Ewa Grądzka

Gazeta Horyniecka nr 43, 46 i 51 / opublikowane za zgodą autora i wydawcy. Kopiowanie i publikowanie całości lub fragmentów poniższego tekstu bez zezwolenia jest zabronione.

Spacerem po Lipsku

Lipsko jest małą wsią położoną tuż obok Narola. Od strony wschodniej – miejscowości te oddzielone są od siebie małym mostkiem na rzeczce Krwawica. Wiele osób (turystów czy np. kuracjuszy kierujących się w stronę Horyńca) przejeżdża przez Lipsko, nie za bardzo zwracając na nie uwagi. Mało kto wie, że historia Lipska jest bardzo ciekawa i dość ściśle związana z historią Narola. Lipsko było podobnie jak Florianów (Narol) wielokulturowe, tzn. żyli tu zgodnie Polacy, Żydzi i Rusini, dla których postawiono cerkiew greckokatolicką, Żydzi zaś korzystali z synagogi we Florianowie. I podobnie jak Narol  Lipsko było wielokrotnie niszczone przez nawałnice wojenne. Nazwa wsi pochodzi od nazwiska Świętosława Lipskiego, który przeniósł się w te okolice z ziemi kaliskiej i jest ściśle związana z tą rodziną. Lipski początkowo wybudował małą wieś Lipe niedaleko Florianowa, czyli Narola. Wszedł przez to w konflikt z właścicielem Florianowa, Łaszczem i wskutek wyroku sądowego zmuszony był przenieść się ze swoją wsią nieco dalej. Tak powstało Lipsko, które w 1613 roku otrzymało od króla Zygmunta III Wazy prawa miejskie; stało się również miastem i konkurencją dla Florianowa.

lipsko1.jpg
Lipsko na mapie katastralnej z 1845 roku (oprac. Paweł Rydzewski)

Lipsko otoczone zostało wałem obronnym i fosą oraz zbudowany został zamek. Źródła historyczne mówią, że umocnienia te były bardzo okazałe jak na tamtejsze warunki i prezentowały się o wiele lepiej niż umocnienia obronne pobliskiego Florianowa. Patrząc z perspektywy czasu, chyba na niewiele się zdały w obliczu najazdu Kozaków, którzy złupili i zniszczyli te dwie miejscowości doszczętnie w czasie najazdu w 1648 r. W ciągu kilku dni miejscowości te przestały praktycznie istnieć; trzeba było dużo czasu, aby je odbudować. Rzeczka rozgraniczająca je była czerwona od krwi pomordowanych, stąd jej późniejsza nazwa Krwawica. Pamiętam z dzieciństwa, że w miejscu gdzie stoi teraz nowa  szkoła  było duże pastwisko i przechodziło się tamtędy do rzeczki i po jej przeskoczeniu można było dojść do Włoskiego Ogrodu i stamtąd już było blisko do Lipia.

DSC02093.jpg
Zalew w Lipsku (fot. Paweł Rydzewski)

Jadąc drogą z rynku w Narolu w kierunku wschodnim, przejedziemy właśnie przez ten mostek na rzeczce Krwawica i już za chwilę znajdziemy się w centrum Lipska. Stoi tu bardzo stary, obszerny, przedwojenny budynek (służył jako karczma), zaadaptowany na potrzeby wsi i jej mieszkańców; kiedyś na przykład był tu sklep. Zaraz obok widzimy przyjemny, nieduży park zrewitalizowany dzięki staraniom tutejszego sołtysa, który z pomocą Urzędu Miasta i Gminy Narol pozyskał pieniądze na ten cel z funduszy unijnych. Samo Lipsko jest  zadbaną, spokojną, niedużą wsią, latem widać w ogródkach mnóstwo kwiatów. Jeżeli pojedziemy dalej, prosto główną drogą na wschód możemy dojechać przez Łukawicę aż do Horyńca. Ja proponuję skręcić w lewo na północ. Droga ta prowadzi do miejscowości Lipie.

Tuż zaraz, za rynkiem widzimy okazały kościół parafialny pod wezwaniem św. Andrzeja, jest on również związany z rodziną Lipskich. Dużą ciekawostką i raczej mało znaną jest to, że na jego murze od południowej strony wisi szwedzka kula armatnia, jedna z dwóch, które zostały znalezione pod podłogą kościoła.

IMG_6349 Lipsko
Szwedzka kula armatnia na ścianie lipskiego kościoła (fot. Artur Pawłowski)

Podobno druga z tych kul znajduje się w Muzeum w Lubaczowie. Są one historyczną pamiątką po potopie szwedzkim. Żeby obejrzeć kulę, trzeba obejść kościół od południowej strony. Kościół jest, niestety, ogrodzony nowym, metalowym ogrodzeniem. Piszę niestety, ponieważ pod pretekstem budowy tego ogrodzenia rozebrano bardzo stary, kamienny mur, który tu od zawsze był i o wiele lepiej wyglądał, lecz wymagał kosztownego remontu. Obok  kościoła znajduje się stara murowana  plebania. Wpisana jest do rejestru zabytków, a od wielu lat nie jest zamieszkana, ponieważ księża mieszkają w nowym budynku.

Więcej o kościele w Lipsku w tekście Adama Łazara (przypis redakcji).

Kosciol w Lipsku.jpg
Kościół w Lipsku (fot. Ewa Grądzka)

Prawie naprzeciwko kościoła, po drugiej stronie ulicy stoi budynek dawnej szkoły podstawowej. Szkoła Podstawowa była ważnym elementem życia codziennego w tej mojej małej, rodzinnej wsi. Nauczyciele byli bardzo szanowani, pamiętano nazwiska dyrektorów, jeszcze tych sprzed wojny. Budowę szkoły uchwalono w 1930 roku, a  zakończono w 1935. Mój dziadek Ignacy Biedroń – jako ówczesny wójt – należał do komitetu uchwalającego budowę szkoły. Na początku była to szkoła 4-klasowa, potem 7-klasowa, a po 1966 już 8-klasowa. Na naukę przychodziły tu dzieci z Lipska i okolicznych wiosek.  Po wybudowaniu nowej szkoły w Narolu wszystkie dzieci zostały do niej przeniesione, a budynek stał dość długo pusty. Potem został ładnie wyremontowany i obecnie można odwiedzić Izbę Pamięci przeniesioną tam z Narola Wsi.

DSCF2299.jpg
Zbiory Izby Pamięci (fot. Ewa Grądzka)

Sama Izba Pamięci została początkowo utworzona w szkole w Narolu Wsi przez państwa Sitarzów, którzy byli bardzo zaangażowani w kolekcjonowanie pamiątek historycznych z okolic Narola. Zbiory te zostały przeniesione do Lipska, a dodatkowo zgromadzono też inne eksponaty pozyskane np. od osób prywatnych. Izbą opiekuje się sołtys Lipska, pan Steczkiewicz oraz Urząd Miasta i Gminy Narol; zwiedzanie Izby jest nieodpłatne.

DSCF2331.jpg
Rysunek prof. Wiktora Zina w lipskiej Izbie Pamięci (fot. Ewa Grądzka)

Dalej, przemieszczając się w stronę północną ulicą Mogiłek, mijamy stojące jeszcze do tej pory stare, drewniane domy. Nie ma ich dużo, ale pamiętają czasy, gdy ulica ta była wybrukowana i biała od polnych kamieni, a co jakiś czas przemieszczał się nią kondukt żałobny z kościoła na cmentarz. Towarzyszył temu przeraźliwy dźwięk dzwonów z dzwonnicy. Z dzieciństwa pamiętam, że były to zawsze bardzo przejmujące sceny ostatnich pożegnań, do dziś pamiętam ten specyficzny sposób śpiewania pieśni żałobnych, który we mnie wzbudzał ogromną chęć płaczu. Zwłaszcza jedną z tych pieśni pamiętam  bardzo dobrze. Na samym końcu widzimy cmentarz. Nie jest on duży, ale zadbany i można tam znaleźć wiele ciekawych nagrobków, sporo z nich zostało wykonanych przez rodzinę Pudełków, piękne są zwłaszcza rzeźby aniołów z kamienia.  Cmentarz składa się z dwóch części, czyli z dwóch mniej więcej równej wielkości kwadratów, położonych na wprost siebie po dwóch stronach drogi. Przyjęło się, że część leżąca po prawej stronie jest starsza. Jest tam kaplica, wewnątrz której znajdziemy tablice z nazwiskami dawnych właścicieli Lipska; wokół niej są okazałe groby ostatnich proboszczów. Kaplica jest również wpisana do rejestru zabytków. Nieco dalej napotkamy bardzo stare, prymitywne nagrobki.  W tej części cmentarza było też wydzielone miejsce, gdzie chowano samobójców.

Jeżeli natomiast przed samym cmentarzem skręcimy w małą uliczkę w prawo, natkniemy się na ciekawe miejsce – są to pozostałości po wałach obronnych i fosy z drugiej strony. Rosną tam również bardzo stare wierzby. Obok jednej z nich widzimy dwie kamienne figury, nie są one jednak historyczne. Wykonał je na zamówienie tutejszy rzeźbiarz, aby po prostu upamiętnić to miejsce.

pozostalosci dawnych walow
Kamienne figury (fot. Ewa Grądzka)

Bardzo lubię jeździć rowerem tą drogą. Mijam wtedy jeszcze kilka domów i po chwili jestem na polnej drodze, która prowadzi na tzw. Górny Ogród. Nazwa ta oznacza pola znajdujące się  na wzniesieniu, tzn. trzeba wjechać również polną drogą pod górę, aby się tam dostać. Na tych polach gospodynie z Lipska uprawiały warzywa. Rozpościera się stamtąd wspaniały widok na okolicę, widać Kamienną Górę, kościół w Narolu i Lipsku, można też usłyszeć dzwony kościelne, a wiosną niezliczone ilości skowronków. Jadąc prosto polną drogą, dojedziemy do lasu zwanego Zapustem; mijamy go i po dłuższej chwili natrafiamy na resztki wałów, tym razem usypane w czasie drugiej wojny światowej przez Niemców, a właściwie przez przywiezionych przez nich więźniów żydowskich. Było to w 1940 roku i wały te stanowiły granicę pomiędzy Niemcami a ZSRR. Droga prowadzi pomiędzy tymi wałami i dojedziemy nią do cmentarza w Łukawicy (Kijasówce), można też pojechać inaczej, tzn. wcześniej skręcić drogą w lewo, wzdłuż lasu i tam znajdziemy drogę do Chlewisk.

Podczas II wojny światowej Lipsko bardzo ucierpiało, wiele domów uległo zniszczeniu, a mieszkańcy zostali wywiezieni do Niemiec na roboty. Po wojnie stało się małą wioską z ciekawą historią i rodzinną ziemią dla wielu osób, które stąd wyruszyły w świat.

W roku 2013 Lipsko obchodziło 400-lecie nadania praw miejskich i z tej okazji wydana została publikacja autorstwa Henryka Gmiterka i Zygmunta Kubraka – „Lipsko 1613-2013 Szkice z dziejów osady”. Z tej publikacji korzystałam, pisząc ten tekst. Część informacji znalazłam też w przewodniku Pawła Rydzewskiego „Roztocze Południowe” oraz  w Roczniku Lubaczowskim.

Jeśli któregoś dnia znajdziemy się znowu w Lipsku i będziemy mieć trochę czasu i rower, możemy się wybrać na popołudniową wycieczkę. Możemy kierować się w stronę Tanwi; inaczej mówiąc, patrząc na ogromny drogowskaz stojący w centrum trzeba wybrać drogę na Jędrzejówkę. Jedziemy dość starą asfaltową drogą i po chwili za ostatnimi budynkami po lewej stronie można zauważyć, że zaczyna się pojawiać podmokły teren. Widać to zwłaszcza na wiosnę, gdy roztopi się śnieg i teren jest zalany wodą. Z dzieciństwa pamiętam duże ilości kaczeńców, które tam rosły i ogromne ilości żab. Ta nagła zmiana ukształtowania terenu związana jest z usytuowaniem Lipska. Zapiski historyczne mówią, że powstanie Lipska sięga czasów Bolesława Wstydliwego. Osada powstała w pobliżu rzeki, wykorzystując naturalne, obronne właściwości terenu oraz możliwość korzystania z wody pitnej potrzebnej dla ludzi i zwierząt. Ten zakątek idealnie się do tego nadawał. W późniejszych czasach osada się powiększała i rozwijała. Zapiski mówią, że Kazimierz Wielki przyjeżdżał tu na polowania, bo lasy tutejsze pełne były zwierzyny łownej. Jak wiemy, za panowania Kazimierza Wielkiego Polska przeżywała rozkwit gospodarczy, bardzo dobrze rozwijał się handel, w tym czasie Kazimierz przyłączył te tereny do Polski. W czasie późniejszym wielokrotnie zmieniali się właściciele Lipska, a osada była często napadana przez hordy tatarskie. Ostatecznie Lipsko zostało zniszczone podczas najazdu Chmielnickiego.

Jedziemy dalej i po lewej stronie możemy też na chwilę się zatrzymać. Widzimy dwie spore łąki, na jednej z nich na samym środku znajduje się tajemniczy, usypany pagórek, na którego szczycie stoi krzyż. Krzyż jest w dobrym stanie i pochodzi z początku wieku, natomiast archeolodzy, którzy pod koniec lat 50. XX w. szukali tu śladów osadnictwa, przypuszczali, że ten pagórek może być kurhanem. Wiele podobnych kurhanów znaleziono w okolicy Łukawicy. Nie został on jednak rozkopany i zbadany i do dziś stanowi zagadkę. Zbliżamy się do rzeki Tanwi – po prawej stronie możemy dostrzec pozostałości zamku Lipskich, zniszczonego przez wojska Chmielnickiego. Są to dość wysokie pagórki porośnięte sosnami. Nazywa się je „Psie Górki”. Kiedyś, gdy były prawdziwe zimy i dużo śniegu był tu raj dla dzieci, gdyż wspaniale zjeżdżało się z tych górek na sankach. „Psie Górki” zostały w latach 90. XX w. wykorzystane do celów kulturalnych: tutaj właśnie odbywały się słynne na całą okolicę tzw. Wianki. Najpierw odbywał się konkurs na najpiękniejszy wianek, potem wianki płynęły Tanwią, a potem wszyscy wracali na Psie Górki, palono ogniska i była wspaniała zabawa. Ta właśnie impreza dała początek Dniom Narola, które teraz co roku odbywają się w rynku.

Przejeżdżamy następnie przez bardzo stary, drewniany most na Tanwi, możemy się tu na chwilę zatrzymać. Można przypuszczać, że kiedyś tu właśnie była grobla, przez którą wjeżdżało się do osady. Rzeka nie jest głęboka, widać piaszczyste dno, woda ma kolor ciemnobrązowy i jest bardzo zimna. W upalne, letnie dni można bez problemu przejść rzeką w górę jej biegu. Zawsze fruwają tu duże, niebieskie ważki. Moja babcia przychodziła tu z kijanką prać chodniki. Pamiętam, że wtedy przy brzegu rosła taka roślina, która wytwarzała pianę, gdy się ją w rękach roztarło, myślę, że to była mydlnica, ale jako dziecko o tym nie wiedziałam. Jedziemy dalej, mijamy kolejną dużą łąkę tym razem po drugiej stronie brzegu. Jedziemy przez Piaski i powoli zbliżamy się do Jędrzejówki. To czyściutka, zadbana, rozległa wieś; przy domach rośnie mnóstwo kwiatów. Główna droga biegnie przez całą wieś. Przejeżdżamy dalej, za Jędrzejówką przez dłuższy czas droga prowadzi wzdłuż pól i łąk, po prawej stronie widać łagodne wzniesienia i pofałdowania, typowy widok na Roztoczu. Tam też znajduje się wzniesienie o nazwie „Kapelusz”. Jak głosi legenda, nazwa ta jest związana z bitwą ze Szwedami i kapeluszem generała, który tam właśnie pozostawili po sobie uciekający Szwedzi. Po lewej stronie na łąkach dostrzeżemy stare wierzby, też typowe dla tutejszych krajobrazów.

Po dłuższej jeździe dotrzemy do kolejnej wsi – Dębiny. Nie jest ona zbyt duża, widzimy tu mały kościół po prawej stronie. Dębiny też mają swoją historię związaną ze Szwedami, podobno za Dębinami na bagnach chłopi uzbrojeni tylko w kije zwyciężyli Szwedów i utopili ich w bagnie. Mijamy Dębiny i mamy przed sobą drogę prowadzącą pod górę do Huty Złomy. Jest to spory kawałek do przebycia i ja zazwyczaj w połowie się poddaję, zsiadam z roweru i dalej idę pieszo, prowadząc rower. Lecz później wysiłek zostaje wynagrodzony. Gdy wejdziemy (lub wjedziemy) już na tę górkę, naszym oczom ukazuje się piękny widok na lasy, łąki, pola i można poczuć wspaniały powiew powietrza. Warto się tu na dłuższą chwilę zatrzymać i popatrzeć. Z lewej widoczny jest masyw Wielkiego Działu.

Po chwili odpoczynku można się zdecydować na dalszą jazdę i w tym momencie trzeba sobie sprawdzić stan hamulców w rowerze – czeka nas długi i szybki zjazd w dół. Po chwili szaleńczej jazdy znajdziemy się w Hucie Złomy. Po prawej stronie tuż na początku wsi stoi mała kapliczka, która nieodmiennie mnie zaciekawia swoim nietypowym wyglądem. Dojeżdżamy teraz do skrzyżowania i mamy do wyboru trzy drogi, ja proponuję pojechać w lewo. Droga ta skręca później dość ostro w las i dotrzemy nią do wsi Huta Stara. Jest to właściwie osada składająca się z kilku domostw i zamieszkana tylko przez kilka rodzin. Miejscowość leży u stóp Wielkiego Działu i w pobliżu źródeł Tanwi. Większość zabudowań to dawne budynki PGR, stanowią one teraz własność prywatną.

huta stara.jpg
Stara kuźnia w Starej Hucie (fot. Paweł Rydzewski)

Wbrew pozorom Huta Stara ma swoją bardzo ciekawą historię. Kiedyś była to spora wieś, do której należało kilka przysiółków. Była tam też karczma. Śledząc i analizując zapiski historyczne, można zauważyć, że osada Huta Stara powstała prawie w tym samym czasie co Lipsko, była też narażona na częste ataki Tatarów. W Hucie Starej (początkowo jej nazwa brzmiała Huta Kryształowa) powstała huta szkła. Wiązało się to z tym, że w okolicy było pod dostatkiem lasów i piasku, a więc surowców potrzebnych do tego typu działalności. Czasy jej świetności wiążą się z hetmanem Sieniawskim, który na początku XVIII wieku sprowadził i zatrudnił specjalistów, oferując im wysokie wynagrodzenie, mieszkania i zaspokajając ich inne potrzeby życiowe.

W hucie tej produkowano szkła naczyniowe ozdabiane motywami herbów osób, które je zamawiały, a także piękne kryształowe świeczniki i żyrandole. Świeczniki wędrowały do kościołów i klasztorów; podobno taki właśnie świecznik możemy teraz oglądać w kościele klasztornym w Horyńcu – Zdroju.

Fragmenty szkla z dawnej huty - fot. Pawel Rydzewski.jpg
Fragmenty dawnych wyrobów z Huty Starej (fot. Paweł Rydzewski)

W latach 50. XVIII w. rodzina Sieniawskich przeniosła hutę w okolicę Baszni i tam pozostała już Huta Kryształowa. Niektóre inne wyroby z tej huty możemy oglądać w Muzeum Kresów w Lubaczowie. A do dzisiaj na terenie dawnej huty można znaleźć w ziemi drobne kawałki szkła kiedyś tam produkowanego.

Jadąc przez Hutę Starą piaszczystą drogą w lewo, dotrzemy do ukrytego w lesie starego cmentarza greckokatolickiego, można tam zobaczyć wiele ciekawych, starych nagrobków. Są tam również nikłe ślady po drewnianej cerkwi, która tam kiedyś stała.

Jako ciekawostkę w Starej Hucie możemy obejrzeć prosty, brzozowy krzyż postawiony na bezimiennej, zbiorowej mogile osób, które prawdopodobnie zmarły na cholerę podczas I wojny światowej. Krzyż znajduje się w środku wsi niedaleko dawnych zabudowań PGR.

II wojna światowa również nie oszczędziła Huty Starej. Pod koniec wojny, z uwagi na ciągle powtarzające się ataki band UPA ludność opuściła wioskę. Po wojnie część mieszkańców powróciła i powstał PGR.

Opisując ciekawą historię Lipska, o której wspominałam już na łamach Gazety Horynieckiej warto jeszcze dodać kilka słów na temat lipskiego cmentarza parafialnego. Jak wiadomo Lipsko uzyskało prawa miejskie w 1613 roku dzięki staraniom Samuela Lipskiego. Po uzyskaniu zgody od Zygmunta III Wazy na wyniesienie Lipska do rzędu miast Samuel Lipski rozpoczął również starania o utworzenie parafii katolickiej. Jednakże zmarł w 1618 roku i dopiero jego stryjeczny brat Jędrzej Lipski ufundował kościół drewniany i w 1625 roku powstała parafia Lipsko należąca do dekanatu Potylicz. Aż do wieku XIX w Lipsku cmentarza nie było, grzebano zmarłych obok kościoła lub też korzystano z cmentarza żydowskiego położonego pomiędzy Lipskiem i Narolem. Podczas prac remontowych kaplicy znajdującej się z tyłu kościoła znaleziono kości świadczące o tym, że zmarli byli właśnie tam pochowani.

Nagrobki na cmentarzu w Lipsku (fot. Ewa Gradzka).jpg.jpg
Nagrobki na cmentarzu w Lipsku (fot. Ewa Grądzka)

Cmentarz w Lipsku założono na początku XIX wieku, decyzję o jego powstaniu podjęły władze, które zgodnie z prawem austriackim nakazały założenie cmentarza poza terenem miejscowości. Na mapie katastralnej z 1845 roku widać miejsce założenia cmentarza poza wałami obronnymi na drodze prowadzącej do Lipia. Cmentarz składa się z dwóch części położonych po obu stronach drogi. Część cmentarza leżącą po prawej stronie tuż za wałem obronnym uważa się za starszą. Znajduje się tam kaplica cmentarna wybudowana w drugiej połowie XIX wieku, zachowana w dobrym stanie do dziś. Do lat 90 XX wieku można było na tej części cmentarza zobaczyć wiele bardzo starych, ciekawych nagrobków (również bruśnieńskich), niestety obecnie prawie już się ich nie spotyka na tym cmentarzu. Przez długi czas chowani tam byli również zmarli wiary grecko-katolickiej. Do dzisiaj zachowało się sporo nagrobków z XIX wieku i kilka pięknych rzeźb nagrobnych dłuta rzeźbiarza Michała Pudełko pochodzącego z Chlewisk.

Rzeźba nagrobna rodziny Pudełków.jpg
Rzeźba nagrobna rodziny Pudełków (fot. Ewa Grądzka)

Michał Pudełko uczył się rzeźbiarstwa w Państwowym Instytucie Sztuk Pięknych we Lwowie, a w latach 1948-1960 był dyrektorem Liceum Plastycznego w Nałęczowie. Był również wykonawcą figury Matki Boskiej z Dzieciątkiem stojącej w rynku i ufundowanej w 1937 roku przez Gminę Lipsko.

Kaplica na cmentarzu w Lipsku (fot. Ewa Gradzka).jpg
Kaplica na cmentarzu w Lipsku (fot. Ewa Grądzka)

W pobliżu kaplicy cmentarnej pochowani są w większości proboszczowie i kapłani parafii Lipsko. Za ogrodzeniem, tuż przy drodze do Lipia znajduje się zbiorowa mogiła 41 żołnierzy 6-tej Dywizji Armii Kraków, poległych we wrześniu 1939 podczas walk obronnych. Warto też wspomnieć, że na tej części cmentarza było wydzielone miejsce, całkiem na uboczu, gdzie chowano samobójców. Z kolei po prawej stronie, tuż obok ogrodzenia możemy zobaczyć dość zagadkowy grób i stary nagrobek otoczony metalowym płotem. Na tablicy widnieje nazwisko Feliksa Chmielewskiego, który podobno był spokrewniony z Bratem Albertem, nie jest to jednak nigdzie potwierdzone.

DSCF4132.jpg
Nagrobek Feliksa Chmielewskiego (fot. Ewa Grądzka)
nagrobek Feliksa Chmielewskiego.jpg
Płyta nagrobna Feliksa Chmielewskiego (fot. Ewa Grądzka)

Część cmentarza leżąca po lewej stronie drogi do Lipia, uważana za nowszą, jest również ciekawa. Znajdziemy tu także kilka starych nagrobków, a niedaleko wejścia, po lewej stronie widoczna jest mogiła żołnierzy poległych w 1914 roku. Ozdobną rzeźbę z kamienia wykonał pochodzący z Lipska Marek Chomicki. Znajduje się tu również ogrodzony metalowym płotem pomnik (grób), który pamiętam z dzieciństwa i jest on w prawie niezmienionym stanie do dzisiaj. Pamiętam jako dziecko, że bardzo wzruszały mnie słowa pożegnania wyryte na tablicy, ponieważ skierowane były do trójki małych dzieci (rodzeństwa), które zmarły w wieku zaledwie kilku lat. Nie wiedziałam wtedy, że są to pochowane dzieci Zborzila, właściciela dworu w Łukawicy. Jeszcze w latach 90. XX wieku cmentarz był trochę zaniedbany, trawy i chwasty były usuwane właściwie tylko przed Świętem Zmarłych. Obecnie prace porządkowe przeprowadzane są na bieżąco, wykonane jest nowe ogrodzenie, a cmentarz powiększono o nową część. Niestety, podczas prac porządkowych usunięto z cmentarza również wiele starych, zniszczonych nagrobków. Ta część historii zniknęła bezpowrotnie…. Pomimo tego zachęcam, aby będąc w okolicy Lipska zajrzeć na ten stary, urokliwy cmentarz. Rosną tam jeszcze bardzo stare drzewa, które tworzą klimat pełen zadumy nad mijającym czasem. Dla mnie ten cmentarz jest nieodłączną częścią mojego życia, a właściwie dzieciństwa, ponieważ spoczywają tam prochy dużej części mojej rodziny.

Pisząc artykuły korzystałam w dużej mierze z opracowania Wiesława Kołodzieja „Dzieje Narolszczyzny” z 1998 roku, a także wielu informacji, których udzielił mi sołtys Lipska p. Steczkiewicz który opiekuje się Izbą Pamięci w Lipsku.


Zapraszamy do przeczytania innego tekstu Ewy Grądzkiej, również poświeconego Lipsku  oraz tekstu Janusza Mazura o dworze w Lipsku (przypis redakcji).

 

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie i udostępnianie publiczne bez pisemnej zgody autora tekstu, wydawcy Gazety Horynieckiej (SPZH) oraz autora niniejszej strony internetowej jest działaniem nielegalnym.