Trasa różaniecka (z przewodnika Ziemia lubaczowska)

Susiec – Huta Różaniecka – Nowy Lubliniec – Stary Lubliniec – Futory – Lubaczów (ok. 44 km, wycieczki boczne ok. 30 km). Przebieg trasy na telefon i GPS (format GPX). Mapka – na końcu tej strony.

Od stacji PKP w Suścu podążamy wiejską ulicą (jedyną w bezpośrednim sąsiedztwie stacji) na południowy – zachód, do odległego o niecałe 300 m skrzyżowania, a następnie skręcamy w lewo, by po kolejnych ok. 250 m – już na skraju wsi, podążyć szosą odbiegającą w prawo (kierunek Cieszanów). Po kilometrze docieramy do niewielkiej osady Rybnica, położonej po prawej stronie szosy. Mijamy mostek na Potoku Łosinieckim i kierujemy się prosto, na południe (w lewo – szosa do Narola). Droga wkrótce skręca na południowy – zachód i po niespełna 2 km docieramy mostu na Tanwi w Rebizantach (3.5 km) (GPS 50 23.557, 23 12.391).

Na Tanwi w Rebizantach obejrzeć można słynne „szumy” – małe wodospady, których bliższa grupa znajduje się niemal przy moście (po prawej stronie), zaś dalsza i bardziej efektowna – ok. 1 km dalej na zachód. 

DSC03224.jpg

Podążamy wciąż na południe, wspinając się na Wał Huty Różanieckiej (304,7 m n.p.m.) górujący 65 m nad doliną Tanwi. Ze szczytu wzniesienia (GPS 50 23.130, 23 12.236) roztacza się wspaniały widok – na pasma Roztocza Środkowego na północy i „morze lasów” Puszczy Solskiej – na południu. Wrażenie niezwykłości tego miejsca psuje tylko wysoka metalowa wieża ustawiona na szczycie. Schodząc lub zjeżdżając ze stromizny Wału Huty na południe – w dotychczasowym kierunku docieramy wkrótce do pierwszych zabudowań wsi Huta Różaniecka (5 km). 

Huta Różaniecka

Wjeżdżając do wsi, po lewej widzimy kościół rzymskokatolicki pw. Chrystusa Króla (murowany, z lat 1913–1926) oraz ruiny cerkwi pw. św. Mikołaja Biskupa (GPS 50°22.788’; 23°11.997’).

Wieś początkowo występująca pod nazwą „Huta Płazowska”, założona została na początku XVIII w. na gruntach Płazowa. Powstała i funkcjonowała w oparciu o zasoby Puszczy Solskiej. 

Huta Różaniecka położona jest na granicy Kotliny Sandomierskiej i Roztocza, u podnóża wzniesienia zwanego Wałem Huty Różanieckiej (306 m n.p.m.). Pierwotnie wieś złożona była z części centralnej, o układzie łańcuchówki, oraz kilku bezkształtnych przysiółków: Banachy, Huta Stara, Korkosze, Maziarnia, Podsigły, Rebizanty. W XVIII w. była to wieś królewska w obrębie starostwa lubaczowskiego, po 1778 roku wchodziła w skład dóbr kameralnych. W roku 1818 sprzedano ją i odtąd należała do rodziny hr. Brunickich. Od początku XX w. przeszła w ręce baronów Wattmannów Maelcamp de Beaulieu.

Rozwój wsi nastąpił w XVIII w. Wówczas był to ośrodek przemysłu leśnego, głównie smolarstwa, węglarstwa i gonciarstwa. W roku 1713, z inicjatywy hetmana wielkiego koronnego, starosty lubaczowskiego Adama Mikołaja Sieniawskiego, założono tu hutę szkła zwykłego. Od XIX w. Huta Różaniecka była miejscem eksploatacji kamienia wapiennego w obrębie bruśnieńskiego rejonu kamieniarskiego.

Podczas II wojny światowej był to teren intensywnego działania oddziałów partyzanckich AK. W latach 1943–1944 na skutek niemieckich akcji pacyfikacyjnych ludność wsi została wyniszczona.

Huta Różaniecka znajdowała się niewątpliwie w cieniu sąsiedniej osady – Rudy Różanieckiej, największego ośrodka przemysłowego na terenie ziemi lubaczowskiej. Powstanie manufaktury szkła w Hucie Różanieckiej było przejawem wzmożonej aktywności gospodarczej hetmana Sieniawskiego, szczególnie widocznej w sferze produkcji szkła. Sam zakład mógł być zlokalizowany nad Tanwią, na terenie dawnego przysiółka o nazwie Huta Stara (obecnie wieś Huta-Szumy).

Ciekawym obiektem turystycznym we wsi są ruiny cerkwi oraz przyległego doń niewielkiego cmentarza. Dawny zespół cerkiewny usytuowany był niegdyś na miejscu obecnego, u podnóża Wału Huty Różanieckiej. Pierwotna cerkiew była orientowana, zaś dzwonnica znajdowała się przy południowym boku cmentarza przycerkiewnego.

P6010036.jpg

Według miejscowej tradycji, przed powstaniem ruskiej organizacji parafialnej istniała tu cerkiew należąca do niewielkiego monasteru Bazylianów, usytuowana w zachodniej części wsi, na wyniesieniu zwanym Cerkwisko. Funkcjonowanie monasteru w Hucie, mimo iż źródła nie odnotowują jego istnienia, jest prawdopodobne. Legenda mówi, że pierwszą cerkiew postawili mnisi na miejscu, w którym niesiony przez nich obraz św. Mikołaja „nie chciał” przenieść się dalej. Opowieść ta nabiera znaczenia, gdy rozpatrujemy ją na tle dziejów monasteru, znajdującego się niegdyś zaledwie kilometr od wzgórza Cerkwisko, po północnej stronie Tanwi, na wzniesieniu o nazwie Zamczysko lub Kościółek. Tamtejszy klasztor, z cerkwią pw. Świętych Piotra i Pawła, założony został na początku XVII w. przez Tomasza Zamoyskiego. Z bliżej nieznanych przyczyn zgromadzenie zostało zlikwidowane, a cerkiew zamieniono na kościół, przeniesiony później do Suśca. Można przypuszczać, iż w tym czasie kilku mnichów przeszło na teren starostwa lubaczowskiego i w pobliżu swego macierzystego monasteru próbowało założyć nowe zgromadzenie. Przedsięwzięcie to nie powiodło się, ale pozostawiona przez zakonników cerkiew stała się zalążkiem nowej organizacji parafialnej. 

Pierwsza cerkiew, nosząca wezwanie św. Mikołaja, istniała przed połową XVIII w. Jej forma nie jest znana. Kolejną wzniesiono na nowym miejscu z fundacji ks. Leona Lebedyńskiego. Była to świątynia niewielka, założona na planie trójdzielnym. Do wnętrza prowadziły drzwi zamykane na żelazny zamek. W pierwszej tercji XIX w. budowla została rozebrana, a na jej miejscu w roku 1835, przy pomocy kolatora Jana barona Brunickiego, postawiono murowaną cerkiew, remontowaną następnie w latach 1875 i 1922. Obiekt ten spłonął podczas niemieckiej akcji pacyfikacyjnej 26 VI 1943 roku Do dziś zachowały się zrujnowane ściany budowli.

W pobliżu wsi znajdują się liczne, mniejsze i większe kamieniołomy. Najbliższe – niemal przy ruinie dawnej cerkwi. Dalsze – poza wschodnim krańcem wsi.

DSC00661.jpg

Za główną drogą, udajemy się w stronę centrum wsi, odległego zaledwie ok. 200 m na południowy – wschód od dwóch świątyń. Główna droga prowadzi dalej na południe, w kierunku Rudy Różanieckiej i dalej – do Cieszanowa, my natomiast skręcamy na skrzyżowaniu (GPS 50°22.683’; 23°11.994’) w centrum wsi – w prawo, na północny – zachód. Po ok. 500 m – rozwidlenie dróg z malowniczą kapliczką.

DSC00647.jpg

Wybieramy drogę prowadzącą w lewo, na zachód, a później na południowy – zachód. Poruszamy się tzw. „Drogą Huciańską”, prowadzącą przez kompleks lasów Puszczy Solskiej.

Głowaciński i Michalik, charakteryzując Puszczę Solską, przypominają, iż dawniej na tym terenie niepodzielnie dominowała pradawna puszcza. Z czasem, wyręby lasów doprowadziły do rozbicia jednolitego obszaru puszczańskiego na dwa kompleksy: północny – stanowiący właściwą Puszczę Solską oraz południowy – Lasy Sieniawskie. Kompleks Lasów Sieniawskich położonych na żyznych glebach, przydatnych dla rolnictwa uległ bardzo dużym zniszczeniom i został rozczłonkowany na odrębne płaty leśne, z których największy położony jest na wschód od Sieniawy. Natomiast północny kompleks Puszczy Solskiej, zajmujący ubogie obszary piaszczyste zachował się w stosunkowo dobrym stanie do dziś, aczkolwiek znaczne powierzchnie zajmują monokultury sosnowe, zasadzone w miejscach zrębów zupełnych.

Zwarty obszar puszczański rozciąga się obecnie na przestrzeni ok. 110 km od Narola i Płazowa na wschodzie aż po dolinę Wisły pod Zawichostem na zachodzie. Jego przeciętna szerokość wynosi ok 30 km. 

Przez następne ok. 3.5 km przemierzamy lasy Puszczy Solskiej, poruszając się po utwardzonej, ale kamienistej drodze leśnej. Stopniowo zagłębiając się coraz głębiej w las, możemy odczuć urok ucieczki od cywilizacji. Docieramy do miejsca, w którym odbiega w lewo droga asfaltowa (tzw. „Czwarta linia”) (GPS 50°21.801’; 23°09.280’), prowadząca cały czas prosto (ok. 4 km), w pobliże Rudy Różanieckiej. Wydmy w pobliżu skrzyżowania zwane są Górą Łominos. 

Podążamy dalej w dotychczasowym kierunku, aż do następnego ważnego punktu orientacyjnego, odległego o ok. 1.8 km – kolejnej drogi odbijającej w lewo (GPS 50°20.961’; 23°08.787’). Na rozjeździe – charakterystyczne drewniane drogowskazy. Jest to tzw. „Droga Jagiełłowa”, która malowniczo klucząc po lasach, doprowadziłaby nas także do Rudy Różanieckiej – tym razem do samego centrum wsi. My jednak konsekwentnie podążamy dotychczasową drogą przez kolejne 3.4 km i docieramy do malowniczo położonych, śródleśnych stawów Koman (GPS 50°19.846’; 23° 06.809’) (ok. 14.5 km).

DSC01932.jpg

Stawy Koman składają się z dwóch akwenów przedzielonych mniej więcej w połowie groblą. Maksymalna szerokość tego kompleksu stawów to ok. 450 m, długość – ok. 800 m, zaś powierzchnia – 65.53 ha. Południowo – zachodni kraniec malowniczo zamyka wyraźna wydma, dawniej będąca też dobrym punktem widokowym, obecnie widoki przesłania młody las. 

Od 1997 roku stawy Koman mają status użytku ekologicznego – ochronie podlegają rzadkie gatunki ptaków.

Wycieczka boczna do Kobylanki (4 km)

Po nabraniu sił warto wrócić ok. 750 m w stronę, z której przybyliśmy i skręcić w leśną drogę odbiegającą w lewo (tu drewniany drogowskaz wskazuje „do pomnika”). Utrzymując kierunek północno – zachodni, a następnie zachodni (na rozgałęzieniu dróg leśnych – w lewo), po przebyciu ok. 1.3 km dotrzemy w pobliże miejsca pamięci narodowej, zwanego Kobylanka (GPS 50 20.263, 23 06.376). Turyści piesi mogą spróbować skrócić drogę idąc przez groblę na stawach, czeka ich jednak następnie ok. 200 m bezdroża (cały czas na północ) w nieco podmokłym terenie, aż do dotarcia do wspomnianej drogi leśnej; stąd jeszcze ok. 500 m w lewo.

Kobylanka to uroczysko będące pamiątką bohaterskich walk w czasie Powstania Styczniowego, jednym z najważniejszych miejsc pamięci narodowej na ziemi lubaczowskiej. Opis walk na Kobylance pozwolę sobie w całości zacytować z publikacji Zygmunta Kubraka, poświęconej walkom na pograniczu cieszanowsko – lubaczowskim w czasie Powstania: 26 kwietnia Jeziorański wyprowadził oddział z lasów żołyńskich, 28 kwietnia przekroczył granicę w okolicach Woli Różanieckiej, dalej ciągnął wzdłuż granicy na wschód, miejscami błądząc, 30 tego miesiąca skręcił na wieś Tepiły i zajął pozycję pod Kobylanką, na północ od Nowego Lublińca. Generał miał w sumie 740 oficerów i żołnierzy: 8 kompanii piechoty, w każdej po 68 ludzi, 2 kompanie saperów po 30 żołnierzy, 2 oddziały kozaków po 32 ludzi, 1 oddział ułanów 36 koni i grupę sztabu 36 ludzi. Oddział jako całość prezentował się dobrze: piechota, w większości jednolicie umundurowana, była uzbrojona w nowoczesne sztucery belgijskie, kawaleria, w dużej części młodzież szlachecka, dosiadała własnych doborowych koni mając lance, pałasze i rewolwery w olstrach. Dla kosynierów, oprócz kos przeznaczono pistolety za rzemiennym pasem. Broni było pod dostatkiem, na wozach wieziono kosy oraz 168 zapasowych sztucerów dla dozbrojenia oddziałów w Lubelskiem. Uzbrojenie dla oddziałów dostarczyli w części Adam Sapieha, baron Piotr Brunicki z Lublińca oraz faktor Józef Liban. Brakowało natomiast amunicji. Zawiodły obie organizacje, cywilna i wojskowa. Sam Jeziorański z własnych funduszy postarał się o 3000 ładunków, także gen. Waligórski dostarczył skrzynkę amunicji, ale to wszystko było mało, bo zaledwie po 78 sztuk naboi na jednego żołnierza. W tej sytuacji generał podjął słuszną decyzję skoncentrowania sił w rejonie przygranicznym, gdzie warunki terenowe zdawały się zapewniać względne bezpieczeństwo dla oddziału. Jak wspomina jeden z żołnierzy spod Kobylanki, wybrana pozycja była „istną fortecą”: „Od południa oparta o suchą granicę galicyjską, od zachodu i na północy okoloną była rozległymi trzęsawiskami i bezdennymi bagnami, które zatoczywszy półkole, zamykały tę przestrzeń u wschodu kilkudziesięciometrowym przesmykiem o gruncie wprawdzie moczarowatym, ale umożliwiającym przejście. Tym to przesmykiem myśmy się przedostawali”.

Po lewym skrzydle przebiegały dwie drogi, które saperzy zablokowali licznymi zasiekami. Jedną z tych dróg Żydzi Schmidt i Majerko z Lublińca dostarczali dla wygłodniałych żołnierzy wozy wyładowane chlebem, bułkami, masłem, serem i winem. Czas był najwyższy po temu, bo w oddziale od 24 godzin nie było żadnej żywności, a niewielu żołnierzy miało po kawałku chleba w tornistrze. Przez całą noc 30 kwietnia powstańcy z dwóch kompanii odlewali kule i przerabiali ładunki z broni myśliwskiej na kalibrową. Mimo przesadnych wiadomości o sile nadciągającego nieprzyjaciela (1200 piechoty, dwie sotnie dragonów, sotnia kozaków, bateria dział) i braku amunicji, nastrój Jeziorańskiego jego sztabu był dobry: „…pobijemy Moskali. Choćby kolbą i bagnetami” miał powiedzieć generał. l maja Rosjanie uderzyli na obóz w sile 800 ludzi (4 roty piechoty, sotnia kozaków, dwa działa), pod dowództwem kpt. Nikołaja Stemberga, któremu płk. Jurij Miednikow, naczelnik wojsk z Janowa, polecił rozbić lub wygnać „bandę” do Galicji. 

Czołowa kompania kpt. Zawadzkiego wytrzymała pierwsze natarcie przeciwnika, a podciągnięte i do linii bojowej kompanie odwodowe skutecznie odpierały próby wdarcia się Rosjan w głąb polskich pozycji. Jeziorański zdecydował manewrem rozstrzygnąć bój na swoją korzyść: dwie kompanie stojące w odwodzie z batalionu mjr Kazimierza Grudzińskiego rzucił leśną drożyną z lewego na prawe skrzydło. Kompania kpt. Lepkowicza z tego batalionu, do której dołączyło kilkunastu ochotników natarła na armaty. Rosjanie pod niespodziewanym ogniem z flanki wycofali się ku wsi Borowe Młyny. Generał nie podjął pościgu, ponieważ kończyła się amunicja, wysłał jedynie jazdę, która przyśpieszyła odwrót nieprzyjaciela. Rosjanie w tym boju stracili 23 zabitych i jedną armatę, którą w odwrocie pozostawili w bagnie. Starty polskie liczono na 56 zabitych i około 28 rannych, a nawet mniej, bo tylko 3 zabitych i 18 rannych według ówczesnych doniesień z pola walki. 3 maja odbyła się w obozie uroczystość pogrzebu poległych. Poległym wystawiono na mogile krzyż z napisem: „Tu spoczywają bohaterowie polegli 1 maja l863 roku” W drugiej mogile pogrzebano 23 Rosjan pod napisem: „Tu leżą słudzy despoty”. Po bitwie do polskiego obozu przybył płk węgierskich huzarów Olivier hrabia Wallis, który obserwował bitwę i teraz z uznaniem wy raził się o organizacji obozu i samym boju. Węgrzy gratulowali zwycięstwa, ale też dziwili się, że Jeziorański nie zarządził pościgu. Zrozumieli sytuację, gdy płk Tomasz Winnicki, szef sztabu oddziału, polecił kilku strzelcom otworzyć ładownice, które okazały się puste. Według relacji Winnickiego powstańcy bratali się z Węgrami, którzy oddawali im własne ładunki. 

Wieść o zwycięstwie pod Kobylanką rozeszła się błyskawicznie po Galicji. Pośpieszyli do obozu ks. Adam Sapieha oraz okoliczne ziemiaństwo: „Zarzyccy z Chotylubia, pani Paparowa z córkami, Bruniccy z Lublińca i inni, a z nimi szły wozy ładowne w wszelaki prowiant obfity”. 3 maja przyszły do obozu posiłki: dwa oddziały konne A. Potockiego i K. Sieniawskiego liczące razem około 85 koni, ściągali też w pojedynkę ochotnicy, których zaraz uzbrojono z obozowego zapasu broni. Jeziorański doczekał się też amunicji: ładunki przywiozła ze Lwowa kurierka Maria Topolnicka od tamtejszego Komitetu Niewiast Polskich, który w krótkim czasie zebrał kilka tysięcy naboi wiedząc o braku amunicji w obozie. 5 maja Jeziorański otrzymał również amunicje z polecenia Sapiehy. Tego samego też dnia dotarły do obozu wiadomości o spodziewanym ataku Rosjan. W tej sytuacji generał zdecydował, aby przyjąć uderzenie nieprzyjaciela na dobrze umocnionej pozycji, uznał, że opuszczenie obronnego obozu wobec znaczącej przewagi napastnika byłoby niebezpieczne . W rozmowie z ks. Sapiehą miał powiedzieć: „Pozycję mamy dobrą… Żołnierz pełen otuchy, po pierwszym zwycięstwie gorąco pragnie walki”. 

Tymczasem płk Miednikow po nieudanej próbie rozbicia obozu gromadził siły do ponownego natarcia. Na pomoc rozbitemu Stembergowi wyruszyły z Tomaszowa 4 kompanie piechoty mjroku Jakowa Ogolina i dodatkowo jeszcze oddział mjr Czerniawskiego. Połączone siły, nad którymi dowództwo objął płk Jurij Miednikow liczyły 11 kompanii piechoty, 2 szwadrony ułanów i około 160 kozaków z 2 działami, w sumie ponad 2 tys. bagnetów i szabel . Na szczęście dla Polaków płk Miednikow nie docenił sił w obozie i wydzielił całą kolumnę mjr Czerniawskiego do przeczesywania lasów w rejonie Maziarze Głuchy. Rano 6 maja Rosjanie zaatakowali lewe skrzydło polskie otwierając ogień z dwóch dział, ale nie zdołali przełamać pozycji, których bronił w tym miejscu gen. Józef Śmiechowski. Również nie powiodły się próby zdobycia pozycji w centrum i na prawym skrzydle. Po tym niepowodzeniu, po czterech godzinach wałki, która nie przyniosła zwycięstwa, płk Miednikow usiłował wtargnąć do obozu od strony granicy galicyjskiej. Manewr Rosjan zauważył Tytus Zarzycki, powstaniec z Chotylubia, który złożył odpowiedni raport gen. Jeziorańskiemu. 

Meldunek Zarzyckiego już niebawem sprawdził się. Rosjanie przeszli granicę i zaatakowali tyły Polaków, ale Jeziorański nie dał się zaskoczyć. Od strony granicy z Galicją trzymał w odwodzie dwie kompanie piechoty, które dowodzone przez mjroku Leszka Dąbczańskiego uderzyły w bok nacierających Rosjan. Uderzenie kompanii odwodowych było rozstrzygające w tym boju. Zaciętość polskiej obrony potwierdzały źródła rosyjskie mówiące, że obóz dwukrotnie przechodził z rąk do rąk i ostatecznie pozostał w rękach „buntowników” . Męstwu żołnierza w tej bitwie dorównywała postawa generałów: Jeziorańskiego, Śmiechowskiego i Waligórskiego, którzy prowadzili kolumny do ataku, a także ks. Adama Sapiehy, którego widziano z karabinem w ręku. Druga bitwa pod Kobylanką była jednym z bardziej efektownych zwycięstw, ale też kosztowała Polaków według Jeziorańskiego 59 zabitych i 47 rannych, choć straty, zwłaszcza w rannych musiały być dużo wyższe. Szczególnie duże straty poniósł korpus oficerski: polegli, albo odnieśli rany prawie wszyscy dowódcy kompanii, padł od kuli strzelca finlandzkiego Władysław Waligórski, syn generała. Straty rosyjskie według raportów Miednikowa wyniosły 150 zabitych i rannych, ale w rzeczywistości były wyższe, choć nie aż takie, jak podają pamiętnikarze: 273 zabitych i 432 rannych, w tym 17 oficerów. Bardziej bliżsi prawdy straty Rosjan w tej bitwie szacują na 400 zabitych i rannych. 

Bitwa pod Kobylanką przez większość współczesnych Jeziorańskiemu, jak i późniejszych historyków i wojskowych, została uznana za jedną z „największych” bitew leśnych w powstaniu. Jeziorański, jak rzadko który z dowódców oddziałów powstańczych według Józefa Piłsudskiego przyjął bój „z rozmysłem” w oparciu o dobrze wybraną pozycję, chronioną przez naturalne przeszkody i sztuczne, wykonane przez saperów, nie dał się zaskoczyć, panował nad sytuacją, wykorzystał odwody i dwukrotnie odparł Rosjan. 

W miejscu, w którym znajdował się powstańczy obóz postawiono drewniany krzyż, zamieniony następnie na murowany krzyż – pomnik. W 1932 i 1938 przeprowadzono renowację pomnika. Na pomniku – kształcie obelisku – widnieje napis: „ Pamięci poległych w boju za wolną Ojczyznę po Kobylanką dnia 2 maja 1863 roku”.

DSC01937.jpg

W tym miejscu warto nadmienić o jeszcze jednej ciekawostce. Jak już było wspomniane wcześniej, przy rozgałęzieniu dróg znajdują się drogowskazy. Jeden z nich kieruje w stronę enigmatycznych „bunkrów”. Oczywiście to nie ma nic wspólnego z betonowymi bunkrami linii Mołotowa – tu ich nie budowano. Chodzi o sieć drewniano – zimnych bunkrów (prawdopodobnie UPA), z których pozostały mało rozpoznawalne w terenie doły w ziemi (GPS 50°20.535’; 23°07.065’). Jednak jeszcze kilka lat temu z jednego z nich wystawała metalowa rura (bardzo skorodowana), prawdopodobnie wywietrznik. 

Od stawów Koman jedziemy dalej w kierunku (ogólnie biorąc) południowo – zachodnim przez 1.8 km – po czym docieramy do kolejnego, znacznie większego kompleksu stawów. Podążamy jeszcze ok. 450 m wzdłuż jednego ze stawów, by dotrzeć do grobli, na południowym jego krańcu. Dawniej po szerokiej grobli można było swobodnie się poruszać, docierając nawet do Rudy Różanieckiej. Od pewnego czasu przejazd jest zamknięty. Kompleks stawów ciągnie się równoleżnikowo i składa z dwóch głównych akwenów (każdy poprzecinany groblami). Stawy wchodzą w skład utworzonego w 1997 roku użytku ekologicznego „Sopilne”, o powierzchni 95.51 ha. Celem ochrony są m.in. rzadkie gatunki ptaków.

Jedziemy w dotychczasowym kierunku, teraz już po piaszczystej a następnie kamienistej drodze, mijając wcześniej po lewej stary krzyż bruśnieński w otoczeniu częściowo zniszczonego już starodrzewia.

DSC01798.jpg

Nowy Lubliniec

We wsi, najpierw mijamy stary cmentarz (po lewej) z interesującymi nagrobkami. 

Wieś Nowy Lubliniec pierwotnie nazywana była jako „Wola na Sieliszczach”. Założona została ok. 1569 roku przez Jerzego Jazłowieckiego, hetmana polnego koronnego, starostę lubaczowskiego, na gruntach Starego Lublińca , z którym co najmniej do połowy XVIII w. zachowywała wspólnotę prawną i gruntową. Obydwie osady otrzymały te same przywileje królewskie: w 1590 roku od Zygmunta III (potwierdzony 1601 roku i 1736 roku) oraz w 1748 roku od Augusta III .

W XVI-XVIII w. była to wieś królewska w starostwie lubaczowskim, a po 1778 roku – w dobrach rządowych. Od 1818 roku pozostawała w posiadaniu baronów Brunickich, a od końca XIX w. także baronów Wattmannów i Sanderów. W XX w. była własnością Parnasów .

Wieś początkowo istniała przy Starym Lublińcu, tworząc razem z nim jeden z większych ośrodków osadniczych w granicach starostwa lubaczowskiego. Stopniowo przerosła macierzystą osadę i w XVIII w. usamodzielniła się. Do tego czasu oprócz rolnictwa rozwijało się bartnictwo, kowalstwo i gonciarstwo. W XIX-XX w. funkcjonowały: młyn wodny, folusz i stawy hodowlane oraz 3 karczmy i domy zajezdne, a także gorzelnia przy folwarku . 

lubliniec.jpg

Miejscowość rozciągnięta jest na zachodnim skraju doliny rzeki Wirowa. Niegdyś była to rozległa osada, złożona z części właściwej o układzie łańcuchówki, z licznymi przysiółkami i grupami domów, z których większe to: Dąbrówka, Dubiny, Kutnie, Ostrówka, Sigła, Tepiły, Żary. W 1921 roku Nowy Lubliniec liczył 2081 mieszkańców, w tym 1987 grekokatolików, 92 rzymskich katolików i 66 żydów.

Niewątpliwie największą atrakcją turystyczną wsi jest oryginalna cerkiew. Jej charakterystyczny mur powoduje, że jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych cerkwi na ziemi lubaczowskiej.

Pierwsza – drewniana świątynia została wzniesiona w 1571 roku z inicjatywy Jerzego Jazłowieckiego. Prawdopodobnie podczas najazdu Tatarów w 1672 roku świątynia została spalona. Pożogę przetrwała jedynie ikona Matki Bożej, która od tej pory otoczona była dużym kultem . Kolejną cerkiew ufundował Jan Skoteński (Skotyński) przy pomocy gromady wiejskiej w 1676 roku Na początku XIX w. cerkiew została rozbudowana o dwa boczne ramiona przekryte kopułami. Wewnątrz, w ołtarzu zakupionym w nieznanym bliżej, skasowanym kościele łacińskim, umieszczono cudowną ikonę Matki Bożej. W kolejnych latach pokryto blachą kopuły nad prezbiterium, babińcem i nawą. W 1906 roku za staraniem parocha, ks. Seweryna Metelli, wg projektu Wasyla Nahirnego, rozpoczęto budowę murowanej świątyni, którą ukończono rok później i uroczyście poświęcono w 1908 roku W 1999 roku wykonano remont kopuły, renowację stolarki okiennej, odnowienie malatury wnętrza cerkwi. Prace przeprowadzono ze środków własnych parafii, na które złożyły się także (to informacja od mieszkanki wsi) fundusze dawnych mieszkańców i ich rodzin.

P8010038.jpg

Stara cerkiew drewniana została zachowana na jej pierwotnym miejscu, prawdopodobnie na północ od obecnie istniejącej. Jednak niedługo potem, w drugim roku trwania pierwszej wojny światowej, podczas silnego ostrzału artyleryjskiego w dn. 17-18 czerwca 1915, została zniszczona wraz z całym wyposażeniem .

Można zastanawiać się dlaczego w stosunkowo niewielkiej wsi wybudowano tak „pomnikową” świątynię, nie szczędząc środków na ceramiczną okładzinę ścian, detale ze sztucznego kamienia i inne kosztowne elementy budowli. Tak efektowna cerkiew, wystawiona została przez wiernych diecezji przemyskiej (a nie samych mieszkańców wsi) oficjalnie jako uczczenie 50. lecie wstąpienia na tron cesarza Franciszka Józefa I. Piotr Krasny uważa, że nie był to jedyny powód: Lubliniec leżał tuż przy granicy i był nawiedzany przez unitów z Kongresówki pragnących przystąpić do sakramentów w swoim obrządku. Lubliniecka cerkiew mogła być spostrzegana jako ilustracja wysokiej pozycji, jaką osiągnęli ich współwyznawcy w Galicji pod rządami cesarza.

Po obejrzeniu cerkwi podążamy ok. 700 m dalej na południe, wzdłuż wsi, aż do miejsca, w którym w prawo odbiega droga asfaltowa (GPS 50°17.502’; 23°05.548’).

Wycieczka boczna do Kowalówki (13 km)

Celem wycieczki jest drewniana cerkiew i stary cmentarz w Kowalówce, oddalone o ok. 5.5 km. Wycieczka polecana jest głównie turystom korzystającym z roweru, motocykla lub samochodu, gdyż prowadzi przez mało urozmaicone tereny zabudowane, zaś atrakcje turystyczne czekają nas dopiero na samym końcu trasy, czyli w Kowalówce.

Jedziemy ok. 800 m w dotychczasowym kierunku, na południe – a potem na południowy wschód, aż do rozwidlenia dróg (GPS 50°17.136’; 23°05.714’). Tu skręcamy w lokalną drogę prowadzącą w lewo. Jedziemy ok. 4.7 km drogą prowadzącą na południowy – wschód, a potem na wschód, mijając kolejno: zabudowania dawnego PGR, Kosobudy i Żuków. Dojeżdżamy do dużego skrzyżowania (z drogami prowadzącymi do Bełżca, Cieszanowa i Suśca) (GPS 50°16.605’; 23°09.216’). Jesteśmy w Kowalówce w pobliżu sąsiedniej wsi Żuków.

Po ostatniej wojnie z powodu niewielkich przesunięć granic między dwoma odrębnymi sołectwami: Żuków i Kowalówka, cerkiew znalazła się po stronie tej ostatniej wsi. Jednakże zabytek ten faktycznie należy pod względem historyczno-kulturowym do Żukowa i na tle dziejów tej właśnie osady będzie rozpatrywany.

Wieś lokowana była prawdopodobnie w XV w. na prawie wołoskim (w źródłach występuje od 1507 roku). Do 1778 roku Żuków był wsią królewską w starostwie lubaczowskim, następnie włączony został do habsburskich dóbr rządowych. W 1818 roku wieś zakupiona została przez Hermana broku Brunickiego i do ok. 1857 stanowiła własność rodziny Brunickich. W późniejszych latach zmieniała właścicieli, aż do 1911 roku , kiedy to obszar dworski częściowo rozparcelowano. W okresie międzywojennym – od ok. 1928 – większa część wsi stanowiła własność Zygmunta Żukotyńskiego .

Miejscowość położona jest w miejscu zetknięcia się głównego traktu, biegnącego z Jarosławia do Tomaszowa Lubelskiego, z lokalnymi drogami. Wieś ma charakter łańcuchówki złożonej pierwotnie z części (Kosobudy) i kilku przysiółków (Mielniki, Doliny, Kraków). W 1784 na północ od wsi, przy trakcie jarosławskim, założono kolonię niemiecką Freifeld (dawniej Wolnopole, obecnie Kowalówka) . W 1921 roku w Żukowie mieszkało 863 grekokatolików , 361 rzymskich katolików i 35 osób wyznania mojżeszowego.

Dawny zespół cerkiewny znajduje się w centrum zespołu osadniczego. Cerkiew zajmuje większą część terenu obwiedzionego linią ogrodzenia. Pierwotny zespół cerkiewny mógł być położony na terenie dawnego cmentarza, na niewielkim wyniesieniu po stronie potoku Łówcza .

Jedna z pierwszych cerkwi wzmiankowana była w 1531 roku jako zniszczona, zapewne za sprawą Tatarów . Kolejna, pw. Narodzenia NMP, została wzniesiona w XVII w. W tym czasie była jeszcze „dostatecznie duża”, pomimo tego w 1813 roku przeprowadzono rozbudowę świątyni, ułożono nową, kamienną podmurówkę, do starej nawy dobudowano nowe części skrajne – prezbiterium i babiniec, całość pokryto następnie gontami . W latach 1867-1868 z inicjatywy ówczesnego parocha ks. Grzegorza Pirożyńskiego, wnętrze cerkwi pokryto polichromią, która zachowała się obecnie w babińcu. W 1892 za ks. Teofila Skobelskiego cerkiew została na nowo poświęcona . Za staraniem tegoż parocha w 1902 gruntownie przebudowano świątynię. Podczas I wojny cerkiew została uszkodzona w wyniku ostrzału, ale już w 1922 roku znajdowała się w dobrym stanie. W 1928 doceniając dobry stan techniczny budowli, przemyśliwano jednak ‑ głównie ze względu na stan wnętrza – o budowie nowej świątyni . Po II wojnie cerkiew została zamieniona na kaplicę rzymskokatolicką, w latach 60. XX w. prezbiterium adoptowano do potrzeb salki katechetycznej. Już w tym czasie stwierdzono potrzebę wymiany części podwalin i szalunku. Remont chciano przeprowadzić w 1978 roku siłami parafian, ale nie uzyskano akceptacji władz konserwatorskich. W 1984 odnowiono jedynie latarnię nad kopułą nawy oraz zakonserwowano blachę. W latach 60. , a także w 1992 roku, świątynia padła ofiarą dwóch włamań, w wyniku których skradziono kilka ikon z ikonostasu oraz rzeźby ołtarzowe, które częściowo odzyskano. Obiekt został w 1987 roku wpisany do rejestru dóbr kultury. W 2004 roku podczas prac konserwatorskich odkryto starą belkę datowaną na przełom XVI i XVII w. Przypuszcza się, iż cerkiew mogła powstać już w 1613 roku W 2006 roku przeprowadzono prace konserwatorskie ikonostasu.

Obecnie istniejąca drewniana świątynia wzniesiona została w konstrukcji zrębowej, zwęgłowana na jaskółczy ogon. Początkowo założona była na planie trójdzielnym, z dominującą nawą, obecnie – na rzucie krzyża gotyckiego, z zachowaniem trójdzielności. Nawa przekryta jest obszerną, ośmiopołaciową kopułą zrębową. Ściany babińca pokryte są polichromią figuralno – ornamentalną, z przedstawieniem Sądu Ostatecznego na podniebieniu kopuły. W ikonostasie zachował się obraz „Chrzest Chrystusa w Jordanie” autorstwa (z podpisem) urodzonego w Żółkwi malarza Michała Rudkiewicza, z 1749 roku Antoni Stelmach zauważył, iż ikonostas żukowski jest łudząco podobny do ikonostasu cerkwi w Chotylubiu oraz w pewnym zakresie równie z do ikonostasu cerkwi w Gorajcu. Badacz przypuszcza, iż autorem tej pokaźnej liczby obrazów może być Michał Rudkiewicz, jeden z ostatnich przedstawicieli żółkiewskiej szkoły malarstwa cerkiewnego. Zaznacza jednak, iż rozstrzygnąć to może dopiero gruntowna analiza. Ostatnio istniejąca dzwonnica drewniana została wzniesiona zapewne równocześnie z cerkwią w XVII w. Na początku XX w. stara budowla znajdowała się w dobrym stanie, mimo to zapewne w latach 30. na jej miejscu wzniesiono nową, murowaną dzwonnicę, odnowioną w 1986 roku Wiosną 2003 roku został skradziony zabytkowy dzwon, którego nie udało się odzyskać.

Skręcamy w drogę, prowadzącą na zachód, ku widocznym zabudowaniom Starego Lublińca. Po ok. 800 m, za mostem na Wirowej wjeżdżamy do Starego Lublińca i zatrzymujemy się przy okazałej murowanej cerkwi (GPS 50°17.462’; 23°04.397’).

Stary Lubliniec

Stary Lubliniec był lokowany prawdopodobnie w końcu XV w. – wzmiankowany w źródłach – w 1507 roku W połowie XVI w. na terenie wsi powstała osada Nowy Lubliniec . Do 1778 roku Stary Lubliniec pozostawał w starostwie lubaczowskim, następnie zaś wchodził w skład ekonomii lubaczowskiej. W 1818 roku został zakupiony przez Hermana broku Brunickiego. W latach następnych pozostawał własnością Brunickich, na następnie Parnasów. Najbardziej dynamiczny rozwój wsi miał miejsce w XVI-XVIII w. Wówczas, pozostając w łączności prawnej i gruntowej z Nowym Lublińcem, Stary Lubliniec tworzył jeden z większych zespołów osadniczych w tenucie lubaczowskiej. W XVI w. na terenie wsi byli liczni bartnicy, kowale, karczmarze, rozwijała się hodowla owiec. W XVII w. działali także kuśnierze i młynarz, a w XVIII w. gonciarze i tkacze. W XIX i XX w była tu karczma i folwark . W 1921 roku na 1316 mieszkańców przypadało 1240 grekokatolików, 57 żydów i 19 rzymskich katolików. 

Cerkiew pw. Przemienienia Pańskiego – funkcjonująca obecnie jako kościół rzymskokatolicki, powstała na miejscu starszych, drewnianych budowli, z których pierwsza pojawiła się w źródłach w 1531 roku Kolejna – została wzniesiona przez gromadę wiejską w 1607 roku i poświęcona w 1700 roku Krótko przed 1845 roku wzniesiono nowe kopuły nad nawą i babińcem, a w 1893 roku odnowiono świątynię, pokrywając ją także wewnątrz malowidłami. Ostatnią renowację przeprowadzono w 1903 r . Murowaną cerkiew zaczęto wznosić na miejscu poprzedniej w 1926 roku, wg projektu architekta Lwa Łownyckiego. Nową świątynię ukończono i poświęcono w 1927 r .

O wyglądzie pierwotnej świątyni nie posiadamy informacji. Ostatnio istniejąca cerkiew drewniana założona była na planie trójdzielnym, poszczególne części posiadały przekrycia w formie kopuł, z których środkowa, nad nawą, pokryta byłą żelazną blachą.

Jedziemy dalej, początkowo przez wieś (na rozwidleniu dróg – w lewo), mijając stary cmentarz po lewej – a następnie przez teren niezabudowany, w kierunku zachodnim. Po przebyciu ok. 3 km, za zabudowaniami dawnego PGR w Starym Lublińcu, docieramy do rozwidlenia dróg (GPS 50°17.245’; 23°02.574’). Tu skręcamy w utwardzoną, ale kamienistą drogę w lewo (na południe). Przed nami rozległy widok, z charakterystyczną kopułą cerkwi w Niemstowie w oddali. Po przebyciu 1.1 km docieramy do dużego (40 ha) stawu na Wirowej, zbudowanego w 1970 roku. Staw położony jest malowniczo, choć brak okalających zbiornik lasów nieco ujmuje mu atrakcyjności. Staw przecinamy po 400 m grobli i wciąż podążając drogą na południe, po 1.5 km docieramy do zabudowań byłego PGR w Niemstowie i lokalnej szosy prowadzącej z Niemstowa do Ułazowa (27.5 km).

Wycieczka boczna do Ułazowa (7.4 km)

Skręcamy w prawo, na zachód i jedziemy szosą 2.6 km do rozwidlenia dróg (GPS 50°16.088’; 23°00.167’), na którym skręcamy ponownie w prawo – na północ. Po ok. 600 m docieramy do zabudowań Ułazowa.

Ułazów został wymieniony w źródłach w 1469 roku, jako własność Stanisława Ramsza. W rodzinie Ramszów wieś pozostawała do ok. 1544 roku, gdy znalazła się w posiadaniu Stanisława Odrowąża, wojewody ruskiego. W połowie XVI w. stanowiła własność cząstkową Ramszów z Oleszyc, a po 1562 roku była dzierżawiona przez Mikołaja Małachowskiego, sekretarza króla Zygmunta Augusta. W późniejszym okresie wieś była w posiadaniu różnych właścicieli, by od 1894 roku znaleźć się w rękach broku Wattmannów Maelcamp de Beaulieu, w obrębie dóbr Ruda Różaniecka .

Od XVI w. we wsi działał młyn, istniał staw, czynne były trzy karczmy oraz rozwijało się bartnictwo. W XIX w. funkcjonowały dwa folwarki . W 1921 roku we wsi mieszkało 2479 osób, w tym 1903 grekokatolików, 395 rzymskich katolików i 180 osób wyznania mojżeszowego.

W Ułazowie skręcamy w lewo, na zachód i jedziemy przez wieś ok. 500 m – docierając do dawnej cerkwi pw. Św. Dymitra (GPS 50°16.495’; 22°59.751’) znajdującej się za nowym kościołem.

Jedna z pierwszych cerkwi w Ułazowie wymieniona została w rejestrze podatkowym z 1531 roku jako zniszczona, prawdopodobnie po najeździe tatarskim . Kolejna – wzniesiona zapewne wkrótce potem – ustąpiła miejsca nowej świątyni ufundowanej w 1668 roku przez Mikołaja Hieronima Sieniawskiego. W 1843 r, prawdopodobnie z inicjatywy parocha ks. Symeona Pleszkiewicza, przy poparciu Leona ks. Sapiehy, administratora dóbr cewkowskich i kosztem ich właściciela Władysława hr. Zamoyskiego oraz z pomocą gromady, rozpoczęto budowę obecnie istniejącej cerkwi, którą miano wznieść z materiału pochodzącego z browaru dzikowskiego i posadowić na fundamentach poprzedniej. 

P7270037.jpg

Przed 1890 zyskała blaszane pokrycie i mimo ogólnie dobrej kondycji zanotowano, iż potrzebuje „wnętrznego ozdobienia”. W 1900 roku kosztem trzech prowizorów cerkiewnych: Jana Piecura, Tymka Repskiego i Pawła Gałaka, wnętrze świątyni zostało pokryte polichromią. Po odrestaurowaniu utrzymywana była w dobrym stanie i bez uszkodzeń przetrwała I wojnę . 

W latach 20. XX w. uważano jednak, iż była już „bardzo stara” i „licha”, dlatego też rozpoczęto starania o wzniesienie murowanej cerkwi, której fundamenty, część ścian i filarów zdołano wykonać do końca lat 30. We wrześniu 1939 roku przy północnej ścianie nawy starej cerkwi, pochowany został gen. Józef Kustroń, dowódca 21 DPG, który zginął w trakcie walk toczonych z Niemcami w pobliżu wsi. Od 1947 świątynia jest użytkowana przez Kościół rzymskokatolicki. W 1961, stwierdzono zły stan dachów i w związku z tym liczne zacieki na ikonostasie, również pokrycie ścian i fartucha nadawało się do wymiany. W związku z tym, w latach 1973-1974, z funduszy parafian, dachy i fartuchy pokryto nową blachą, likwidując pseudolatarnię nad nawą i makowice nad babińcem i prezbiterium, co znacznie obniżyło walory zabytkowe obiektu. W 1980 roku rozpoczęto bezskuteczne starania o zgodę władz konserwatorskich na wyminę gontowego poszycia ścian. Duży remont przedsięwzięli mieszkańcy wsi w 1982 roku Wnętrze nawy i babińca obito wówczas w całości boazerią, ściany zewnętrzne oszalowano wąskimi deskami, zmieniono wykroje okien oraz prawdopodobnie usunięto lub zakryto deskami ozdobnie wycinane słupki w ganku przy zakrystii. W tym ostatnim pomieszczeniu 4 kwietnia 1986 wybuchł pożar, który objął południową część prezbiterium i nawy. Zniszczenia spowodowały konieczność wymiany więźby dachowej nad tymi częściami. W trakcie prac znacznie obniżono wysokość kalenicy nad nawą, co zmieniło pierwotny kąt nachylenia połaci.

Cerkiew zbudowana w 1668 roku, założona była na planie trójdzielnym, początkowo bez podmurowania, później osadzona na kamiennej podmurówce, pobita gontem. Obecna cerkiew wzniesiona jest w konstrukcji zrębowej, z „miękkiego materiału”, zwęgłowana na jaskółczy ogon. Świątynia jest trójdzielna, nawa przekryta jest czteropolową kopułą zrębową w formie stożka płasko ściętego do góry, w babińcu -sklepienie o łuku dwuspadowym, w prezbiterium – sklepienie zasłonięte stropem płaskim; w zakrystii, skarbczyku i przedsionku – stropy płaskie. Dachy wraz ze szczytami nawy i babińca oraz fartuch – pokryte są blachą (pierwotnie cała budowla pobita była gontem).

Wnętrze w całości obite jest boazerią, w prezbiterium zaś płytą. Ściany niegdyś pokrywała polichromia figuralno – ornamentalna o podziałach architektonicznych.

Przy cerkwi znajduje się drewniany krzyż i tablica upamiętniająca śmierć gen. Kustronia. Jan Kuca, opierając się na wspomnieniach jednego z mieszkańców Ułazowa – tak opisuje te wydarzenia: wziętego do niewoli, rannego generała Niemcy przywieżli do wsi, gdzie zmarł w nocy 17 XI. Następnego dnia rano, Niemcy polecili polskim jeńcom wykopać grób i zarządzili pogrzeb, w którym uczestniczyli Polacy oraz kilkunastu Niemców. Niemiecki dowódca wydał rozkaz oddania salwy honorowej. Trumnę ze zwłokami gen. Kustronia zakopano przy cerkwi – w miejscu, w którym się znajdujemy. W 1953 roku przeprowadzono ekshumację: generał spoczął w swoim rodzinnym Nowym Sączu.

Wracamy do Niemstowa tą samą drogą, do miejsca w którym wyruszyliśmy na wycieczkę boczną.

Skręcamy w lewo i po ok. 350 m – zjeżdżamy z szosy (GPS 50°15.364’; 23°02.333’), w drogę prowadzącą w prawo, na południe (wracając z wycieczki bocznej do Ułazowa jedziemy prosto na następnie skręcamy w prawo). Droga terenowa doprowadzi nas do dawnego pałacu Avenariusów (GPS 50°15.346’; 23°02.216’), odległych o ok. 130 m (opis pałacu przy trasie 3). Podążamy wciąż na południe – aleją grabową. Znajdujemy się w jednym z najbardziej na wschód położonych fragmentów Lasów Sieniawskich – ciągnących się nieprzerwanie 30 km na zachód.

Po ok. 450 m docieramy do drogi poprzecznej (GPS 50°15.138’; 23°02.214’), skręcamy w lewo i jedziemy drogą leśną wzdłuż północno – zachodniej krawędzi lasu. Po. ok. 1.5 km docieramy do skrzyżowania dróg (GPS 50°14.679’; 23°03.035’), na którym skręcamy w prawo. Poruszamy się cały czas na południe, by po przebyciu ok. 5 km od ostatniego skrętu (ignorujemy wcześniejsze rozwidlenie – drogę wiodącą na zachód, po przebyciu ok. 1 km), dotrzeć do skrzyżowania dróg leśnych (GPS 50°12.391’; 23°02.888’). 

Wycieczka boczna do Dachnowa (6.3 km)

Stąd możemy udać się na wycieczkę boczną do pobliskiego Dachnowa. W tym celu, na skrzyżowaniu. Do którego dotarliśmy skręcamy w lewo i jedziemy utwardzoną drogą leśną ok. 2.5 km na wschód. Na skraju lasu – rozwidlenie dróg (GPS 50°12.473’; 23°04.983’). Skręcamy w lewo i jedziemy ok. drogą utwardzoną na północ. Po 700 m docieramy do polnej drogi poprzecznej (w pobliżu leśniczówki), zwanej „Białą drogą” – skręcamy w prawo i jedziemy cały czas prosto, utrzymując kierunek wschodni z niewielkim odchyleniem południowym. Po prawej mijamy zabudowania Dachnowa i po ok. 2.3 km docieramy do szosy prowadzącej z Cieszanowa do Dachnowa, w pobliżu wiejskiego cmentarza. Na szosie skręcamy w prawo i zjeżdżamy z niewielkiego wzniesienia do skrzyżowania dróg w centrum Dachnowa (GPS 50°12.424’; 23°06.630’). 

Pierwsze ślady osadnictwa w rejonie Dachnowa sięgają neolitu i wczesnego średniowiecza (cmentarzysko kurhanowe VIII-IX w.). Miejscowość położona jest w dolinie niewielkiego potoku, dopływu Sołotwy, w miejscu zetknięcia traktu jarosławskiego, biegnącego z Oleszyc ze lwowskim, przechodzącym przez Lubaczów. Dachnów pojawi się w źródłach w 1375 roku , jako wieś nadana Jakubowi Radwanowi przez księcia Władysława Opolczyka, wielkorządcę Rusi. Prawdopodobnie od pierwszej połowy XV w. Dachnów stanowił własność Dachnowskich, którzy odstąpili w latach 1491-1497 większą część wsi Adamowi Ramszowi z Oleszyc. Odtąd osada wchodziła w skład prywatnych dóbr oleszyckich. Po 1562 roku miejscowość przyłączono do dóbr królewskich, po czym wydzierżawiono Stanisławowi Ostrorogowi, kasztelanowi międzyrzeckiemu, staroście chełmskiemu. Wieś kilkakrotnie zmieniała właścicieli, by w końcu XIX w. trafić w ręce ks. Sapiehów. W 1921 roku na 1520 mieszkańców przypadało 892 grekokatolików, 580 rzymskich katolików, 9 osób innych wyznań chrześcijańskich oraz 39 osób wyznania mojżeszowego.

Na skrzyżowaniu wybieramy drogę skręcającą lekko w lewo – w kierunku Lubaczowa. Po ok. 200 od skrzyżowania skręcamy w prawo, w drogę wiejską, która po ok. 150 m doprowadza nas do dawnej cerkwi pw. Podwyższenia Krzyża Świętego.

Jedna z pierwszych cerkwi występowała w źródłach w 1531 roku jako zniszczona. Następna – wzniesiona zapewne wkrótce potem – została zastąpiona nową świątynią, zbudowaną w 1630 lub 1635 r . Cerkiew ta w 1753 roku potrzebowała reperacji, a w 1815 roku była już „przez starość zrujnowana”. W tym czasie dzięki pomocy kolatora, Adama Kazimierza ks. Czartoryskiego, rozpoczęto gromadzenie materiału na przeprowadzenie prac remontowych, które ok. 1845 roku objęły nawę i prezbiterium. Ok. 1862 roku wnętrze częściowo zostało pokryte polichromią, wykonaną przez nieznanego bliżej malarza o nazwisku Manastyrski, który przemalował także ikonostas. Gruntowną przebudowę cerkwi przedsięwzięto w latach 1899-1901. W 1922 roku stwierdzono, że cerkiew jest „za mała” i że „potrzebuje reperacji prezbiterium i babińca”. Prace remontowe przeprowadzono w 1929 roku pod kierunkiem majstra Iwana Hołowki, mieszkańca wsi, z funduszy parafialnych. Po 1947 roku cerkiew została przejęta na kościół rzymskokatolicki. W latach 60. XX w. wyposażenie zabezpieczono w Składnicy Zabytków w Łańcucie i w Muzeum Historycznym w Sanoku. Odnowienia świątyni dokonano z inicjatywy parafian w latach 1966 i 1988. W 1987 roku cerkiew wpisano do rejestru dóbr kultury. Po wybudowaniu nowego, murowanego kościoła, dachnowska cerkiew opustoszała, co nie pozostało bez wpływu na jej stan.

P1010018.jpg

Forma wczesnych cerkwi nie jest znana. Świątynia istniejąca współcześnie początkowo założona była na planie trójdzielnym z dzwonnicą nad babińcem i kopułami nad nawą i prezbiterium. Zbudowana jest w konstrukcji zrębowej, z podwaliną na podmurówce. Zrąb babińca w połowie długości został wzmocniony lisicami. Obecna cerkiew zbudowana jest na rzucie krzyża łacińskiego, w układzie treflowym, z zachowaniem trójdzielności. W zakrystii na ścianach zachowały się ślady polichromii.

Powrót z wycieczki bocznej – początkowo szosą prowadzącą do Oleszyc (na skrzyżowaniu w centrum wsi – w lewo, na zachód) ok. 900 m. Następnie skręcamy w lewo (GPS 50°12.338’; 23°05.888’), w polną drogę biegnącą na południe.Jedziemy cały czas prosto przez ok. 650 m, po czym skręcamy w prawo. Po ok. 100 m docieramy do bunkru linii Mołotowa (GPS 50°11.998’; 23°05.805’) – po prawej stronie drogi. Jest to jednoizbowy kojec forteczny do ognia bocznego, z przelotnią. Na ścianie czołowej widoczne są ślady ostrzału. Bunkier stanowił jeden z elementów pasa przesłaniania Raworuskiego Rejonu Umocnionego. Jedziemy w dotychczasowym kierunku (na zachód, z niewielkim odchyleniem południowym) ok. 450 m, po czy skręcamy w prawo i po ok. 150 m docieramy do szosy z Dachnowa do Oleszyc. Skręcamy w lewo, po ok. 1.7 km dojeżdżamy do Futorów i skręcamy w lewo, na południowy wschód. Dalej jedziemy drogą wiejską przez Futory, dołączając do trasy głównej.

Przecinamy skrzyżowanie i kontynuujemy jazdę w dotychczasowym kierunku (na południe). Po przebyciu 1 km docieramy do wsi Futory (GPS 50°15.138’; 23°02.214’) (36 km).

Futory

Futory zostały założone na terenie Oleszyc zapewne w XVII w., w źródłach pojawiają się w 1715 r . W XVIII i XIX w. wieś funkcjonowała jako część Oleszyc – Futory Oleszyckie. W tym czasie istniał również niewielki przysiółek Dachnowa – Futory Dachnowskie. Prawdopodobnie już w końcu XIX w. miejscowość uzyskała rangę samodzielnej gromady. Futory były niewielką osadą rolniczą wchodzącą w skład oleszyckiego klucza dóbr prywatnych. W XVIII w. należały do Sieniawskich, następnie stanowiły własność Czartoryskich, Działyńskich i Sapiehów . Na przełomie XIX i XX w. czynnych było tu kilka cegielni. Wg spisu z 1921 roku ludność osady wraz z obszarem dworskim składała się z 143 rzymskich katolików i 636 grekokatolików.

Przy drodze, po prawej, znajduje się dawna kaplica, wzniesiona w 1939 roku jako budynek świetlicy polskiej („Dom Strzelca”), z inicjatywy części mieszkańców wsi, przy pomocy Sapiehów i ks. proboszcza z Oleszyc. Zapewne już w ok. 1939 roku została adoptowana na kaplicę greckokatolicką, obsługiwaną przez parocha ze Starego Dzikowa. Od 1946 (z krótką przerwą na początku lat 50. XX w.) budynek służył jako kaplica filialna parafii rzymskokatolickiej w Oleszycach. 

Kaplica jest drewniana, konstrukcji zrębowej, założona na planie prostokąta z obszerną salą w części zachodniej i zakrystią. Nakryta jest dachem dwuspadowym z dwoma szczytami. 

Skręcamy w lewo, na wschód i przejeżdżamy przez zachodnią część wsi ( 2 km) docierając do szosy prowadzącej z Dachnowa do Oleszyc. Przecinamy szosę i przejeżdżamy przez wschodnią, znacznie krótszą część Futorów. Po przebyciu 3.7 km dojeżdżamy do szosy (GPS 50°10.752’; 23°07.096’) łączącej Cieszanów i Dachnów z Lubaczowem. Tu skręcamy w prawo, na południe i po 500 m dojeżdżamy do pierwszych zabudowań Lubaczowa, a po kolejnych ok. 2 km – docieramy do rynku w Lubaczowie (ok. 44 km).

Można też ominąć przejazd przez znaczną część miasta, skręcając w polną drogę w prawo, tuż przed dojazdem z Futorów do szosy z Cieszanowa do Lubaczowa – i albo po ok. 1 km skręcić w lewo – wyjeżdżając na wysokości szpitala – albo pojechać dalej i po dalszych 2.5 km (przekraczając tory kolejowe) dotrzeć do południowej części Lubaczowa, przez Zaprzekop.

Literatura wykorzystana: Tomasz Bereza, Piotr Chmielowiec, Linia Mołotowa. Krótka historia i przewodnik po zapomnianych fortyfikacjach na Ziemi Przemyskiej i Roztoczu, Przemyśl 2000 – bunkier linii Mołotowa ● Zdzisław Głowaciński, Stefan Michalik, Kotlina Sandomierska, Warszawa 1979 – charakterystyka Puszczy Solskiej ● Marek Gosztyła, Zdzisław Konieczny, Michał Proksa, Przewodnik po miejscach pamięci narodowej województwa przemyskiego, Przemyśl 1997 – pomnik na uroczysku Kobylanka ● Andrzej Janeczek, Osadnictwo pogranicza polsko-ruskiego. Województwo bełskie od schyłku XIV do początku XVII w., Warszawa 1993 – osadnictwo ● Piotr Krasny, Architektura cerkiewna na ziemiach ruskich Rzeczypospolitej 1596 – 1914, Kraków 2003 – cerkiew w Nowym Lublińcu ● Zygmunt Kubrak., Powstanie styczniowe. Pogranicze cieszanowsko – lubaczowskie, Lubaczów 2003 – walki na uroczysku Kobylanka ● Jan Kuca, Opowieści jarosławskiego Zasania, Rzeszów 2008 – śmierć i pogrzeb gen. Kustronia ● Janusz Mazur, Cerkwie drewniane w okolicach Lubaczowa, Lubaczów – Lublin 1997 (niepubl.) – dzieje miejscowości i cerkwi ● Tomasz Róg, Przewodnik po gminie Cieszanów i rejonie żółkiewskim, Cieszanów 2007 – cmentarz w Kowalówce ● Antoni Stelmach, Odnaleziony obraz Michała Rudkiewicza, Biuletyn Historii Sztuki, 1971, nr 4 – obraz z cerkwi w Kowalówce 

rozaniecka
Trasa różaniecka

 

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie i udostępnianie publiczne bez pisemnej zgody autora tekstu (autora niniejszej strony internetowej) jest działaniem nielegalnym.