Krzysztof Butryn

Niezwykła historia niezwykłego instrumentu. Wywiad ze Zbigniewem Butrynem

Gazeta Horyniecka nr 43 / opublikowane za zgodą autora i wydawcy. Kopiowanie i publikowanie całości lub fragmentów poniższego tekstu bez zezwolenia jest zabronione.

Krzysztof Butryn: Co to jest suka biłgorajska?

Zbigniew Butryn:Suka biłgorajska to jeden z najbardziej tajemniczych polskich instrumentów ludowych. Jest to staropolski instrument smyczkowy o archaicznych, sięgających średniowiecza, elementach konstrukcyjnych. Według opisów suka wywodzi się z Kocudzy, miejscowości położonej nieopodal Janowa Lubelskiego.

KB: Jakie były początki? Jak doszło do rekonstrukcji suki?

ZB:Wzmianki o suce to już słyszałem w 60. latach, gdzieś, ktoś mówił mi o tym. Być może, że dziadek mi mówił robiąc coś w Kocudzy. Mnie się wydawało, tak sobie wyobrażałem ten instrument, że to była jakaś deska, leżała tak na kolanach, może jak cymbały, że to strunowy instrument. Później drugi moment, który pamiętam to koniec lat 60. Była zorganizowana wyprawa Zespołu Mazowsze w nasze strony i oni chcieli zaadaptować sukę do swoich melodii. Nawet z tego powstał jakiś dokument. Oglądałem go wtedy w telewizji, na pewno gdzieś w archiwum jeszcze jest ten film, jak pani Wilkomirska odwiedziła tego muzykanta Gilasa, który podobno grał na suce. On był bardzo dobrym muzykantem. Zamiast strun miał założone druty do suszenia tytoniu, bo nie miał takich oryginalnych strun i na takich grał. Ona też grała na jego skrzypcach i chciała kupić później te skrzypce, ale on nie chciał sprzedać. No, ale suki nie znaleźli.

Przełomowym momentem było spotkanie z Marianem Domańskim, redaktorem Polskiego Radia. Był to początek lat 90. Podczas eliminacji do Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu, które odbyły się w Janowie Lubelskim. Zacna osoba, wybitny etnomuzykolog. On wtedy prowadził taką cykliczną audycję „Z malowanej skrzyni”. Znał ludzi od Zakopanego po Wilno. Zapytany o konkretnego muzykanta czy w Poznańskiem, czy w Radomskiem, czy Rzeszowskiem potrafił bezbłędnie podać miejsce jego zamieszkania, określić, w której wiosce, za trzecią figurą na lewo mieszka ten człowiek. W trakcie naszej rozmowy wspomniał o suce, dawnym zapomnianym instrumencie, pochodzącym z Kocudzy. I on zasugerował, żeby szukać, żeby dopytywać. I ja zawsze jak byłem w okolicach Chrzanowa, Łady, Kocudzy, Dzwoli, będąc na weselach, starszych ludzi dopytywałem o sukę…

zbigniew butryn w swojej pracowni instrumentow ludowych
Zbigniew Butryn w swojej Pracowni Instrumentow Ludowych (fot. ze zbiorów Rodziny Butrynów)

Jakiś czas po naszym spotkaniu dowiedziałem się, że pan Roman zmarł. I od razu przyszła mi taka myśl, że trzeba kontynuować poszukiwania. Czułem, jakby zostawił mi taki testament. No i tak mi zeszło ponad rok, dopytywałem się ludzi, nawet później takich bardziej zainteresowanych tym tematem, muzykologów. Pierwszą osobą, która mi odpowiedziała była pani Anna Szałaśna z PAN, za co do dzisiaj jej bardzo jestem wdzięczny. Ona mi dużo powiedziała, coś zasugerowała, wskazała literaturę, gdzie są jakieś wzmianki o suce. No, ale dalej nie wiedziałem, jak ten instrument wyglądał.

KB: Więc jak doszło do zbudowania pierwszego egzemplarza suki?

ZB:Jak? Dzięki znaczkowi pocztowemu. To był trochę przypadek. W moje ręce trafił znaczek pocztowy z serii Polskie Instrumenty Ludowe wydany przez Pocztę Polską w roku 1985. Ktoś mi chyba przyniósł, bo zobaczył, że był tam (obok góralskich żłobcoków) narysowany instrument i podpisany suka. Dopiero później, jak się okazało naukowcy, etnomuzykolodzy dodali drugi człon biłgorajska, bo to region janowsko-biłgorajski. Chociaż według mnie powinna być kocudzka.

KB: I to już wystarczyło do zbudowania instrumentu?

ZB:No nie do końca. To był dopiero początek. W międzyczasie w literaturze natrafiłem na jakieś rysunki, szkice, ale tam było zbyt mało szczegółów. Nie wiedziałem, czy to jest płaskie, czy zaokrąglone, więc zacząłem sam grzebać, jak to się mówi metodą prób i błędów, tak po kolei. Pierwszy instrument zrobiłem na podstawie rozbitych skrzypiec, gdzieś od kogoś dostałem pudło. No i dorobiłem szyjkę, ale dopiero po próbach i graniu okazało się, że to jednak nie wydaje takiego dobrego dźwięku. Była bardzo cicha i skrzypiąca, więc zacząłem ją trochę powiększać. Pierwsza suka, jaka powstała od podstaw była z orzecha, wydłubana z jednego kawałka drewna. Dopiero później trafiłem na bardziej szczegółowy rysunek. Była to akwarela autorstwa Wojciecha Gersona – malarza Młodej Polski z roku 1895 r. Na rysunku podane były wymiary w calach, a obok adnotacja: „Suka – instrument smyczkowy starożytny polski, nabyty w r. 1880. we wsi Kocudza w powiecie Biłgorajskim (pomiędzy Janowem a Frampolem). Ostatni grał na nim Józef Góra wówczas 50- letni”. Pierwszy raz sukę zaprezentowałem w roku 1994 r. w Filharmonii Narodowej podczas koncertu, gdzie prezentowaliśmy muzykę ludową naszego regionu, a w kolejnym roku otrzymałem nawet nagrodę specjalną za rekonstrukcję suki na Festiwalu w Kazimierzu.

DSC02426.jpg
Akwarela autorstwa Wojciecha Gersona z 1895 r. Reprodukcja znajdująca się w Pracowni Instrumentow Ludowych (fot. Paweł Rydzewski)

KB: Jak się okazało, nie byłeś jedyną osobą, która zainteresowała się tym tematem?

ZB:Tak, rzeczywiście. To też jest niezwykła historia. Któregoś roku, może 1995 lub 1996 występowaliśmy z kapelą Dudków w Warszawie. Miałem zagrać na suce. Spotkałem tam Marię Pomianowską, muzyka z wykształcenia, wirtuoza gry na archaicznych instrumentach ze wschodu, która jak się okazało miała swoją sukę. W tym samym czasie co ja, niezależnie, nie wiedząc o mnie również podjęła próbę rekonstrukcji suki. Tyle że przy tych pracach pomagała jej m.in. prof. Ewa Dahlig-Turek i profesjonalny lutnik Kuczkowski. Jak porównaliśmy obie suki, to okazało się, że są niemal identyczne. Mój egzemplarz był jedynie o centymetr krótszy. To było niesamowite spotkanie. Później powstał film zrealizowany przez Telewizję Polską pt. „Narodziny suki”. Okazało się, że mój instrument zrobiony, jak to się mówi własnym sumptem, niewiele różnił się w długości od tego, co miała pani Pomianowska.

KB:Wykonanie instrumentu wymaga pewnego warsztatu i wiedzy lutniczej, jak to wyglądało?

ZB:Ja nie jestem lutnikiem, takim profesjonalnym, nie miałem też takiego przygotowania, chociaż pierwszą styczność z tematem budowy instrumentów miałem, jako nastolatek, kiedy zbudowałem sobie gitarę basową. Ona nie bardzo mi stroiła. No, ale zbudowałem i to z jednego kawałka drewna, taką dłubaną. Mój warsztat był bardzo prymitywny. Żeby robić instrumenty trzeba mieć specyficzne przedmioty. Te pierwsze egzemplarze robiłem w domu, w kuchni nocą, kiedy rodzina poszła spać. Miałem jakieś prymitywne podstawowe dłutko, jakiś ośnik. Na drzewie się trochę znałem, bo dziadek był cieślą i ja mu często przy tym pomagałem. Swoją wiedzę lutniczą doskonaliłem, naprawiając smyczki czy skrzypce. Grając na basach trzystrunowych w słynnej Kapeli Dudków ze Zdziłowic, często miałem okazję wykonywać takie naprawy. Poza tym spotykałem się z innymi muzykantami z okolic Janowa, znałem ich a oni mnie, więc podrzucali mi różne instrumenty. Trzeba było coś podkleić, naprawić. Sam też szukałem instrumentów. Udało mi się zdobyć takie stare basy, które używane były w okolicach Zdziłowic i Batorza. Datowane są na 1918 rok. Miały struny jelitowe, były w okropnym stanie i trzeba było je trochę poprawić. I tak krok po kroku. Później coraz doskonalsze instrumenty mi wychodziły.

DSC02429.jpg
Suka biłgorajska w Pracowni Instrumentow Ludowych (fot. Paweł Rydzewski)

KB: Oprócz wyglądu i budowy ciekawa jest również technika gry rzadko spotykana we współczesnych instrumentach. Proszę o tym opowiedzieć.

ZB:Po zbudowaniu suki trudnością okazała się również technika gry. Sposób gry na suce określany jest, jako technika paznokciowo-kolanowa, tzn. instrument trzyma się w pozycji pionowej i inaczej wydobywa się dźwięk. Jest to dość nietypowy sposób gry, bo strun nie skraca się, przyciskając, tylko z boku, dotykając paznokciem. W momencie, kiedy już zacząłem wygrywać melodie, stwierdziłem, że ten instrument ma w sobie archaiczne brzmienie, niespotykane, muzyka jakby od dawnych wieków wraca do nas. Co ciekawe, taki sposób gry występuje w instrumentach z dalekiego wschodu, w Indiach, a nawet w Mongolii. To bardzo starodawny styl  gry.

 KB: Chciałem zapytać o repertuar. Skoro niewiele informacji przetrwało o suce, to skąd wiadomo jakie melodie grano?

ZB:Tak, to było kolejne wyzwanie i pewna tajemniczość. Według naszego rozeznania, analizując budowę instrumentu i technikę gry, mógł to być instrument akompaniujący, na którym przygrywało się do śpiewu w zaciszu domowym. Do takich wolniejszych melodii, trochę smutnych jak kołysanki, ballady miłosne, pieśni rekruckie. Choć na suce można zagrać i szybsze melodie polkę i oberka, ale to trzeba wyćwiczyć, mieć dobrą sprawność w palcach. Muzykę, którą gramy, jako rodzinna kapela, określamy muzyką ordynacką. Są to melodie z dawnej Ordynacji Zamojskiej.

 KB: Czy oprócz suki wykonujesz inne instrumenty?

ZB:Tak to się jakoś potoczyło, że zacząłem natrafiać i odnajdować informacje o instrumentach, które wyszły z praktyki muzycznej. Po suce zbudowałem fideł płocką. Okazało się, że jest to instrument podobny do suki, jeśli chodzi o technikę gry, ale różni się wyglądem. Szczątki tego instrumentu znaleziono w starej studni w okolicach Płocka. Od razu mnie to zaciekawiło i wziąłem się do roboty. Następnie „przywróciłem do życia” oktawkę biłgorajską, też taki zapomniany instrument. Wykonuję również bębny obręczowe, jednostronne, nazywane u nas „sitkowym” na podstawie starych wzorów. I tak po kilku latach, powstała taka nieformalna Pracownia Instrumentów Ludowych w Janowie Lubelskim.

DSC02430.jpg
Jeden z etapów budowy instrumentu – w Pracowni Instrumentow Ludowych (fot. Paweł Rydzewski)

KB: Zajmujecie się też działalnością edukacyjną?

ZB:W 2007 roku założyliśmy Szkołę Suki Biłgorajskiej, oddolną, niezależną inicjatywę, skupiającą sympatyków i admiratorów muzyki tradycyjnej. Głównym celem Szkoły jest edukacja muzyczna młodych ludzi w zakresie muzyki ludowej regionu janowsko-biłgorajskiego, a także ożywienie i wprowadzenie na nowo suki biłgorajskiej do praktyki muzycznej. W ramach nieformalnej szkoły spotykamy się z naszymi Mistrzami muzykantami i śpiewakami. W warsztatach i spotkaniach biorą udział różni ludzie zarówno z Polski, jak i z naszych okolic, co nas bardzo cieszy. W tym roku dzięki dofinansowaniu z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego możemy prowadzić regularne lekcje gry. Prowadzimy naukę gry na suce, a także na skrzypcach, basach i bębenku. Adepci mają okazję nauczyć się typowych dla naszego regionu melodii tj. oberek, podróżniak, krowiarz, polka. Warto wspomnieć również o letnim Festiwalu muzyki tradycyjnej „Na rozstajnych drogach”, który organizujemy zawsze w lipcu. Poświęcony jest muzyce tradycyjnej Roztocza, głównie Zachodniego. W ramach festiwalu odbywają się warsztaty śpiewacze, instrumentalne i taneczne, spotkania, prezentacje filmowe, koncerty i oczywiście potańcówki. Ważne jest to, że prowadzącymi są miejscowi muzykanci i śpiewacy, to od nich się tego uczy. Oprócz tego mamy rodzinną kapelę, w której gram ja, syn Krzysztof, synowa Marta i sąsiad Piotrek. Staramy się kontynuować tradycje muzyczne naszego regionu, który jest bardzo bogaty pod tym względem, ale niestety muzykantów wiejskich jest coraz mniej. Mamy nadzieję, że nasze działania kiedyś zaowocują i będziemy mogli grać roztoczańską muzykę w szerszym gronie.

Kapela Butrynów.jpg
Kapela Butrynów (fot. ze zbiorów Rodziny Butrynów)

Opowiadał Zbigniew Butryn– muzykant z Janowa Lubelskiego, członek dawnej Kapeli Ludowej „Dudków” ze Zdziłowic, w której grał na basach. Budowniczy instrumentów ludowych – m.in. oktawek, bębenków, basów, suki biłgorajskiej, którą na podstawie zebranych informacji sam zrekonstruował. Obecnie wraz z synem Krzysztofem i synową Martą prowadzą Szkołę Suki Biłgorajskiej w starej, drewnianej chałupie w okolicach Janowa Lubelskiego, w ramach której odbywają się warsztaty gry na instrumentach ludowych, głównie suce biłgorajskiej (na której do tej pory nauczył grać około 30 osób z całej Polski), a także oktawkach, bębenku czy basach. Jego pasją jest tradycyjna kultura ludowa, a przede wszystkim janowskie polki, oberki, podróżniaki zapamiętane i wyuczone od nieżyjącego już Pana Bronisława Dudki.

Słuchał i notował Krzysztof Butryn– muzykant – samouk, etnolog i folklorysta. Gra na skrzypcach, bębenku obręczowym, basach oraz suce biłgorajskiej, na której nauczył się grać od swojego ojca Zbigniewa. Interesuje się głównie dawną muzyką wiejską Roztocza Związany zawodowo ze Stowarzyszeniem Twórców Ludowych w Lublinie. Redaktor naczelny portalu KulturaLudowa.pl. Uczeń Bronisława Bidy z Gródek i Stanisława Głaza z Dzwoli. Występował w przeszłości i gra obecnie m.in. w grupach: Młodzi Janowiacy, Kapela Drewutnia, Kapela Jacoki, Zespół In Crudo oraz Kapela Braci Dziobaków z Woli Destymflandzkiej. Autor książki „Taka muzyka. Wspomnienia o muzykantach i muzyce wiejskiej z okolic Janowa Lubelskiego”.

 

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie i udostępnianie publiczne bez pisemnej zgody autora tekstu, wydawcy Gazety Horynieckiej (SPZH) oraz autora niniejszej strony internetowej jest działaniem nielegalnym.