Tomasz Bereza

Zapomniane ofiary „Siczy”. Las Niwki koło Lubaczowa, lato 1941 roku

Gazeta Horyniecka nr 47 / opublikowane za zgodą autora i wydawcy. Kopiowanie i publikowanie całości lub fragmentów poniższego tekstu bez zezwolenia jest zabronione. 

Latem 1941 r. na dopiero co opanowanych przez Wehrmacht terenach województw lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego doszło do zabójstw, nierzadko również zbiorowych egzekucji, których ofiarami padali miejscowi Polacy. Ich realizatorem była utworzona za aprobatą nowego okupanta „milicja ukraińska”, zwana też „Siczą”, niekiedy też przez organizatorów określana megalomańsko jako „Ukraińska Państwowa Służba Bezpieczeństwa”. Funkcjonowała ona na zasadach podobnych do Selbstschutzu. Jej członkowie nosili broń palną, wyróżnikiem była żółta (względnie niebiesko-żółta) opaska na rękawie. „Milicję ukraińską” tworzono nawet w miejscowościach o zdecydowanej przewadze ludności polskiej. Kandydatów do „milicji”, podobnie jak i do urzędów administracyjnych, weryfikowały samorzutnie powołane komitety, w skład których wchodzili liderzy lokalnej społeczności ukraińskiej, zazwyczaj przedstawiciele inteligencji i duchowieństwa. W gronie tym znajdowały się osoby mające związki z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów. Obsada lokalnej administracji i służb mundurowych była zresztą przez OUN uważana za priorytet. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, na wschód – w ślad za frontem – podążyły tzw. grupy marszowe OUN, których zadaniem było organizowanie administracji i całokształtu życia społecznego na terenach opanowanych przez Niemców, w dalszej perspektywie mających stanowić podstawę ukraińskiej państwowości. Zarówno działalność „Siczy”, jak i zbrodnie popełnione przez tę formację nie były dotychczas przedmiotem szczegółowych badań polskich historyków. W zasadzie badania nad „Siczą” prowadzili jedynie historycy ukraińscy: Ołeh Kłymenko i Serhij Tkaczow. Autorzy ci opierali się niemal wyłącznie na archiwaliach ukraińskich. O zbrodniach „Siczy” w 2001 r. przypomniał historyk Bogdan Musiał. Ten ostatni autor nie dokonał jednak analizy ilościowej tego zjawiska. W efekcie lato 1941 r., pod kątem martyrologium, kojarzy się przede wszystkim ze zbrodniami NKWD podczas tzw. ewakuacji więzień (m.in. w Drohobyczu, Lwowie i Przemyślu) oraz pierwszymi pogromami ludności żydowskiej na Kresach Południowo-Wschodnich RP. Zbrodnie „Siczy” pozostają w cieniu.

Okazuje się jednak, że również na obszarach, które obecnie wchodzą w skład państwa polskiego, „Sicz” pozostawiła krwawe żniwo. Latem 1941 r. doszło do masowych egzekucji m.in. w Lesie Niwki pod Lubaczowem. W przypadku Niwek niewyjaśnioną kwestią pozostawała kwalifikacja ofiar. Kogo zabito? Sowieckich kolaborantów? Potencjalnych przeciwników państwa ukraińskiego? Kto był inspiratorem i bezpośrednim wykonawcą? Niemcy? Ukraińcy? Słowacy – bo i wątek słowacki przy tej okazji się pojawiał?

Pomnik na Niwkach - fot. Janusz Mazur.jpg
Pomnik na Niwkach (fot. Janusz Mazur)

Sprawa mordu w Lesie Niwki nie była dotychczas przedmiotem poszerzonych historycznych analiz. W opracowaniach pojawiały się lakoniczne informacje, zazwyczaj oparte na wyrywkowych i – co należy podkreślić – bardzo chaotycznych ustaleniach Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce z lat 60. i 70. W zapomnienie poszły śledztwa prowadzone przez organy ścigania jeszcze w drugiej połowie lat czterdziestych. W 2010 r. sprawę zbrodni w Lesie Niwki przypomniał i przedstawił Mieczysław Argasiński. Na trzech stronach opracowania Konspiracja w powiecie lubaczowskim 1939-1947, w zwięzły sposób opisał jej przyczyny, przebieg oraz domniemanych sprawców. Oparł się przy tym głównie na gromadzonych latami relacjach świadków, bez szerszej konfrontacji ich z materiałami archiwalnymi.

Podejmując ten temat, starałem się dotrzeć do dokumentów wytworzonych w miarę wcześnie, gdy pamięć o zbrodni była stosunkowo świeża, zaś świadkowie byli w stanie podać dodatkowe szczegóły.

Atak Niemiec na Związek Sowiecki. Utworzenie tzw. milicji ukraińskiej w Lubaczowie

22 czerwca 1941 r. o godzinie 3.15 wojska niemieckie rozpoczęły atak na Związek Sowiecki. Większość strażnic Wojsk Pogranicznych NKWD została zaskoczona i rozbita po krótkiej walce. Już w godzinach porannych 22 czerwca oddziały niemieckiej 71. DP dotarły do przedmieść Lubaczowa i w ciągu kilku godzin opanowały miasto. Kontratak oddziałów sowieckiej 97. DP, mimo wsparcia ciężkiej artylerii, załamał się w ogniu zaporowym.

Już w pierwszych dniach po wkroczeniu Niemców w Lubaczowie, podobnie jak w innych miejscowościach, powołano „milicję ukraińską”. W przypadku Lubaczowa oparto się na lokalnych działaczach i sympatykach OUN, którzy bez uzewnętrzniania swoich poglądów, w konspiracji przetrwali okres okupacji sowieckiej. Analizując materiały śledcze-procesowe wytworzone przez organy ścigania-wymiar sprawiedliwości po roku 1944 i konfrontując je z innymi źródłami, można ustalić przybliżony skład „komitetu ukraińskiego” z Lubaczowa. Weszli doń niewątpliwie: ks. Anatol Kozak – proboszcz greckokatolicki w Lubaczowie; Grzegorz (Hryhorij) Paczecha – lubaczowski nauczyciel; Teodor (wielu świadków podawało też imię Bohdan) Kulczycki – lubaczowski adwokat. Rola ks. Kozaka sprowadzała się prawdopodobnie do opiniowania kandydatów do urzędów administracji ogólnej i specjalnej poprzez udzielenie tzw. świadectw moralności.

Tworzenie „milicji ukraińskiej” w Lubaczowie rozpoczęto już 24 czerwca 1941 r., a w jej skład weszły osoby mające pozytywną rekomendację „komitetu ukraińskiego”. W lubaczowskiej „milicji” znalazło się około kilkudziesięciu mężczyzn narodowości ukraińskiej z Lubaczowa oraz okolicznych miejscowości. Dotychczas ustalono dane osobowe ponad 30 ówczesnych milicjantów. Zeznania i relacje świadków są wyjątkowo zgodne co do kadry kierowniczej „milicji ukraińskiej” oraz jej „wydziału śledczego”. Komendantem był Paczecha, zaś jego najbliższymi współpracownikami, a zarazem „śledczymi” byli Wołodymyr Pryndziak (vel Pryndiak) i Kulczycki. Trzej wymienieni wyżej spotykali się i konferowali z przyjeżdżającymi do Lubaczowa funkcjonariuszami niemieckich sił bezpieczeństwa.

Aresztowania i mord

Aresztowania nastąpiły praktycznie nazajutrz po opanowaniu Lubaczowa. Pierwsze przypadki zatrzymań, jeszcze przez niemiecką żandarmerię polową, przy wydatnej pomocy miejscowych Ukraińców, miały miejsce już 24 czerwca 1941 r. Aresztowania kontynuowano w następnych tygodniach. Zatrzymywano przy tym zarówno sowieckich funkcjonariuszy, jak i osoby jednoznacznie kojarzone z sowieckim okupantem np. Halczenkę (prokurator), Iwana Stadnyka (komunista, mieszkaniec Dachnowa, w 1939 r. deputowany do Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Ukrainy we Lwowie), jak i Polaków, którzy znani byli z aktywności na niwie społecznej i narodowej w okresie międzywojennym.

niwki
Lokalizacja miejsca zbrodni na przedwojennej mapie WIG (oprac. Paweł Rydzewski)

Z zeznań świadków, najczęściej członków rodzin ofiar wynika, że grososób – późniejszych ofiar egzekucji w Lesie Niwki zostało aresztowanych na początku sierpnia 1941 r. Aresztowań dokonywali funkcjonariusze „milicji ukraińskiej”. W odróżnieniu od pierwszej fali aresztowań, jej ofiarą padli przede wszystkim autochtoni: Polacy oraz w niewielkim stopniu Ukraińcy.

Wśród aresztowanych znaleźli się m.in.: byli żołnierze zawodowi, podoficerowie Wojska Polskiego; członkowie przedwojennego „Strzelca”; zatrzymani w okresie okupacji sowieckiej przez NKWD, a po pewnym czasie zwolnieni z aresztu; ostentacyjnie popierający w latach 1939-1941 władzę sowiecką i ustrój komunistyczny. W sumie „siczownicy” zatrzymali blisko sto osób. Osadzonym w więzieniu zarzucano współpracę z władzami sowieckimi.

Rodziny aresztowanych praktycznie natychmiast podejmowały starania o uwolnienie. Członkowie komitetu liczyli się np. z opinią przedwojennego powiatowego lekarza weterynarii, którym był Ukrainiec, Eugeniusz Bandyra. Kilka osób opuściło więzienie po złożeniu deklaracji o przynależności do Narodu Niemieckiego (Deutsche Volksliste). W przypadku jednego z aresztowanych, Władysława Kupiszewskiego (późniejszego podoficera AK, ps. „Dąb”), interweniował Bélu Lenci – żołnierz kwaterującego w Lubaczowie oddziału słowackiego, który zaledwie kilka dni przed aresztowaniem poznał się z Kupiszewskim.

Egzekucja w Lesie Niwki miała miejsce w sobotę, 16 sierpnia 1941 r. około godziny piątej rano. Ofiary na miejsce kaźni dowieziono ciężarówką. Eskortę stanowiła  całość lubaczowskiej obsady „milicji” oraz prawdopodobnie kilku żołnierzy słowackich. W świetle zeznań aresztowanych tuż po wojnie członków „milicji ukraińskiej”, bezpośrednim egzekutorem miał być oficer Gestapo, zaś zadaniem „Siczy” miało być utworzenie kordonu wokół miejsca egzekucji. Wiele lat później uczestnik tamtych wydarzeń, występując w roli świadka, przyznał, że egzekucji dokonywał również jeden z „siczowników”; podobnych ustaleń dokonali zresztą również członkowie rodziny jednej z ofiar. Po egzekucji „siczownicy” zasypali zbiorową mogiłę. Zagrzebaniu towarzyszył szaber zwłok.

Egzekucji w Lesie Niwki nie dało się ukryć. Praktycznie już nazajutrz wieść o tym zdarzeniu obiegła Lubaczów i okolice. Ks. Józef Mroczkowski w prowadzonej przez siebie kronice pod datą 18 sierpnia 1941 r. zanotował: „Mówią o egzekucji 48 Polaków z powiatu w lesie Niwki za Lubaczowem. Byli tam i nasi parafianie”. Nie wiadomo, skąd ks. Mroczkowski uzyskał tę informację, warto jednak zaznaczyć, że podana przez niego liczba zamordowanych jest zbieżna z moimi ustaleniami.

Częściową ekshumację zbiorowej mogiły w Lesie Niwki przeprowadzono 7 sierpnia 1946 r.

Kwestia rzekomej kolaboracji zamordowanych

Już od drugiej połowy sierpnia 1941 r., tuż po egzekucji w Lesie Niwki po Lubaczowie zaczęła krążyć plotka o rzekomym odnalezieniu akt agentury w siedzibie NKWD. Trudno więc się dziwić, że w trakcie prowadzonych w latach 1945-1947 przez Specjalny Sąd Karny śledztw przeciwko ukraińskim mieszkańcom Lubaczowa podejrzewanym o współudział w zbrodni na Niwkach, często pojawiał się wątek rzekomej współpracy ofiar z sowieckimi służbami specjalnymi. Analiza dostępnych dokumentów rodzi uzasadnione przypuszczenie, że informacje te były rozpuszczane celowo, dla zmylenia i odsunięcia podejrzeń od osób zaangażowanych w tworzenie list proskrypcyjnych.

Z niemieckich dokumentów wynika, że podczas przeszukania przez Abwehrę siedziby lubaczowskiego NKWD (godziny poranne 23 czerwca) odnaleziono jedynie przedwojenne (tj. wytworzone przez sądownictwo II RP) akta procesowe. Należy w tym miejscu podkreślić, że w godzinach południowych 22 czerwca, po zajęciu miasta przez Niemców, budynek NKWD został „oczyszczony” z sowieckich niedobitków i natychmiast zabezpieczony przez oddziały Wehrmachtu, jest więc mało prawdopodobne, by osoby postronne wyniosły jakieś dokumenty na zewnątrz.

O braku „twardych” materiałów obciążających osoby aresztowane przez „milicję ukraińską” świadczą efekty działań wspomnianego wcześniej Eugeniusza Bandyry, któremu udało się uwolnić kilka osób. Zwolnienia „wychodził”, krążąc po budynku zajmowanym przez świeżo powołane władze miejskie. Gdyby istniały niezbite dowody współpracy z NKWD zatrzymanych, a zwolnionych za wstawiennictwem Bandyry, stroną w rozmowach byłyby niemieckie siły bezpieczeństwa, a nie tymczasowy – ukraiński zarząd miasta. Co więcej, kilka osób uratowało się w przeddzień egzekucji, podpisując akces do Niemieckiej Listy Narodowościowej (Deutsche Volksliste). W przypadku jednej z osób Bandyra nakazał taki krok, gdyż „innego wyjścia nie było”. Trudno podejrzewać, by niemiecki okupant bez żadnych zastrzeżeń i konsekwencji pozwolił na taki krok osobom, co do których były niezbite dowody ich współpracy z sowiecką policją polityczną, bądź wojskowym wywiadem.

Na początku lat 70. XX w. organy ścigania PRL, w ramach pomocy prawnej na potrzeby ukraińskiego KGB, prowadziły czynności rozpoznawczo-wyjaśniające w sprawie kilku osób, związanych z ukraińskim podziemiem nacjonalistycznym a działających w okresie II wojny światowej na terenie powiatu lubaczowskiego. W trakcie dochodzenia pojawił się również wątek zbrodni w Lesie Niwki – przesłuchiwano osoby aresztowane przez „ukraińską milicję”, którym w wyniku różnych zabiegów (w tym wspomnianych wyżej) udało się opuścić więzienie przed 16 sierpnia i tym samym uniknąć śmierci. W przesłuchaniach prowadzonych przez Służbę Bezpieczeństwa oraz Milicję Obywatelską żaden ze świadków nawet nie zasugerował możliwości swojej współpracy z sowieckimi służbami specjalnymi w okresie 1939-1941. Warto zauważyć, że przyznanie się do takiej współpracy w latach 70. mogło wręcz nobilitować.

Wszystko więc wskazuje na to, że listy proskrypcyjne były tworzone post factum, na podstawie plotek, podejrzeń, donosów, jak również wniosków, wynikających z obserwacji poczynionych podczas sowieckiej okupacji. W takiej sytuacji dużą rolę odegrali miejscowi sympatycy III Rzeszy, przede wszystkim ukraińscy działacze nacjonalistyczni.

Włączenie sowieckich funkcjonariuszy oraz powszechnie znanych kolaborantów do grupy osób zamordowanych w Lubaczowie latem 1941 r., miało na celu wytworzenie wrażenia, że autorom listy proskrypcyjnej chodzi wyłącznie o rozliczenie z renegatami. Chciano w ten sposób przed opinią publiczną legitymizować ewidentne bezprawie. W rzeczywistości dążono do wyeliminowania przede wszystkim tych osób, które stanowiły potencjalne zagrożenie dla planów OUN.

Egzekucja w Lesie Niwki pod Lubaczowem nie stanowi zdarzeń precedensowych, lecz raczej zjawisko typowe, charakterystyczne dla terenów zajętych przez Niemców latem 1941 r. Na większości terenów okupowanych przez okres około dwóch miesięcy istniały analogiczne do lubaczowskiej „milicji ukraińskiej” struktury paramilitarne, które za przyzwoleniem Niemców pełniły zadania policyjne. Ofiary zbrodni na Niwkach, pod względem narodowości, wykonywanego zawodu i aktywności społecznej, wpisują się w schemat prowadzonych wówczas działań eksterminacyjnych. Korzystając z okazji, jaką była likwidacja przez Niemców kolaborantów i funkcjonariuszy sowieckiego państwa, nacjonaliści ukraińscy dążyli do wyeliminowania potencjalnych liderów polskiej społeczności. Wybitny znawca problematyki zbrodni wojennych i ludobójstwa w okresie II wojny światowej, historyk prof. Bogdan Musiał zinterpretował to zjawisko następująco: „niektórzy nacjonaliści ukraińscy pod pretekstem rozliczania się z sowieckimi kolaborantami i aktywistami partyjnymi – wykorzystując przychylność Niemców do takich działań – starali się prześladować Polaków, pod tą przykrywką pracując na rzecz etnicznego ujednolicenia Ukrainy”.

Wydaje się, że struktury Polskiego Państwa Podziemnego trafnie zinterpretowały plotkę o zachowanych dokumentach NKWD jako celową dezinformację i prowadziły działania wyjaśniające, zmierzające do ustalenia sprawców i decydentów zbrodni. Zabójstwo Pryndziaka (zastrzelony 28 grudnia 1943 r.), aczkolwiek dotychczas nie znaleziono bezpośrednich dokumentów, należy postrzegać jako działania podziemnego wymiaru sprawiedliwości. Dwa lata wcześniej (24 grudnia 1941 r.) został zastrzelony przez niemieckiego żandarma Teodor Kulczycki. Przed śmiercią piastował urząd zastępcy komisarza wiejskiego (Landkommisar) w Lubaczowie. Petro Żuk (jeden z werbowników do „Siczy”) został zastrzelony 25 kwietnia 1944 r. w Lubaczowie. Symptomatyczne jest to, że pozostałe osoby wymieniane wśród odpowiedzialnych za mord na Niwkach zawczasu – wiosną, najpóźniej z początkiem lata 1944 r. – opuściły Lubaczów. W 1945 r. w Dziedzicach na pograniczu polsko-czeskim dwóch mieszkańców Lubaczowa rozpoznało Paczechę, jednak do zatrzymania „komendanta” wówczas nie doszło. Część byłych „siczowników”, którzy uczestniczyli w egzekucji w Lesie Niwki, w 1944 r. wstąpiła do UPA lub bojówek OUN. W Lubaczowie pozostali jedynie ci, którzy byli przekonani, że sprawa mordu ich nie dotyczy.

Za przygotowanie list proskrypcyjnych, na podstawie których latem 1941 r. w Lesie Niwki rozstrzelano około 50 osób, odpowiedzialni byli funkcjonariusze „milicji ukraińskiej”, a zarazem członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Typowanie ofiar nie było poparte rzetelnym postępowaniem i materiałem dowodowym. Aresztowano nie tyle agentów sowieckiej policji politycznej, lecz osoby, które według „wydziału śledczego” były agentami sowieckiego NKWD. Celem działania OUN nie było rozliczenie sowieckich kolaborantów, lecz eliminacja osób uważanych za wrogów „Narodu Ukraińskiego”. Według podobnego scenariusza latem 1941 r. dochodziło do zbrodni również w innych miejscowościach na okupowanych Kresach II Rzeczypospolitej. Według wstępnych szacunków liczba ofiar tej formacji wyniosła co najmniej pół tysiąca osób.

Zamieszczone w artykule cytaty pochodzą z publikacji:

Bogdana Musiała: Rozstrzelać elementy kontrrewolucyjne! Brutalizacja wojny niemiecko-sowieckiej latem 1941 r., Warszawa 2001 i ks. Józefa Mroczkowskiego, Obserwator, oprac. i red. Janusz Grechuta, Warszawa 2013.

 

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie i udostępnianie publiczne bez pisemnej zgody autora tekstu, wydawcy Gazety Horynieckiej (SPZH) oraz autora niniejszej strony internetowej jest działaniem nielegalnym.