Mariusz Lewko

 „Od powietrza, głodu, ognia i wojny…”

Gazeta Horyniecka nr 45 / opublikowane za zgodą autora i wydawcy. Kopiowanie i publikowanie całości lub fragmentów poniższego tekstu bez zezwolenia jest zabronione.

Obszar ziemi horynieckiej od zarania swoich dziejów znajdował się na pograniczu narodów, kultur i religii. Ruś Czerwona, w której granicach znajdowały się ziemie obecnej gminy Horyniec – Zdrój, była przedmiotem rywalizacji księstw ruskich, państwa polskiego i węgierskiego. Początkowo zamieszkana przez ludność ruską, pod koniec XIV wieku stała się swoistą kolonią mazowiecką, zasiedlaną systematycznie przez osadników z tej dzielnicy. Było to możliwe po przejęciu jej części przez Siemowita III i jego następców. Władcy Mazowsza rządzili tą ziemią do śmierci ostatniego z nich w roku 1462. Od tej chwili w ramach województwa bełskiego ziemie położone wokół Horyńca pozostały we władaniu Rzeczpospolitej aż do jej I rozbioru. Po rozbiorach interesujący nas obszar znalazł się pod panowaniem austriackim.

Słowa zawartej w tytule suplikacji hymnu „Święty Boże” od wieków towarzyszą wiernym w czasie pogrzebów, mszy zadusznych i w chwilach klęsk żywiołowych. Ludzie doświadczani przez powodzie, pożary, susze, ciągłe najazdy i wojny szukali pomocy w bożej opatrzności, wierząc, że ta ochroni ich życie i mienie, pokrzepi i wspomoże. Jak wiadomo, wiara góry przenosi, ale nie zawsze pomaga. Często dużo ważniejsza była informacja o tym, skąd przychodzi zagrożenie i jak próbować się przed nim uchronić. Badania nad tzw. klęskami elementarnymi rozwinęły się na przełomie XIX i XX wieku. Prowadzili je naukowcy lwowscy Franciszek Bujak i jego uczeń Antoni Walawender. Ten ostatni wydał w 1932 roku pracę „Kronika klęsk elementarnych w Polsce i krajach sąsiednich w latach 1450 – 1586”. Do 1939 roku kolejne publikacje traktujące o klęskach elementarnych wydali: Stanisława Namaczyńska, („Kronika klęsk elementarnych w Polsce i krajach sąsiednich w latach 1648 – 1696”) i Jan Szewczuk („Kronika klęsk elementarnych w Galicji w latach 1772-1848”). Wiele ciekawych informacji znajduje się także w pracach Maurycego Horna. Dodatkowo szeroką gamę klęsk dotykających ludność Galicji publikowała XIX – wieczna prasa. W tym krótkim szkicu obejmującym okres od powstania województwa bełskiego do końca wieku XIX oparłem się na wyżej wymienionych wydawnictwach.

Zjawiska klimatyczne

Pierwsza wzmianka o klęsce żywiołowej, która dotknęła ziemie Rusi Czerwonej, dotyczy roku 1462. Po ulewnych deszczach ziemię przeworską, przemyską i bełską objęła gwałtowna powódź, w której poginęli ludzie i zwierzęta. Pięć lat później kronikarze informowali o pojawieniu się na niebie dwóch komet, długotrwałych deszczach a następnie pladze myszy, prowadzącej do wielkiego głodu. W 1483 roku po długiej zimie nastąpiła gwałtowna powódź szczególnie dotkliwa w ziemi przemyskiej. Kolejne lata to okres posuchy przeplatany powodziami i surowymi zimami. Szczególnie trudny pod względem różnego rodzaju klęsk żywiołowych okazał się rok 1648. Wojna i poprzedzająca ją szarańcza zniszczyły zbiory i doprowadziły do głodu. Rok 1651 rozpoczął się od srogiej zimy trwającej do początków maja; kronikarze wspominają o pladze wilków, które głodne atakowały wsie, a nawet miasta. Pod rokiem 1683 kroniki podają wiadomość o podwójnym tego roku zbiorze owoców i jagód, a 7 lat później nad południowo-wschodnimi obszarami kraju pojawia się szarańcza w ogromnej ilości. W roku 1772 w całym województwie bełskim były wielkie upały i nad całym regionem przechodziły gwałtowne burze. W 1794 roku w wielu miejscach Galicji w dniach 8 – 15 grudnia odczuwane były wstrząsy. W 1844 roku od 8 czerwca do końca września nie padał deszcz, susza zniszczyła zbiory. Rok później w wyniku powodzi pozalewane zostały uprawy, zniszczone mosty i groble. Szczególnie ciężki dla mieszkańców okazał się rok 1846. Z powodu nieurodzaju ziemniaków panował głód, brakowało także chleba. Ludność żywiła się pokrzywą i łobodą, wsie wyludniały się, ponieważ mieszkańcy emigrowali w bardziej zasobne rejony, część najsłabszych po prostu wymarła. Jedną z wielu plag klimatycznych nawiedzających cyrkuł żółkiewski były burze i towarzyszące im opady gradu. W latach 1821 – 1860 pustoszyły one wielokrotnie miejscowości obecnej gminy Horyniec – Zdrój, wyrządzając przy tym spore szkody. Na przestrzeni wspomnianych lat najwięcej burz gradowych przeszło przez Werchratę (11), wyrządzając szkody na kwotę 49 820 złotych. Za to w położonym tuż obok Prusiu nie było ani jednego tego rodzaju zjawiska.  8 razy prądy gradowe przechodziły przez Brusno Stare i Nowe czyniąc szkody na łączną kwotę 15 302 złotych. Pięć razy grad nawiedził Horyniec i Dziewięcierz, 3 razy  Radruż i raz Podemszczyznę. 30 maja 1865 roku w wyniku burzy i uderzenia pioruna spalił się młyn w Wólce Horynieckiej. Zginął zarządca obiektu i spłonęły wszystkie zabudowania z zapasami zboża. Straty wyniosły 1400 złotych. Dwa lata później potężna burza nawiedziła okolice Werchraty i Prusia, gdzie doszczętnie zniszczyła zasiewy i drzewa owocowe. W 1891 roku Horyniec nawiedziła gwałtowna powódź. W wyniku obfitych opadów deszczu potok Glinianiec wystąpił z brzegów, podnosząc się do poziomu 5 metrów. Woda zniszczyła wiele domów, zerwała wszystkie mosty i część dróg. Na gminne pastwisko woda naniosła muł na wysokość 1 metra, a za klasztorem oo. franciszkanów zerwała groblę i wydrążyła wąwóz głęboki na 3, a szeroki na 8 metrów. Straty były ogromne.

Gazeta Lwowska 1891.jpg
Fragment Gazety Lwowskiej z 1891r.

Zarazy, pomory

Początek wieku XV obfitował w różnego rodzaju „morowe powietrze”. Informacje o zarazach na terenie całego kraju podają ówczesne kroniki. Jak pisali kronikarze, choroby przychodziły do Polski głównie od zachodu i północy. W 1467 roku zaraza szczególnie mocno rozprzestrzeniła się na Mazowsze i Rusi, co doprowadziło do wyludnienia wielu wsi. W 1495 roku na terenie Małopolski i Rusi pojawia się choroba „francuska” prawdopodobnie weneryczna. Rzekomo przywiozła ją do Krakowa jakaś kobieta, wracająca z pielgrzymki do Rzymu. Przez cały wiek XVI na Rusi odnotowano zarazy i „morowe powietrza” wielokrotnie. W większości obejmowały duże skupiska ludzkie, głównie miasta, gdzie dochodziło do znacznych strat. Od początku wieku XVII w ziemi bełskiej różnego rodzaju zarazy odnotowano aż 7 razy (1601, 1621, 1623, 1624, 1630, 1635, 1641). Szczególnie dotkliwa okazała się epidemia z 1630 roku, która wybuchła tuż po najeździe tatarskim. Apogeum nieszczęść, jakie spadły na ziemie wschodnie Rzeczpospolitej przyniósł rok 1648. Pojawienie się szarańczy, najazd kozacko – tatarski i głód doprowadziły do zupełnego wyludnienia wielu miejscowości ziemi bełskiej. We Lwowie oblężonym przez wojska Chmielnickiego wybuchła epidemia czerwonki, a następnie rozprzestrzeniła się także na województwo bełskie. Trzy lata później wśród zgromadzonych pod Sokalem wojsk koronnych wybucha zaraza, która następnie rozszerzyła się na okoliczne tereny. Pojawianie się różnego rodzaju chorób zakaźnych wiązało się zawsze z przemarszami wojsk i obleganiem twierdz. Zamknięci w długim oblężeniu, często głodni ludzie byli znakomitą pożywką dla każdej choroby. Zarazy pojawiły się w województwie bełskim w czasie potopu szwedzkiego, najazdu wojsk Rakoczego i wojny północnej. W czasie zaborów epidemie związane były głównie z głodem, jaki często pojawiał się wśród galicyjskich chłopów. W 1804 roku w całym cyrkule żółkiewskim odnotowano liczne przypadki wścieklizny (Dziewięcierz) i dziwnej choroby bydła. Dwa lata później w cyrkule wybuchła kolejna zaraza, prawdopodobnie febra. W 1820 roku w całym obszarze żółkiewskim bardzo wiele ofiar wśród dzieci pochłonął krztusiec. Przez cały rok 1831 w cyrkule żółkiewskim panowały kolejno: cholera, ospa, febra nerwowa. Pojawił się także i trwał aż do roku 1835 księgususz (choroba zakaźna bydła). Przeglądając gazety z początku XIX wieku, można stwierdzić, że choroby i pomory nie dotykały szczególnie okolic Horyńca. W wykazach chorób panujących na obszarze Galicji, miejscowości obecnej gminy Horyniec – Zdrój pojawiają się sporadycznie.

Najazdy i bunty chłopskie

Informacje o najazdach na ziemie Rusi Czerwonej pojawiają się w źródłach już w XIV wieku. W następnym wieku tereny te niszczą na przemian: Tatarzy, Turcy i Wołosi. Czasami – tak jak w roku 1498 –  jest to jeden wielki najazd, czasem mniejsze dwa, a nawet trzy w roku. W 1500 roku Tatarzy pustoszą całą ziemię bełską. Najazd musiał być dotkliwy skoro król Aleksander zwolnił nielicznych mieszczan potylickich z podatków na 6 lat, a z ceł na 2 lata. Zniszczone zostały także wsie w pobliżu miasta. Dwa lata później na ziemie bełskie Tatarzy najechali dwukrotnie – w czerwcu i wrześniu. Kolejne najazdy miały miejsce w latach 1505, 1512, 1516, 1517, 1519, 1526, 1527, 1575. W 1626 roku 20 tysięczna wataha chana krymskiego Mahmeda III spustoszyła ziemię halicką, lwowską i bełską. Przez ponad 10 dni Tatarzy palili i plądrowali wsie starostwa lubaczowskiego. Mocno ucierpiały Werchrata, Prusie, Dziewięcierz. Dopiero w maju podskarbi koronny Ligenza wysłał lustratorów do oszacowania strat. Trzy lata później Tatarzy doszczętnie zniszczyli Potylicz oraz wsie Brusno i Radruż. W ciągu tygodnia spalili wszystkie wsie wokół miasta – także te zniszczone w 1626 roku. Na podstawie rejestru poborowego województwa bełskiego z 1630 roku i juramentów (zeznań składanych pod przysięgą) z lat 1629 – 1635 Tatarzy dokonali następujących zniszczeń: w Bruśnie zniszczyli 31 budynków, w Radrużu 10 i Żukowie 72. W 1672 roku ówczesny hetman Jan Sobieski rozgromił w pobliżu Horyńca jeden z czambułów tatarskich i odbił spory jasyr. Działania te są dość szeroko opisane w literaturze przedmiotu, więc nie ma potrzeby ich kolejnego przedstawiania.

Oprócz najazdów i przemarszów wojsk wielokrotnie dochodziło do rozruchów i buntów chłopskich na terenie starostwa lubaczowskiego. Bardzo długo walkę o swoje prawa prowadzili chłopi z Werchraty. Już w 1602 roku wnieśli oni skargę na starostę lubaczowskiego o najazd jego sług i zagrabienie mienia. Kilka lat później w 1617 roku spory gromady werchrackiej z okoliczną szlachtą zakończyły się zabójstwem szlachcica Kąckiego. Sąd wydał w tej sprawie surowy wyrok, skazując trzech najbardziej aktywnych chłopów Stacha, Waśka i Mazura na śmierć. Dwóm pozostałym prowodyrom buntu karę śmierci odroczono, a pozostałych skazano na zapłatę 30 grzywien. Kara nie zmieniła niestety postępowania chłopów, którzy trzy lata później napadli na dwór Wojciecha Janiewskiego w sąsiednich Siedliskach i zniszczyli zasiewy. W 1630 roku członkowie gromady zmusili wybrańców werchrackich do płacenia podymnego w tej samej kwocie co inni. W 1637 roku starościńscy hajducy urządzili na mieszkańców zasadzkę (zginęło 7 chłopów) i ukradli 14 koni. W odwecie dwa lata później członkowie gromady werchrackiej uzbrojeni w rusznice, kosy, siekiery i kije, napadli na hajduków z Brusna i zrabowali im 200 kop żyta ozimego i dwa brogi siana. Inną formą buntu chłopskiego był strajk. W 1605 roku włościanie ze Smolina nie wyszli do prac polowych, sprzeciwiając się przyłączeniu do folwarku przez starostę Jana Płazę ich łąk i pól oraz zmuszaniu ich do sześciodniowej pańszczyzny. Sprawę rozstrzygał sąd referendarski w Warszawie, a król Zygmunt III Waza nakazał przeprowadzanie ponownych pomiarów lustracyjnych. Walkę ze starostą i okoliczną szlachtą prowadzili też chłopi z Brusna, Żukowa, Dziewięcierza, Prusia i Radruża. Ci ostatni w 1602 roku pod wodzą Hawryły Biełanowicza i Stanisława Hermanowicza najechali na majątek właściciela Horyńca Stanisława Lutosławskiego, zranili dwóch szlachciców Marcina Bieleckiego i Piotra Lipskiego, a wójta Wasyla „męczyli na drabinie i obdartego z ubrania zawlekli do domu ledwo żywego”. Zrabowali mu 2 krowy, 2 woły, 83 gęsi, 23 kaczki i 4 wieprze.

Slowo Polskie 1904.jpg
Fragment Słowa Polskiego z 1904 r.

Ogółem wystąpienia chłopskie na terenie starostwa lubaczowskiego objęły w I połowie XVII wieku łącznie 14 wsi. Szczególnie zaciętą walkę ze starostami prowadzili chłopi z Baszni. Konflikt rozpoczął się od objęcia funkcji starosty przez Jana Płazę i trwał aż do roku 1637. Wszystkie te spory nie zakończyły się jednak tak tragicznie, jak sprawa buntu w sąsiadującym ze starostwem lubaczowskim Hrebennem. Za zabójstwo szlachcica Aleksandra Białyńskiego i jego trzech sług król Zygmunt III w 1622 roku wydał nakaz stracenia winnych zbrodni, a pozostałych mieszkańców skazał na więzienie i całkowite zniszczenie wsi. Dopiero interwencja ówczesnego właściciela Tomasza Zamoyskiego doprowadziła do złagodzenia kary.  Wielki bunt chłopski wybuch w czasie powstania Chmielnickiego. Tuż po rozejściu się pogłosek o klęsce wojsk koronnych pod Piławcami chłopi zaczęli atakować dwory szlacheckie i odmawiać powinności. Wrzenie rozpoczęło się także w osadach starostwa lubaczowskiego. Szczególnie aktywnie przeciw szlachcie i ludności żydowskiej występowali chłopi z Werchraty, Brusna i Prusia. Pierwsi i drudzy wzięli nawet udział w zdobyciu i spaleniu Lipska i Narola.  Chłopi z Hrebennego ruszyli na Rawę Ruską i zniszczyli kościół, ograbiając go z przedmiotów liturgicznych. Przestraszeni mieszczanie rawscy wraz z dobytkiem uciekli w okolice Werchraty, gdzie początkowo przyjęci przyjaźnie, w nocy zostali napadnięci i ograbieni przez werchrackich chłopów. Ci sami chłopi wraz z sąsiadami z Prusia napadli na dwór Stanisława Rościszowskiego i zrabowali mu 150 koni.  Ale nie tylko chłopi trudnili się rabunkiem. Trzeba wspomnieć o rabunkach, a nawet zabójstwach dokonywanych na ludności przez wojska koronne, które pobierały wygórowaną hibernię (obowiązek zapewniania wojsku wyżywienia i zakwaterowania przez wsie królewskie w okresie zimowym) i zabierały żywy inwentarz. Szczególnie dotkliwe dla mieszkańców było to w czasie potopu szwedzkiego i wojny północnej.

Kończąc, chciałbym nadmienić, że jest to tylko częściowa analiza ogromnej ilości źródeł, dotyczących tego niezwykle ciekawego zagadnienia. Wiele ważnych i wartościowych informacji zawierają jeszcze: księgi grodzkie, bełskie i lwowskie, wspomnienia, lustracje i inwentarze poborowe. Warto zatem w przyszłości przeprowadzić bardziej szczegółową kwerendę, szczególnie źródeł pozostających w zasobach bibliotek i archiwów ukraińskich.

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie i udostępnianie publiczne bez pisemnej zgody autora tekstu, wydawcy Gazety Horynieckiej (SPZH) oraz autora niniejszej strony internetowej jest działaniem nielegalnym.