem, leśnictwo Niemstów, 1942 r. Z lewej gajowy Jan Ważny z rodziną

Zdjęcia pokazują obraz sielankowy, nasycony melancholijnym nastrojem, daleki od codziennej rzeczywistości, która była odmienna, pełna dramaturgii. Niezadługo cyganie zostali zgładzeni przez okupantów, sam gajowy Ważny sympatyzował z ruchem oporu, od 1943 r. należał do AK, w każdej chwili mógł się spodziewać aresztowania. W tym roku okupanci przeprowadzili akcje wysiedlania ludności z Rudy Różanieckiej i pacyfikację Huty Różanieckiej, wywozili mieszkańców leśnych osad do obozu na Majdanku i na roboty do Niemiec. W tym roku została rozbita placówka Armii Krajowej –hitlerowcy aresztowali nadleśniczego w Krowicy Hołodowskiej inż. Adama Babczyszyna i podleśniczego w Budomierzu Alberta Wilowskiego. Kilku leśników, w porę ostrzeżonych, zdołało zbiec.

8.jpg
Oddział partyzancki AK w okolicy Narola, kwiecień 1944 r.

Najgorsze czasy dla leśników nastąpiły pod koniec 1943 r. W książce dość szeroko omawiam problematykę konfliktu polsko-ukraińskiego. Pierwsze akcje bojówek OUN-UPA były skierowane przeciwko służbie leśnej i przeciwko pracownikom Liegenschaftu, aby oczyścić lasy dla organizujących się oddziałów UPA. Na przełomie listopada i grudnia 1943 r. bojówka ukraińska napadła na gajówkę Franciszka Kota, położoną między Suchą Wolą a Kozakami. Gajowy, zaalarmowany szczekaniem psa, zdołał uratować się ucieczką przez okno. Od początku 1944 r. nastąpiła eskalacja napadów ukraińskich bojówek na polską ludność w leśnych osadach, w tym także na leśniczówki i gajówki. W dniu 27 stycznia 1944 r. bojówka UPA zamordowała rodzinę leśniczego z Nadleśnictwa Krowica: leśniczego Tadeusza Wołka, jego matkę Józefinę i ciotkę leśniczego Elżbietę Gryniewicz. W dniu 21 lutego bojówka OUN-UNS napadła na zabudowania majątku Akademii Krakowskiej w Krowicy Hołodowskiej pod administracją niemiecką. (Liegenschaft). Napastnicy zamordowali osiem osob: zarządcę majątku, pracowników i osoby przybyłe w odwiedziny. W marcu zostali zamordowani przez UPA: gajowy leśnictwa Werchrata Stefan Czarny, jego żona Stefania i syn. O mordach Polaków w okolicy Horyńca wspomina Zygmunt Andruszewski, potomek właścicieli Smolina i Radruża: wiosną 1944 r. banderowcy zamordowali leśniczego w Wólce Horynieckiej i całą rodzinę młynarza w majątku Sucha Lipa pod Radrużem. Kolejną ofiarą UPA był Michał Kostecki, leśniczy z Nowego Sioła, zamordowany w kwietniu podczas wyjazdu służbowego do Horyńca. To tylko niektóre przykłady strat, jakie ponieśli leśnicy. W sumie życie straciło kilkadziesiąt osób z rodzin leśników.

10.jpg
Kondukt pogrzebowy poległych żołnierzy w walce z UPA, Lubaczów – Piaski

Czystkę w powiecie lubaczowskim miał przeprowadzić Iwan Szpontak, ps. „Zalizniak”. Na przełomie lutego i marca 1944 r. Szpontak, ówczesny zastępca komendanta ukraińskiej policji w Rawie Ruskiej, wyprowadził grupę policjantów do lasów w okolicy Gorajca, gdzie z polecenia prowidnyka OUN przystąpił do organizowania sotni. Trzonem tej sotni było 20 policjantów z Rawy Ruskiej. W kwietniu, podczas postoju w Gorajcu sotnia zamordowała w tej wsi co najmniej kilkunastu Polaków, częściowo dla ukrycia swej obecności. „Chrzest bojowy” na większą skalę sotnia otrzymała podczas akcji na Rudkę w dniu 19 kwietnia 1944 r. Upowcy spalili wieś i zamordowali 65 jej mieszkańców. O dalszej działalności sotni, następnie kurenia „Zalizniaka” działającego w lasach lubaczowskich do jesieni 1947 r. piszę w obszernym podrozdziale „Lachy za San”.

11b.jpg
Od lewej leśnicy: Jan Ważny, Stanisław Studencki, Józef Leja, Michał Budzianowski, Nadleśniczy Nadleśnictwa Lubaczów Jan Rudeński,  NN, Leon Góra, ppor. NN

Po ustąpieniu Niemców leśnicy przejmowali lasy podworskie, likwidowali pogorzeliska, zakładali i pielęgnowali szkółki leśne, sadzili lasy, prowadzili wyręb na potrzeby odbudowy kraju. W latach 1944-1947 powierzchnia halizn i płazowin po pożarach w samych tylko lasach oleszyckich wzrosła o 1000 ha, z dymem poszło 10% tych lasów. W Nadleśnictwie Horyniec spłonęło 1000 ha lasów. Równocześnie z zalesieniem trzeba było prowadzić wyręb lasu na potrzeby odbudowy kraju ze zniszczeń wojennych –wszystkie prace w warunkach zagrożenia życia ze strony UPA i szykan UB. Leśników podejrzewano o sympatie lub współdziałanie z konspiracją niepodległościową: w 1946 r. nadleśniczy Jan Rudeński i pracownik nadleśnictwa Roman Gutowski zostali na krótko aresztowani przez „Lotną Brygadę Bezpieczeństwa Publicznego”, poddani śledztwu, gajowy Jan Ważny oskarżony o posiadanie „magazynu broni” (dubeltówka automatyczna i pistolet) oraz za kontakty z Tadeuszem Czubrytem, ps. „Zagaj”, któremu pożyczył pistolet, po odsiedzeniu 3 lat i 3 miesięcy na Zamku Rzeszowskim i w Strzelcach Opolskich, wyszedł na wolność.

7.jpg
Roman Gutowski, pracownik Biura Rejonu Lasów Państwowych w Lubaczowie (ok. 1952 r.)

Pokazuję także inną stronę działalności leśników: walkę z naturą, która nie zawsze była dla nich łaskawą- lasy były nawiedzane przez huragany, śnieżną okiść, atakowane przez choroby grzybowe, narażone na szkody od zwierzyny i człowieka. Ukazuję starania leśników o poprawę stanu zachowania zabytkowych cmentarzy wojennych, dbałość o kapliczki, krzyże bruśnieńskie, cerkwiska, ilustruję działalność na rzecz ochrony krajobrazu flory i fauny. W lasach lubaczowskich można spotkać większość występujących gatunków drzew i krzewów oraz roślin zielnych występujących w runie leśnym. Liczną grupę stanowią gatunki objęte ścisłą lub częściową ochroną. Wiele z tych roślin było i jest cenionych dla ich właściwości, wykorzystywanych w przemyśle farmaceutycznym, kosmetycznym, spożywczym, jak również w obrzędowości. Dla przykładu warto poświęcić więcej uwagi przynajmniej jednej osobliwej roślinie –kłokoczce południowej. Kłokoczka była znana w Polsce od dawna. W XVI w. autor Księgi o gospodarstwie Piotr Krescetyn pisał o magicznych właściwościach tej rośliny: „[…} niektórzy paciorki sobie z tych ziarnek działają, powiadając, iż kto je przy sobie nosi, takowemu piorun, ani żadne czary szkodzić nie mogą”. Kłokoczka należała do roślin kultowych, jej gałązki używano do palm i na wiązanki w święto Matki Boskiej Zielnej, służyły także do święcenia pól. Krzewy kłokoczki, rosnące w lasach na naturalnych stanowiskach, bywały wykopywane i sadzone w przydomowych ogródkach. Jeszcze w drugiej połowie XX w. prowadzona była uprawa kłokoczki w Nowym Bruśnie, Podemszczyźnie oraz w Jackowym Ogrodzie, gdzie przetrwała tradycja wyrobu różańców z nasion tego krzewu. Dziś tradycje wyrobu różańców kontynuuje Bolesław Rebizant, leśniczy –senior w leśnictwie Werchrata.

Na koniec powtórzę raz jeszcze: książka liczy 713 stron i 825 zdjęć i innego materiału ilustracyjnego. Niedawno na otwarciu wystawy w Cieszanowie, poświęconej życiu i działalności ks. Józefa Kłosa, zagadnął mnie ks. Biskup Marian Buczek – „To niemożliwe, by jeden człowiek to napisał”. Miał rację. Spotkałem się z ogromną pomocą wszystkich trzech nadleśniczych, który otworzyli swoje zasoby archiwalne, doradzali i podpowiadali, zastępca nadleśniczego Grzegorz Szafran wniósł wiele do strony ikonograficznej książki. Spotykałem się z leśnikami –seniorami, których wspomnienia znacznie wzbogaciły książkę. Wdzięczny jestem za współpracę z historykami regionalnymi i pasjonatami historii, jak Tomasz Róg, Dariusz Sałek, Janusz Mazur, Edward Dziaduła, Adam Kubrak, Stanisław Baran, Jerzy Tabaczek i inni. Tym wszystkim w tym miejscu serdecznie dziękuję.

PR: Bardzo dziękuję za rozmowę!


Zdjęcia pochodzą ze zbiorów: Autora, Archiwum Państwowego w Przemyślu, Nadleśnictwa Lubaczów, Feliksa Mazurka, Pawła Sokalskiego, Barbary Thieme, Mariana Ważnego.

 

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie i udostępnianie publiczne tekstu oraz zdjęć bez pisemnej zgody wydawcy Gazety Horynieckiej (SPZH) oraz autora niniejszej strony internetowej jest działaniem nielegalnym.