Udostępniam dwa artykuły Leszka Jankiewicza poświęcone dwóm samotnym krzyżom, znajdującym się w lasach Roztocza Południowego. Obydwa krzyże związane są z I wojną światową i obydwa mają fascynującą historię. Pierwszy – to krzyż Bolte (koło Chmieli) drugi – Wittmana (koło Nowin Horynieckich). Istnienie obydwu ujawniła Grupa Eksploratorów Roztocza Południowego (mam zaszczyt być członkiem GERP). Szczególne podziękowania dla Pana Stanisława Barana za udostępnienie i tłumaczenie z języka niemieckiego unikatowych materiałów źródłowych.

 

Leszek Jankiewicz

Samotna żołnierska mogiła

Gazeta Horyniecka nr 37 / opublikowane za zgodą autora

Ziemia na której walczyliście
Nie dla wszystkich była ojczyzną
Teraz Was obejmuje
I jest Waszą matką.

(Inskrypcja z obelisku na cmentarzu z I Wojny Światowej – Rogi, woj. podkarpackie)

Pierwsza Wojna Światowa nie oszczędziła również okolic Horyńca. W wyniku zdecydowanej ofensywy państw centralnych, zapoczątkowanej przełamaniem rosyjskiej linii obrony pod Gorlicami w maju 1915 roku, arena walk Frontu Wschodniego przesuwała się w kierunku wschodnim i północnym. Dwie carskie armie zajęły silnie umocnione pozycje na przedpolach Lubaczowa. W dniach od 12 do 15 czerwca 1915 r. toczyły się walki o przełamanie frontu w rejonie Oleszyc i Lubaczowa. Rosjanie rozpoczęli odwrót w celu obrony Lwowa, który ostatecznie został zdobyty 22 czerwca 1915 r. Natomiast na trudnych topograficznie terenach Roztocza działania wojenne trwały nadal (1).

Walki w tym okresie przyniosły ogromne straty w walczących oddziałach, sięgające po obu stronach tysięcy zabitych, rannych i wziętych do niewoli. Rozmach przeprowadzanych działań wojennych, przypadających na ciepłe miesiące roku zmuszał służby sanitarno-kwatermistrzowskie do pośpiesznego grzebania poległych. Nie bez znaczenia dla tej czynności była ciągle zmieniająca się sytuacja na poszczególnych odcinkach frontu. Poległych grzebano w umundurowaniu, bez trumien, w dość płytkich pojedynczych grobach, bądź w głębokich zbiorowych mogiłach, z zachowaniem odrębności armijnej. Po przejściu frontu tereny walk znalazły się pod okupacją austriacką i jednym z zadań terenowej administracji okupacyjnej było uporządkowanie terenu po działaniach frontowych, w tym rozwiązanie problemu opieki nad licznymi i rozrzuconymi po całym terenie grobami wojennymi (2). Władze walczących krajów zdawały sobie sprawę z etycznej i politycznej rangi zagadnienia. Prace związane z grzebaniem i upamiętnianiem poległych miało prowadzić państwo, dysponujące odpowiednimi możliwościami i środkami. Monarchie przejmowały zatem tradycyjną rolę rodziny, przygotowując grób dla poległego i odwieczną funkcję społeczności lokalnej, budując cmentarze i zapewniając im wieczystą opiekę. Przyjęto też założenia, iż wrogi żołnierz, który poległ w walce, jest traktowany tak samo jak poległy żołnierz własnej lub sojuszniczej armii. Jednemu i drugiemu należał się godny pochówek i pamięć (3, 4, 5, 6, 7).W 1915 r. powołanoOddział Grobów Wojennych C. i K. Komendantury Wojskowej (Kriegsgräber-Abteilung K.u.K. Militär-Kommando) i obejmująca Galicję Środkową. Inspekcja Grobów Żołnierskich w Przemyślu rozpoczęła działalność jesienią 1916 r. Nie zachowały się informacje o faktycznej liczbie i lokalizacji wybudowanych na tym terenie cmentarzy, nie były one też numerowane.

Na większości cmentarzy Galicji Środkowej budulcem było drewno, sporadycznie stawiano centralne obeliski z tablicą inskrypcyjną. Prawo do posiadania pojedynczego grobu zagwarantowane było dla oficerów i żołnierzy, którzy wykazali się największą odwagą i poświęceniem. Reszta żołnierzy chowana była różnie – zidentyfikowanych starano się pochować w mogiłach pojedynczych, jednak gdy ciała pozostawały nierozpoznane grzebano je we wspólnej, masowej mogile, liczącej czasem nawet kilkaset zwłok (7). Stosownie do życzeń niemieckiego Ministerstwa Wojny – żołnierzy niemieckich chowano na oddzielnych cmentarzach, a co najmniej w kwaterach wydzielonych na cmentarzach wspólnych (4). Przepisy przewidywały również możliwość uwzględnienia życzeń rodziny w ostatecznej formie pochówku (3).

Większość poległych w tych okolicach żołnierzy pochowano ostatecznie na cmentarzach wojennych w Nowym Bruśnie, Nowinach Horynieckich, Werchracie oraz przy klasztorze na wzgórzu Monasterz. Na pierwszym z wymienionych spoczywają przede wszystkim polegli w dniach 18-19 czerwca 1915 r. , w czasie walk w dolinie Brusienki: 202 niemieckich żołnierzy z bawarskich batalionów rezerwowych oraz nieznana liczba żołnierzy rosyjskich. Na drugim, zlokalizowanym na stokach Pańskiej Góry, utworzonym w 1923 r. poprzez komasację mogił położonych w najbliższej okolicy, pochowano około tysiąca żołnierzy o nieznanej przynależności do jednostek czy armii. Na cmentarzu w Werchracie pochowano nieznana liczbę żołnierzy Armii Cesarsko-Królewskiej, a przy monasterskim klasztorze 16 żołnierzy niemieckich i rosyjskich poległych w walce o wzgórze w czerwcu 1915 r.

Jednak nie wszystkich poległych ekshumowano i przenoszono na wojenne cmentarze. Najbardziej znanym tego przykładem jest grób Alfreda Wittmanna z Kempten, podporucznika 19. Bawarskiego Rezerwowego Pułku Piechoty, który zginął w pobliżu Nowin Horynieckich. W 1923 r. krzyż przywiozła i ustawiła na grobie jego matka. Inskrypcja wspomina o stracie trzech synów poległych na różnych frontach wojny światowej (8). Materiał, z którego wykonano krzyż oraz wypukłe liternictwo znacznie odbiegają od wyglądu setek krzyży spotykanych w okolicy.

Jednak nie jest to jedyny indywidualny grób niemieckiego żołnierza na tym terenie. Wąwozy pomiędzy dawnymi przysiółkami Chmiele i Lasowa kryją inny krzyż. W przeciwieństwie do poprzedniego, ten z pewnością pochodzi z warsztatów bruśnieńskich. Napis na nim wskazuje, że został tu pochowany podoficer Heinrich Bolte z Oldenburga, który zginął dnia 25 czerwca 1914 r.

Heinrich Bolte urodził się 2 marca 1886 r. w Löningen. Po maturze wstąpił do 91. Pułku Piechoty w Oldenburgu a 20 października 1914 wyruszył na front, najpierw do Francji a później do Galicji. Na tyłach frontu dokształcał się w szkółce podoficerskiej (9). W końcu maja 1915 r. w Galicji został włączony do działań frontowych jako podoficer w 5 kompanii. W dniu 23 czerwca 1915 r. jego jednostka otrzymała rozkaz przegrupowania i wyruszyła w kierunku Dziewięcierza, gdzie wieczorem zajęła wyznaczone pozycje (10).

Heinrich Bolte - zdjęcie z Oldenburger Jahrbuch für Altertumskunde und Landesgeschichte, Kunst und Kunstgewerbe 1916-17, Oldenburg 1917.jpg
Heinrich Bolte – zdjęcie z Oldenburger Jahrbuch für Altertumskunde und Landesgeschichte, Kunst und Kunstgewerbe 1916-17, Oldenburg 1917

Tego dnia Bolte napisał list do rodziców: „Kochani rodzice! Od wczoraj mamy spokój. Dotychczas gnaliśmy w marszowym pościgu w pierwszej linii na Rawę Ruską (teraz już jest w naszych rękach). Rosjanie nie wdawali się do większych walk, tylko mniejsze oddziały próbowały nam przeszkadzać w marszu. Wszystkie rosyjskie, znakomicie urządzone pozycje zostały opuszczone. W ostatnich dniach nie ponieśliśmy prawie żadnych strat. Tysiąckrotne serdeczne pozdrowienia. Wasz Heini.”. (9)

Następnego dnia przyszedł rozkaz do przygotowania ataku. Rosjanie silnie obsadzili Werchratę, natomiast okolice wsi Lasowa były słabo bronione a sama wieś była wolna od wojsk rosyjskich. Rankiem 25 czerwca, pod osłoną porannej mgły kompanie II i III batalionu 91. Oldenburskiego Pułku Piechoty przeszły pod Werchratę i Niedźwiedzie. Batalion III napotkał silne przeciwuderzenie Rosjan na przedpolach Werchraty. Batalion II zdobywał korzystniejszy do walki teren. Wzgórze 341 zostało zdobyte już o godzinie 6 rano. Siódma kompania zdobyła północno-zachodni skraj lasu, na południe od kamieniołomu, a 8 kompania podeszła nawet na odległość 150 m pod silnie obsadzone pozycje rosyjskie w kamieniołomie. Piąta kompania posuwała się wężykiem w dolinie, mimo że raził ją silny ogień flankowy. Heinrich Bolte został postrzelony w pierś i zginął na miejscu. Dowódca 5. kompanii podporucznik rezerwy Paul Backhaus, którego Bolte był ordynansem, wkrótce potem nagle zasłabł i zmarł na zawał serca. Pod wieczór nadciągnęła burza, głębsze doliny zamieniły się w rwące potoki, rosyjskie okopy wypełniły się wodą, tak, że ich obrońcy w strachu przed utonięciem wybrali niemiecką niewolę (10).

Podoficer Heinrich Bolte został pochowany w miejscu gdzie zginął. Nie wiemy kto pokrył grób betonową płytą i wystawił w tym miejscu krzyż z bruśnieńskiego kamienia. Obecnie stoi uszkodzony i zapomniany na skraju roztoczańskiego lasu i tylko leśne ptaki czasami przysiadają na jego ramionach.

Nagrobek Heinricha Bolte.jpg
Nagrobek Heinricha Bolte (fot. Paweł Rydzewski)

Literatura:

  1. Banbor J.: Bitwa o Lubaczów w 1915 r., Rocznik Lubaczowski, 1997, VII, 95-107
  2. Maleszyk R.: Cmentarze Wojenne z okresu I wojny światowej na Lubelszczyźnie. Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska Lublin – Polonia., 1997/1998, LII/LIII, 251-269
  3. Wygoda J., Pomnij, że ziemia po której stąpasz setki poległych tu grzebie,. Skarby Podkarpackie. 4 (29), 2011, 28-30
  4. Pencakowski P. Zapomniane pomniki niczyich bohaterów. Wobec Thanatosa – Galicyjskie cmentarze wojenne z lat 1914 – 1918. Vergessene Denkmäler heimatloser Helden. Katalog wystawy w MCK listopad – grudzień 1996. Kraków 1996
  5. Schubert J., Organizacja grobownictwa wojennego w Monarchii Austro-Węgierskiej. Dziewiąty Wydział Grobów Wojennych (Kriegsgräber-Abteilung) przy Ministerstwie Wojny – powstanie i działalność w latach 1915-1918. Czasopismo Techniczne. Architektura., 2009, 106, z-3A, 169-200
  6. Schubert J., Służby grobownicze armii austro-węgierskiej, niemieckiej i rosyjskiej w czasie I wojny światowej (1915-1918). Czasopismo Techniczne. Architektura., 2011, 108, z-5A, 201-224
  7. Schubert J., Pochówki żołnierskie w tradycji historycznej do czasów I wojny światowej. Powstanie cmentarzy wojskowych. Czasopismo Techniczne. Architektura., 2011, 108, z-5A, 173-200
  8. Uliasz B., Cmentarze, kwatery i mogiły wojenne na podkarpaciu. Rezszów 2006, T. 1, 222225
  9. Oldenburger Jahrbuch für Altertumskunde und Landesgeschichte, Kunst und Kunstgewerbe 1916-17., Oldenburg 1917., 16-19 (zebrał i tłumaczył Stanisław Baran)
  10. Die Geschichte des Oldenburgischen Infanterie-Regiments Nr. 91. Mit  Unterstützung von  Kriegskameraden, nach den amtlichen Kriegstagebüchern und persönlichen Aufzeichnungen bearbeitet. Oldenburg-Berlin 1930., 138-139 (zebrał i tłumaczył  Stanisław Baran)

 

Leszek Jankiewicz

Krzyż porucznika Wittmanna w lesie koło Nowin Horynieckich

Gazeta Horyniecka nr 39 / opublikowane za zgodą autora

Tajemnica krzyża stojącego w lesie na północ od zabudowań wsi Nowiny Horynieckie zaprzątała wielu turystów, lecz wobec braku informacji o pochowanym w tym miejscu niemieckim żołnierzu pojawiły się wątki wręcz nieprawdopodobne. Wiele osób intrygowała nietypowa dla krajobrazu roztoczańskiego surowa forma, pozbawionego ozdób krzyża, wykonanego z odmiennego dla lokalnej tradycji materiału. Także napis w języku niemieckim, obfitujący w liczne skróty nie był łatwy do odczytania. Skąpe informacje o krzyżu można odnaleźć na wielu stronach internetowych oraz w niektórych wydaniach przewodników po Roztoczu.

Po pierwsze należy rozszyfrować napis na krzyżu. W oryginale brzmi następująco:

HIER RUHT * LEUTNANT D.R. 19 BAYR. R.R. * ALFRED WITTMANN * AUS KEMPTEN * INHABER D. EIS. KR. U. D. MIL. V. O. * GEFALLEN 20 JUNI 1915 * DER DRITTE U. LETZTE UNSERER * INS FELD
GEZOGENEN * SÖHNE. SEI- * NE BRÜDER * FRITZ U. OS- * KAR FIELEN IN * FRANKREICH * 1914

Po rozwinięciu skrótów tekst ten tłumaczy się następująco:
TU SPOCZYWA PODPORUCZNIK REZERWY 19. BAWARSKIEGO REZERWOWEGO PUŁKU [PIECHOTY] ALFRED WITTMANN Z KEMPTEN. POSIADACZ ŻELAZNEGO KRZYŻA I ORDERU ZA ZASŁUGI WOJSKOWE
POLEGŁY 20 CZERWCA 1915. TRZECI I OSTATNI Z NASZYCH SYNÓW, KTÓRZY WYRUSZYLI NA POLE BITWY. JEGO BRACIA FRITZ I OSKAR POLEGLI WE FRANCJI W 1914.

Krzyż Wittmanna.jpg
Krzyż Wittmanna (fot. Leszek Jankiewicz)

Z samego tekstu możemy dowiedzieć się, że poległym był Alfred Wittmann, pochodzący z Bawarii oficer armii niemieckiej, który zginął 20 czerwca 1915 roku. Druga część napisu sugeruje, że fundatorami krzyża byli rodzice, którzy w Wielkiej Wojnie stracili trzech synów. I właściwie tyle pewnych faktów, reszta informacji zawartych we wspomnianych opracowaniach to powtarzane pogłoski i domysły, a jako źródło wiadomości podawano ustne tradycje przekazywane przez mieszkańców Nowin. Według nich, w latach 20. XX wieku, gdy tworzono zbiorcze cmentarze wojenne, dokonując ekshumacji prowizorycznych mogił rozsianych po okolicach, w których toczono walki, przybyła matka porucznika Wittmanna, która przywiozła ze sobą krzyż ustawiony na grobie syna. Dokumenty dotyczące organizacji grobownictwa wojennego armii austro – węgierskiej i niemieckiej potwierdzają, że na prośbę rodziny poległego dopuszczano przypadki pozostawienia ciała w miejscu pierwotnego pochówku. Możliwym zatem jest, że krzyż ten nie jest tylko symbolicznym upamiętnieniem miejsca śmierci, ale stoi na faktycznym grobie Wittmanna. Towarzysze broni poległego porucznika, jak również polegli w walce przeciwnicy, spoczywają na nieodległym cmentarzu wojennym na Pańskiej Górze w Nowinach Horynieckich, gdzie pochowano około 1000 ciał żołnierzy walczących po obu stronach frontu.

Inną często spotykaną przy opisie krzyża informacją jest mit, jakoby pochowano w tym miejscu lotnika, który zginął po zestrzeleniu samolotu. Zarówno inskrypcja jak i fakty przytoczone w dalszej części tekstu świadczą jednoznacznie, że porucznik Alfred Wittmann był oficerem piechoty.

Szukając informacji o poległym należało iść śladem napisu na krzyżu, świadczącym o pochodzeniu z miejscowości Kempten w Bawarii. Dane o poległych braciach Wittmann znajdujemy na stronie internetowej Gefallenendenkmäler Onlineprojekt1. Rodzina Wittmannów pochodząca z Neudorf koło Kempten była wyznania ewangelickiego. Alfred Wittmann urodził się 22.01.1895 roku. Jego starszy o dwa lata brat Oskar poległ 25.09.1914 roku we Francji w pobliżu miejscowości Foucaucourt. O trzecim z braci, Fritzu, wiadomo jedynie, ze poległ we Francji 14.09.1914 roku.

Starając się odtworzyć przebieg walk w okolicach Nowin Horynieckich należy sięgnąć do księgi 19. Królewskiego Bawarskiego Rezerwowego Pułku Piechoty2, w którym to w 3 kompanii służył porucznik Alfred Wittmann. Jednostka ta brała udział w rozpoczętej 12 czerwca 1915 roku operacji przełamującej pod Lubaczowem, której faktycznym celem było uderzenie w kierunku Lwowa. Pod datą 20.06.1915 zanotowano: Pułk otrzymał rozkaz do natarcia przez Nowiny Horynieckie na punkt 331, dalej na Sołtysy, punkt 364. Teren był uzbrojony w liczne zasieki i szczególnie silne wzmocnienia na pozycjach rosyjskich. Po prawej od naszego pułku stała 16. Bawarska Brygada Rezerwowa., po lewej 18. Pułk Piechoty. Pierwszy batalion oraz 1. i 2. kompania posuwały się na czele, z tyłu 3. kompania oraz pluton karabinów maszynowych. Wyruszyły o godz. 7.00 i o 10.30 z wielkimi stratami przebiły się do skraju lasu na zachód od punktu 331. Natomiast II. batalion przedostał się pod słabszym ogniem artylerii na linię punkt 270 – Nowiny. Z tej linii wysłano patrole na zwiad, które na wysokości kościoła w Nowinach Horynieckich stwierdziły liczne umocnienia. Taka lokalizacja stanowisk umożliwiła celne i silne ostrzeliwanie ich przez artylerię. … O godz. 11.30 czwarty batalion otrzymał rozkaz przedostać się skrycie doliną Dublen ze wsi Puchacze do Nowin Horynieckich i tam z ukrycia w lesie wspierać I. batalion. O godz. 1.45 wznowiony atak pułku został stłumiony silnym ogniem rosyjskiej artylerii i piechoty. Dopiero po ostrzale naszych baterii można było pomyśleć o ponownym uderzeniu. Wiadomość, że 16. Brygada zdobyła linię Dziewięcierz – Buczyna była zachętą do następnego uderzenia, co też nastąpiło o godz. 3.00. Mocny ogień flankowy z kierunku Piaskowej Góry powodował duże straty w naszych batalionach, ta próba nie przyniosła nam sukcesu. Na prawym skrzydle akcja posuwała się do przodu, na lewym, przeciwuderzenie Rosjan krwawo stłumiły karabiny maszynowe. Dopiero w godz. 4.00-4.05 silny ogień artylerii umożliwił I. batalionowi podejście do przodu. Pluton karabinów maszynowych wraz z innymi jednostkami stopniowo zdobywał przewagę ogniową. Pierwszy batalion już o godz. 6.15 meldował do brygady: „Wzgórze 331 jest w naszych rękach, liczni jeńcy, na polu walki wiele trupów i rannych”. Po tym sukcesie II. batalion zajął Sołtysy. Wróg wycofywał się w kierunku północno-wschodnim, nasze oddziały przystąpiły natychmiast do pościgu. Z pomocą ognia artyleryjskiego odbito wzgórze 364. Straty pułku zwiększone były przez zdradliwe zachowanie się Rosjan, którzy wywiesili białą flagę i mimo to otworzyli ogień z karabinów maszynowych od którego to poległo 2 oficerów, 81 podoficerów i żołnierzy a 5 oficerów oraz 256 żołnierzy zostało rannych, 13 zaginionych. Takie było to zwycięstwo, zdobyliśmy teren, wróg poniósł krwawe i moralne straty, wzięliśmy 3 oficerów i 355 jeńców. Nasz wieniec laurowy zdobyty już na froncie w Wogezach powiększył się o jeden listek.”

Exif_JPEG_PICTURE
Plan działań wojskowych na mapie RIR 19 Swidnica

O okolicznościach śmierci porucznika Wittmanna najwięcej można się dowiedzieć z opisu w gazetce pułkowej „Die Sappe“.3W urywkach wspomnień z cyklu „Erinnerungen aus Galizien”,redagującego gazetkęMaxa Drexel (poległ 27.07.1915 nad Sommą we Francji), ukazujących się w kolejnych numerach, znajdujemy pisany prostym, żółnierskim językiem opis tego dnia:

„O świcie 20 czerwca złożyliśmy namioty, niebawem byliśmy gotowi do podjęcia codziennych czynności. Słońce w pełnym majestacie wznosiło się na wschodzie, dzień zapowiadał się jaśniejszy niż zwykle. Wymarsz, gęsiego opuszczaliśmy nasze kryjówki, skuleni, kryjąc się, skrajem łanów zbóż, jeszcze paręset metrów do lasu. Gdy tylko tam dotarliśmy, rozpoczęło się piekło. Przeciwnik rozpoznał nasze ruchy, przez gałęzie drzew posypał się grad granatów. … Przyszedł rozkaz: lasem dalej do przodu. Teren leśny wznosił się stromo, plutonami rozłożyliśmy się na zboczu. Ponad nami, wysoko w gałęziach drzew trzaskały pociski piechoty. Trzeci pluton otrzymał rozkaz podejścia do przodu. Dowódca plutonu, porucznik W., uroczy młodzieniec. … Jeszcze przez kilka minut leżeliśmy na ziemi, teraz nasza kolej, i do przodu. Niczym jaszczurki pełzaliśmy do góry, las kończył się, przed nami otwarta łąka, przeciwnik był niewidoczny, tylko pociski tuż ponad nami. Pluton rozłożył się w tyralierę, cisza przed szturmem, krew gorąco uderza do głowy. Pada komenda: naprzód marsz, marsz! Jak diabły wskoczyliśmy na niewielkie wzniesienie około 200 m. do przodu z całym bagażem. Wokół siekły pociski. Nagle wyskoczył nasz porucznik i natychmiast wrócił trafiony w ramię. Ktoś wzdycha obok żałośnie, porucznik W.leżał z przodu nieżywy. Każdy, kto podniósł głowę był kolejnym trupem. … Rosjanie rzucili się do ucieczki, kompanie z rezerwy wyprzedzały nas w pościgu. Rosyjscy żołnierze gwardii, chłopy jak dęby byli naszymi jeńcami. W małym potoku umyliśmy ręce i twarze, a potem nasi jeńcy. W pobliżu leżeli licznie ciężko ranni Rosjanie, których kazaliśmy zebrać na plandekach. Wracaliśmy z pobojowiska drogą którą tu przyszliśmy, na polach leżeli nasi, milcząco, w bezruchu. Okropne rany, ale o tym przemilczę. Tylko naszego drogiego podporucznika W. wspomnę, oddał swe młode życie za ojczyznę. Akurat zbliżał się nasz kapelan, odezwał się w te słowa: „Ach ta biedna, biedna matka”, które przypadły nam do serca i gorąco zrobiło mi się w krtani. Byliśmy również blisko tego momentu by tutaj w tej ziemi spocząć, a w domu czeka moja matka. Bezmierna złość wstąpiła w nas kiedy kroczyliśmy zbierać naszych poległych. Wśród poległych, ciężko ranni cicho prosili o pomoc, pomogłem co było w mojej mocy. …”

Opis ten, choć chaotyczny jest bardzo sugestywny. Pokazuje okrucieństwo wojny z pozycji żołnierza walczącego z karabinem w ręku. Pozycjonuje też miejsce śmierci porucznika Wittmanna w pobliżu potoku Dublen, w którym strudzeni walką żołnierze obmywali ręce i twarze.

Opis bitwy w Die Sappe 13 D 12 062 VOL1 13.jpg
Opis bitwy w Die Sappe 13 D 12 062 VOL1 13

Tyle o historii. Pomnik przetrwał prawie sto lat w niezłym stanie, poza częściowymi ubytkami liter. Na szczęście nie został zniszczony podczas wycinki lasu przeprowadzonej w tym miejscu kilka lat temu. Przez pewien czas był niedostępny, gdyż rewir wycinki wraz z krzyżem otoczono płotem. Potem jednak wydzielono to miejsce z ogrodzenia a w bieżącym roku krzyż porucznika Alfreda Wittmanna doczekał się tablicy informacyjnej ustawionej przez Nadleśnictwo Lubaczów oraz oznakowania drogi dojścia.

1 http://www.denkmalprojekt.org/2010/kempten_nichtkath_wk1_bay.htm

2 Karl Jaud, Friedrich von Weech, Das Königlich Bayerisches Reserve-Infanterie-Regiment 19. München, 1933, str. 45-52 (tłumaczył  Stanisław Baran)

3 „Die Sappe“, Soldatenzeitung des Bayerischen Reserve-Infanterie-Regiment 19. Nr 12. (15.04.1916), Nr 13 (1.05.1916), Nr 14. (15.05.1916) (tłumaczył Stanisław Baran)

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie i udostępnianie publiczne bez pisemnej zgody autora tekstu, wydawcy Gazety Horynieckiej (SPZH) oraz autora niniejszej strony internetowej jest działaniem nielegalnym.