Mariusz Lewko 

Horyniec – Zdrój na łamach prasy powojennej w latach 1949 – 1990

Gazeta Horyniecka nr 53, 54 i 55 / opublikowane za zgodą autora i wydawcy. Kopiowanie i publikowanie całości lub fragmentów poniższego tekstu bez zezwolenia jest zabronione.

Część I: 1949 – 1959

Na łamach „Gazety Horynieckiej” pojawiały się już informacje dotyczące Horyńca – Zdroju oparte na publikacjach gazetowych. Najczęściej były to wzmianki pochodzące z XIX, względnie początku XX wieku. Dotychczas nikt z osób piszących nie próbował prześledzić materiałów opublikowanych w gazetach regionalnych wychodzących po II wojnie światowej. Trudno się dziwić, bo ilość wzmianek dotyczących gminy Horyniec w prasie okresu komunistycznego jest naprawdę spora. Próba, którą podejmuje autor tego artykułu jest zatem pierwszą tego typu analizą. Nie sposób prześledzić wszystkiego, zatem już na wstępie zwracam się z prośbą do czytelników o zgłaszanie napotkanych przez nich, a nie ujętych w tym szkicu informacji prasowych dotyczących Horyńca – Zdroju i innych miejscowości gminnych. W części pierwszej skupię się na wzmiankach pochodzących z czasopisma „Nowiny Rzeszowskie” z lat 1949 – 1959. 

„Nowiny Rzeszowskie” ukazały się pierwszy raz 15 września 1949 roku jako organ prasowy Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Rzeszowie. Pod tym tytułem gazeta funkcjonowała do 28 stycznia 1990 roku. Dziennik ukazywał się od poniedziałku do piątku i był jedną z najbardziej poczytnych gazet ówczesnego województwa rzeszowskiego. Z racji tego, że pismo było organem partyjnym nasycone jest ogromną ilością propagandy ideologicznej, co może utrudnić obiektywne spojrzenie na ówczesną rzeczywistość. Jednak, pomimo tej wady, jest znakomitym źródłem do badania historii Horyńca i okolic okresu PRL. 

Pierwsza wzmianka o Horyńcu na łamach „Nowin Rzeszowskich” pochodzi z 7 października 1949 roku. Jest to ogłoszenie o przetargu na wykonanie remontu budynku mieszkalnego w majątku Horyniec. Dwa dni później w numerze 25. Pojawiła się informacja o pracach pomiarowych spółdzielni „Pion”, mającej wytypować grunty pod zasiedlenie dla osadników i PGR–ów. Natomiast w numerze 33. z 17 października autor krótkiej notatki Nie zabraknie szkół dla młodzieży wiejskiej chwali gminę Horyniec za niezwykłe zaangażowanie w odbudowę zniszczonych placówek oświatowych. Wspomina także o planach budowy szkoły w Bruśnie Nowym; przewidziano to na rok 1950. Kolejna wzmianka o Horyńcu pojawia się w numerze 192. „Nowin Rzeszowskich” z 14 lipca 1950 roku. Z okazji 6. rocznicy powstania PKWN, oddział rzeszowski Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych zakupił i przekazał Wojewódzkiej Radzie Narodowej w Rzeszowie 19 motopomp dla straży pożarnych. Wśród obdarowanych znalazła się także jednostka z Horyńca – Zdroju. W listopadzie tego samego roku gazeta w numerze 308. z 8 listopada donosiła o niezwykłym zaangażowaniu gromady Prusie (w gminie Horyniec) w obchody 33. rocznicy Rewolucji Październikowej. 

Pierwsza wzmianka z 1951 roku, dotycząca Horyńca, pojawia się w numerze 119. z 1 maja. Redaktor J. Nowakowski na stronie 9. scharakteryzował załogę PGR – Horyniec. Według autora artykułu piękna i zadbana siedziba zakładu kontrastuje z „ze sterczącymi muzami zamku byłego obszarnika Karłowskiego będących śladem niepowrotnego ucisku i zacofania”. Wśród przodujących pracowników wymienia 7 traktorzystów, którzy wyrobili od 130 do 150% normy. W myśl ówczesnej propagandy pisze „traktorzyści zespołu Horyniec – Zdrój opaleni wiatrem i słońcem walczą nieustannie o chleb i pokój”. Obok odznaczonego przez Ministra Rolnictwa traktorzysty – awansowanego na mechanika objazdowego – wymienia także przodujących pracowników, w tym fornala, brygadiera, brygadzistkę i kierownika gospodarstwa.

W numerze 188. z 10 lipca 1951 znalazła się informacja o tym, że robotnicy rolni z PGR Horyniec zobowiązali się do uczczenia obchodów 22 lipca poprzez zwiększenie dniówki o pół godziny dziennie, co miało dać 215 dniówek więcej. Ponad miesiąc później (28 sierpnia 1951) gazeta opisała prace brygady żniwnej na Hałaniach (dawny przysiółek Radruża, dziś część Horyńca – Zdroju). Młodzież do pomocy przy żniwach przyjechała aż z Łańcuta i Przeworska, powitana przez ówczesnego agronoma i dyrektora PGR- u Horyniec – Zdrój. 6 września (nr 238.) gazeta przytoczyła fragment listu do redakcji. Nieznany autor skarży się na ekspedientkę w sklepie spółdzielni „SCH w Horyńcu – Zdroju”. Według niego obsługuje ona w pierwszej kolejności swoich krewnych i znajomych, a robotnikom PKP pracującym przy budowie torów każe czekać lub informuje o braku towaru. Czytelnik domaga się natychmiastowej reakcji PZGS w Lubaczowie. W październiku w numerze 267. w gazecie została umieszczona wzmianka o wzorowym wykonaniu planu skupu zbóż za wrzesień i powstaniu stałego kina w Horyńcu – Zdroju (wyświetlano w nim jedynie filmy radzieckie „Bogaty plon” i „Miasto młodzieży”). Kilka tygodni później Nowiny z 29 listopada 1951 (nr 310.) opisały sprawę konfliktu jaki miał miejsce w miejscowości Krzywe. Mieszkańcy wsi na zebraniu wiejskim wybrali na sołtysa młodą kobietę, która zastąpiła na tym stanowisku jednego ze starszych gospodarzy. Nowa sołtys oskarżyła swojego poprzednika i jego znajomych o ukrywanie części posiadanej ziemi i w ten sposób zmniejszanie obowiązkowych dostaw. Interweniowała w tej sprawie w Gromadzkiej Radzie Narodowej w Horyńcu, która po kontroli przyznała jej rację. Jak donosi gazeta młoda sołtys za pracę i wykrycie nieprawidłowości została nagrodzona przez prezydenta Bolesława Bieruta Srebrnym Krzyżem Zasługi. 

W maju 1953 roku (nr 119.) redaktor gazety ubolewa nad marnotrawstwem pracowników w państwowych gospodarstwach rolnych. Podaje przykład PGR Podemszczyzna, gdzie wybudowano oborę z gwarancją na kilka lat, w której już po roku zawalił się dach. W kolejnym numerze z 20 maja znalazł się artykuł pod wymownym tytułem Więcej energii w zwalczaniu marnotrawstwa i kumoterstwa – towarzysze z zespołu PGR Horyniec. Autor tekstu opisuje dyskusję na zebraniu sprawozdawczo – wyborczym Komitetu Zespołowego PZPR Horyniec pomiędzy traktorzystami, a pracownikami warsztatów PGR Horyniec. Obydwie strony oskarżały się o nienależyta dbałość o sprzęt. Pracownik warsztatów oskarżał dwóch traktorzystów o celowe niszczenie traktorów. Wywołani oskarżali pracowników warsztatów o zaniedbania w obsłudze. W burzliwej dyskusji pojawiły się także inne zarzuty. Oskarżano sekretarza gminnego PZPR i jednego z traktorzystów o pijaństwo, pojawiły się także zarzuty o marnotrawstwo, kradzieże i wyłudzenia. Nowo wybrany komitet zakładowy zwrócił się do Komitetu Powiatowego o pomoc w walce z tymi „pasożytniczymi” działaniami. 

W kolejnym numerze „Nowin Rzeszowskich” z 15 czerwca 1953 roku brygady kośne z PGR Horyniec zgłosiły chęć wykoszenia całego obszaru żniwnego tylko w 4 dni, natomiast w dodatku sportowym do gazety znalazła się informacja o uruchomieniu z dniem 15 czerwca kąpieliska ludowego w Horyńcu. Za kąpiel borowinową trzeba było zapłacić 20 zł, a za siarczaną 10 złotych. W numerze 146. z 19 czerwca 1953 roku znalazła się informacja o przygotowaniach brygad PGR Horyniec do akcji żniwnej i gratulacje dla trzech horynieckich robotników za otrzymanie odznak przodownika pracy. 14 lipca (nr 167.) 1953 przyniósł wiadomość o podjęciu niezwykłych wyzwań przez załogę PGR Horyniec z okazji Święta Odrodzenia. Do najciekawszych i chyba dość trudnych do zrealizowania należały: przyrzeczenie zdobycia miejsca pierwszej stertowej i budowę przez kierownika gospodarstwa Horyniec przewoźnego kurnika dla 700 kur. Kurnik przewożony z pola na pole miał zapewnić pokruszone zboże wspomnianym kurom – jeżeli to się udało to szacunek dla konstruktora. Trzy dni później 17 lipca redakcja gazety złożyła gratulacje chłopom z Polanki Horynieckiej, Brusna Nowego i Radruża za wzorowa akcje żniwną. Podziękowania otrzymali także pracownicy warsztatów i kierownik warsztatów PGR Horyniec. 

Gmina Horyniec nie uniknęła także klasycznej plagi PRL-u czyli stonki ziemniaczanej. W numerze 181. gazety z 31 lipca 1953 roku znalazł się artykuł o dość wymownym tytule Walka ze stonką ziemniaczaną obowiązkiem każdego chłopa. Autor Stanisław Świerad napisał w nim o – jego zdaniem – karygodnych zaniedbaniach pracowników PGR Horyniec w zwalczaniu tego szkodnika upraw. Jak odnotował, pracownicy zamiast zwalczać stonkę, zastanawiali się w jaki sposób przybyła ona do Horyńca, a środki do jej zwalczania należycie niezabezpieczone przed deszczem doprowadzili do całkowitego zniszczenia. Ubolewał nad tym, że w walce Horyńca ze stonką jest już 1:0 dla tego niewielkiego owada. W jednym z grudniowych numerów gazety (7 grudnia 1953) korespondent Stanisław Otowski opisuje sytuację jaka wydarzyła się 30 października na stacji kolejowej w Horyńcu. Podróżni, oczekujący tam na pociąg o godzinie 15.06, chcieli kupić bilety w kasie, ale, z racji bardzo ożywionej dyskusji między dyżurnym ruchu a innymi pracownikami stacji, nie mogli tego zrobić. Gdy kasa biletowa został otworzona dyżurny sprzedał jedynie 6 biletów, następnie zaś zamknął okienko. Podróżni rzucili się w stronę nadjeżdżającego pociągu, żeby kupić bilety od konduktora. Jak się jednak okazało konduktor odmówił sprzedaży twierdząc, że to nie należy do jego obowiązków i zaznaczył, że będzie wyrzucał z pociągu wszystkich, którzy biletu nie posiadają. Po odjeździe składu zaczął od podróżnych pobierać podwójną opłatę, twierdząc, że wypełnia tylko swój obywatelski obowiązek. Jak widać na kolejach zawsze było „wesoło”, ale czasami bardziej. 

Kolejne wzmianki dotyczące Horyńca pochodzą z 1954 roku. 3 marca w numerze 52. gazety opisana jest dyskusja członków organizacji partyjnych z powiatu lubaczowskiego. Jednym z punktów tej narady była sytuacja w Horyńcu. Towarzysz – przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej w Horyńcu narzekał na brak instruktorów rolniczych zaś inny towarzysz z horynieckiego zakładu informował o wzroście produkcji mleka w PGR Horyniec – o 126%. Co ciekawe, w tym samym numerze na stronie 4. redakcja napisała o niskiej wydajności zakładu w Horyńcu, co miało być spowodowane niewystarczającym nadzorem nad nim ze strony dyrektora. Dodatkowo władze PGR oskarżano o brak troski i opieki nad traktorzystami, mieszkającymi w nieopalanych budynkach, chociaż lepsze obiekty zamieszkują ludzie nie związani z pegeerem. Kolejna informacja pochodzi z numeru 63 (16 marca). Korespondent gazety napisał, że w gromadzie Puchacze od jesieni stoją bezpańskie – siewnik i pług. Dziwił się także, iż w obliczu nadchodzącej akcji żniwnej nikt się tym sprzętem nie interesuje. W numerze 150. z 27 czerwca Nowiny na stronie 3. informują o utworzeniu przedszkola przy PGR Horyniec. Dwa dni później w numerze 152. redakcja obawiała się o stan przygotowań do żniw w horynieckim zakładzie. Pracownicy pegeeru narzekają na brak płacht żniwnych, worków i kos, nie przeszkolono w nim także młodych robotników do pracy przy układaniu stert. Kilka dni później obawy dziennikarzy się potwierdziły. 3 lipca w nr 156. pojawił się dramatyczny apel do załogi o pilne remonty ciągników, z których na ogólną liczbę 64 tylko 43 są sprawne. Brakowało akumulatorów, lamp i instalacji elektrycznych. Kilkanaście dni później 27 lipca gazeta informowała o utworzeniu przedszkola sezonowego dla dzieci pracowników PGR-u. Do przeszkolą uczęszczało 15 maluchów. 29 września stronę 4. numeru 230. poświęcono pracy pionierów. W artykule Polska młodzież dotrzymuje przyrzeczeniaautorstwa Heleny Naróg opisany został dzień z życia młodych pionierów, którzy przyjechali do pracy w pegeerach gminy Horyniec. Dziwnym trafem była to niedziela. Autorka w typowy dla tego okresu sposób opisuje radosną pracę młodzieży oraz wieczorne spędzanie czasu. Na początku października Nowiny w numerze 238. (8 października) opisywały wizytę delegacji sportowej ZS „Stal” WSK Rzeszów u pionierów pracujących w PGR Werchrata. Goście zaprezentowali pokazy gimnastyczne i kilka walk bokserskich oraz przekazali sprzęt sportowy dla gospodarzy: komplet strojów siatkarskich, dwie piłki i dwie pary rękawic bokserskich. Prezenty przekazane zostały na ręce Przewodniczącego Koła ZMP w PGR Werchrata. 13 października na łamach gazety zagościła ponownie Werchrata. Tym razem była to sprawa dość przykra. Redakcja gazety wzywała Prokuraturę w Lubaczowie do zajęcia się sprawą budowy domu i baraku w pegeerze. Dziennikarz zastanawiał się, dlaczego ciągle przesuwane są terminy oddania budynku do użytkowania i gdzie podziały się materiały potrzebne do budowy. W numerze 255. z 28 października znalazły się informacje o życiu kulturalnym Horyńca – Zdroju. Korespondent gazety Jerzy Zachara martwi się o dalszą działalnością świetlicy w Horyńcu. Dotąd, dzięki zaangażowaniu jednego z pracowników, młodzież mogła grać w szachy oraz czytać książki i gazety. Niestety pracownik ten został powołany do wojska i świetlica została zamknięta. 

Rok 1955 przyniósł wiele ciekawych informacji prasowych związanych z gminą Horyniec. W numerze 8. z 7 stycznia znalazł się duży artykuł poświęcony PGR Horyniec. Franciszek Pipała w tekście Plan produkcji zwierzęcej a rzeczywistość w Zespole PGR Horyniec szczegółowo analizuje problemy planowania, a raczej jego braku w rozwoju hodowli zwierzęcej. Pierwsza sprawą poruszoną w materiale były opóźnienia w budowie chlewni i obór w: Podemszczyźnie, Niwkach, Dziewięcierzu i Horyńcu. Dużym problemem było także dostarczenie wody dla zwierząt. W Podemszczyźnie wodę donoszono ze strumyka odległego o 800 metrów, ponieważ w studni jej nie było. Redakcja gazety o spowodowanie braku wody w studni oskarżała prywatną firmę, która ją budowała. Chytry plan budujących studnię miał polegać na tym, że po ukończeniu obiektu pracownicy rzekomo przywieźli kilka beczek wody i wlali ja do środka, a następnie odbył się odbiór i wypłata – 5 tys. złotych. Kolejnym problemem pracowników było gromadzenie paszy dla zwierząt. Jak tłumaczyli dziennikarzowi – ziemniaki i buraki wymokły a resztę zniszczyły dziki, więc nie ma czym karmić zwierząt. W numerze z 11 stycznia znajduje się informacja o dość lekkim traktowaniu młodej kadry przychodzącej do pracy w pegeerze. Gazeta przytacza przykład młodszej agronomki w zespole Horyniec, która po przybyciu do pegeeru pozostawała bez pracy i mieszkania. Dzień później gazeta poinformowała czytelników o utworzeniu kiosku na stacji kolejowej w Horyńcu – Zdroju. W numerze 41. z 17 lutego został opublikowany list pioniera z Werchraty, który bezskutecznie starał się uzyskać pożyczkę na zakup krowy. Wspomniany pionier prosił redakcję o pomoc i zauważył, że zrobił już wszystko, aby ją dostać – nawet się ożenił. 22 lutego gazeta zastanawia się, dlaczego w horynieckim pegeerze nie można otworzyć ośrodka zdrowia, a 23 lutego ubolewała nad stanem maszyn zespołu Horyniec, które przez całą zimę stoją pod gołym niebem i rdzewieją. Głównym winowajca tego maszynowego kataklizmu miał być kierownik warsztatów. 8 kwietnia na łamach pisma pojawiła się informacja o zorganizowaniu w PGR Horyniec Pierwszej Konferencji Partyjno – Ekonomicznej PGR. Jej głównym celem było wypracowanie metod obniżki kosztów własnej produkcji. Konferencja, która miała być konstruktywnym dążeniem do sukcesu partii i narodu, okazała się dość pospolitą pyskówką, podczas której udzielali się głównie pracownicy zakładów w Horyńcu i Werchracie. 16 czerwca gazeta podzieliła się z czytelnikami radosną nowiną – w PGR Horyniec zawarte zostało już drugie małżeństwo pionierów. Zarząd zakładu przydzielił nowożeńcom mieszkanie i 2 prosięta na rozpoczęcie hodowli. 19 lipca na łamach gazety pojawiło się wezwanie do współzawodnictwa w celu uczczenia święta odrodzenia. Pracownicy chlewni w Radrużu zobowiązali się do wyhodowania 529 sztuk prosiąt w dwa miesiące. Czy swoje zobowiązanie spełnili? Gazeta niestety już nie informowała.

Szerszy artykuł na temat Horyńca pojawił się na łamach „Nowin Rzeszowskich” 19 października 1956 roku. Jarosław Lechicki w tekście Realne możliwości Horyńca – Zdroju próbował przybliżyć czytelnikom uroki i troski Horyńca. Przewodnikiem dziennikarza był jeden z najstarszych wówczas mieszkańców. Poprowadził on autora szlakiem ówczesnych „atrakcji” Horyńca. Wspólnie obejrzeli źródło wypływu wody siarkowej i borowiny, zarośnięty park zdrojowy i siedzibę Gromadzkiej Rady Narodowej. Autor artykułu, zadziwiony brakiem inwestycji i prymitywizmem działania ówczesnych łazienek zdrojowych (w 1956 roku kąpieli zażyło około 4 tysiące kuracjuszy ), apelował do władz wojewódzkich o jak najszybsze inwestycje w infrastrukturę uzdrowiskową i hotelową. 

W numerze 10. z 13 stycznia 1957 roku gazeta odnotowała przypadek pirackiej jazdy spychaczem po ulicach Horyńca. 7 stycznia dwudziestoletni kierowca spychacza po wypiciu sporej ilości trunku rozpoczął szaleńcza jazdę swoim pojazdem. Jej wynikiem było przewrócenie kilku słupów i zerwanie trakcji elektrycznej oraz uszkodzony budynek, na którym zatrzymał się spychacz właściciela. W numerze 149. z 24 czerwca pojawiła się informacja o utworzeniu w Horyńcu ósmej w województwie rzeszowskim spółdzielni zdrowia. Miałą się ona zajmować budową i rozwojem uzdrowiska. Spółdzielnia otrzymała wsparcie z Warszawy w wysokości 250 tysięcy złotych i zapewnienie o pomocy ze strony wszystkich Gminnych Spółdzielni w Polsce. W numerze 191. z sierpnia rozwijano nadal wątek odbudowy uzdrowiska. Horyniec miał stać się pierwszym chłopskim uzdrowiskiem w Polsce. Na odbudowę łazienek i pijalni wód udało się bowiem zgromadzić ponad 6 milionów złotych. Gazeta informowała także o planach budowy Domu Zdrojowego. Tymczasem w numerze 198. nowo powstały Związek Zawodowy Pracowników Leśnictwa zaapelował do swoich członków o wpłaty na wybudowanie w Horyńcu „Domu Leśnika”. Inicjatywa ta pozostała chyba jednak w tylko w sferze marzeń związkowców. W numerze 207. gazeta informowała o powstaniu w Horyńcu Społecznego Komitetu Budowy Spółdzielczego Uzdrowiska Horyniec. Niestety w artykule nie odnotowano nic o składzie komitetu, pojawiła się tylko informacja o pierwszej wpłacie w kwocie 40 tys. złotych. Szerzej o planach odbudowy uzdrowiska pisał na łamach gazety J. Nowakowski 5 września w numerze 212. Artykuł o wdzięcznym tytule „Horyniec powraca na szlak” ilustrowany był zdjęciami wykonywanych zabiegów i panoramą miejscowości. Dziennikarz opisywał pierwsze powojenne lata Horyńca. Wspominał przedwojennego pracownika uzdrowiska, który po wojnie zgromadził ocalałe sprzęty uzdrowiskowe, by w dawnej dyżurce uruchomić je na nowo. Dalej pisze o grupie entuzjastów, którzy pod wodzą przewodniczącego Gromadzkiej Rady Narodowej w Horyńcu próbowali szukać sposobów na odbudowę uzdrowiska. Wśród najbardziej aktywnych orędowników odbudowy wymienia 5 osób. Udało się im już pozyskać 24 ha od miejscowego PGR-u, chcą także przejąć na siedzibę spółdzielni budynek dawnego pałacu Ponińskich (wówczas siedzibę PGR-u) oraz aptekę i gabinet dentystyczny – też własność pegeeru. 

Kolejny artykuł traktujący o odbudowie uzdrowiska pojawia się w numerze 138. „Nowin Rzeszowskich” z 12 czerwca 1958 roku. Autorem tekstu jest Jarosław Lechicki. W materiale znajduje się informacja, że spółdzielnia zdrowia w Horyńcu założona w celu odbudowy zdroju posiada już na swoim koncie ponad milion złotych. Dzięki działalności członków spółdzielni w jednym z budynków dawnego uzdrowiska przeprowadzony został remont, zainstalowano wanny. Powstał również hotel i jadalnia. Dziennie z kąpieli mogło korzystać 70 osób.Spółdzielcy chcieli nadal przejąć pałac Ponińskich na pensjonat, kino, świetlicę i gabinety lekarskie ale dyrekcja pegeeru nie wyraziła na to zgody. Jednym z najważniejszych problemów dalszego rozwoju uzdrowiska był niestety narastający konflikt z dyrekcją PGR, która w centrum Horyńca wymyśliła budowę nowych obór.Także dokumentacja budowlana zdroju musiała być sporządzona od nowa, ponieważ poprzednia zaginęła w Ministerstwie Rolnictwa. Co ciekawe dzień później w numerze 139 można znaleźć ogłoszenie PGR w Horyńcu, w którym zakład oferuje miejsca dla kuracjuszy we własnym hotelu. W ogłoszeniu pojawia się też informacja, że hotel posiada nawet własną pościel. 

Na koniec pierwszej części artykułu warto streścić ogłoszenie umieszczone w 114. numerze „Nowin Rzeszowskich” z 12 maja 1959 roku. Okręg PTTK w Lublinie zapraszał wszystkich chętnych na „Wiosenny Rajd Pieszy po Roztoczu” w dniach 24 – 27 maja. Jedna z tras rajdu prowadziła z Lubaczowa przez Horyniec do Starej Huty, a druga z Horyńca przez Monastyr, Lipsko i Kościółek. Te i pozostałe trzy trasy zbiegały się w Skwarkach koło Suśca. Wpisowe wynosiło 40 złotych od dorosłych i 20 złotych od młodzieży.  

Część II: lata 1960 – 1969

Druga część gazetowej opowieści o życiu Horyńca – Zdroju i okolicznych miejscowości obejmuje lata 1960 – 1969. W tym okresie „Nowiny Rzeszowskie” koncentrowały się głównie na sprawach budowy uzdrowiska, które niestety rozwijało się dość flegmatycznie, podobnie jak baza noclegowa i gastronomiczna Horyńca. Gazety, które z natury karmią się głównie sensacją i dramatem – bo to po prostu lepiej się sprzedaje, w przypadku horynieckiej rzeczywistości lat sześćdziesiątych były często bezlitosne. Gdyby postawione wówczas diagnozy miały się sprawdzić to lecznictwo uzdrowiskowe w Horyńcu można by włożyć między bajki. Tak się na szczęście nie stało. 

Horyniec na początku lat sześćdziesiątych żył nadal sprawami swojego niewielkiego jeszcze zdroju. „Nowiny Rzeszowskie” z 3 marca 1960 roku (nr 53) na stronie 3 donosiły o rozpoczynającej się budowie pawilonu uzdrowiskowego, łazienek, domów wczasowych i basenu. Kwota dofinansowania tej inwestycji miała wynosić 40 milionów złotych. W numerze z 10 maja znalazła się dość istotna wiadomość związana z budową uzdrowiska dla rolników. Na stronie 6 redakcja informowała, że Wojewódzki Zarząd Architektury Budowlanej w Rzeszowie opracowuje plan zagospodarowania przestrzennego zdroju. W projekcie miały się znaleźć wszystkie wspominane wcześniej obiekty uzdrowiskowe, a nawet muszla koncertowa. Jak widać w Rzeszowie jeszcze planowano, gdy w Horyńcu już rozpoczynały się prace – przynajmniej w propagandzie dziennikarzy. W maju 1960 roku, oprócz typowej propagandy, były też dla Horyńca dobre wiadomości. Nowiny z 27 maja informowały o utworzeniu w miejscowości nowej apteki. Koszt jej budowy miał wynieść około miliona złotych. Ponad dwa miesiące później gazeta zamieściła anons, w którym Gminna Spółdzielnia w Horyńcu poszukiwała kierownika gospody.

 Nowiny z 20 września 1960 roku (nr 224) zamieściły na stronie 6 list czytelniczki z Werchraty. Anonimowa kobieta skarżyła się w nim na działanie sklepu gromadzkiego w tej miejscowości. Pisała, że jest on częściej zamknięty niż otwarty, a do tego bardzo „licho” zaopatrzony. Miesiąc później (nr 245) wspomniana gazeta zamieściła dość duży reportaż dotyczący Horyńca – Zdroju autorstwa Władysława Świdraka. Tekst pod wymownym tytułem „Wawelskiego grodu nie byłoby wcale” opisuje bieżące problemy ówczesnego Horyńca. Dziennikarz zdobył się nawet na osobistą wizytę w uzdrowisku i skorzystał z oferowanych atrakcji. Warto zacytować niektóre z jego słów: mały budynek uderzający w oczy czerwienią to zaczątek przyszłych łazienek, w którym ma być rozlokowanych 9 kabin do kąpieli siarczkowych i 5 kabin do kąpieli borowinowych … Architektura łazienek jest co najmniej nieładna. Swoim wyglądem przypomina raczej typowy budynek dla hodowli trzody. Kilka kroków dalej stoi mały drewniany jednopiętrowy budyneczek, obok którego w dużym osmolonym kotle niczym w czarcim tyglu warzy się borowina do kąpieli… Ze wszech stron uderza w oczy prymityw i co tu ukrywać ubóstwo. Reporter wyjaśnia również, dlaczego pomimo tak trudnych warunków do Horyńca przyjeżdżają kuracjusze. Sukcesu horynieckiego lecznictwa upatruje w tzw. propagandzie szeptanej cytując jedną z pensjonariuszek z województwa szczecińskiego: Był w naszej miejscowości taki jeden co już wcale nie mógł chodzić. Przyjechał do Horyńca na kąpiele i tak mu pomogły, że nie tylko chodzi ale nawet tańczy. On to właśnie swoim przykładem zrobił taką propagandę dla Horyńca, że zdecydowaliśmy się przyjechać na drugi koniec Polski. Niestety autor artykułu ma obawy co do dalszego rozwoju uzdrowiska. Wytyka władzom brak miejsc noclegowych, słabe lub żadne wyżywienie. Pisze tak: W gospodzie GS zapewniają mnie, że dania barowe i obiady są na wysokim poziomie. Ale sprawdziłem to osobiście – poza dostatkiem „czystej” i skromnym zapasem suchej kiełbasy niczego tam nie widziałem.Utyskuje także, że plany rozbudowy uzdrowiska są jedynie na papierze, a nikt poza dwoma osobami w Rzeszowie się nimi nie przejmuje i dodaje na koniec dość mroczne proroctwo nawiązujące do tytułu reportażu – gdyby jednak w takim tempie budowano Kraków jak odbudowuje się Horyniec to wawelskiego grodu nie byłoby wcale lub byłby wybudowany trzysta lat po nas. Jak pokazuje teraźniejszość na szczęście ta przepowiednia się nie sprawdziła. Do Horyńca przyjeżdżali jednak nie tylko kuracjusze. Nowiny z 15 września 1962 roku informowały, że Brusno Nowe odwiedził generał Petro Werszychora, który w czasie II wojny światowej dowodził jednym z największych sowieckich oddziałów partyzanckich działających na ziemiach polskich – Pierwszą Ukraińską Dywizją Partyzancką. Rok wcześniej hiobowe wieści napłynęły z Radruża. Nowiny z 6 października 1961 roku informowały o dramatycznym pożarze wielkiej stodoły w tamtejszym pegeerze. Wraz z budynkiem spłonęły także zbiory i maszyny rolnicze. Sprawcami podpalenia miała być trójka dzieci jednego z pracowników pegeeru. Straty wyniosły milion dwieście tysięcy złotych.

W pierwszym styczniowym numerze „Nowin Rzeszowskich” z 1963 roku opublikowany został list, napisany do redakcji przez jednego z pracowników kamieniołomu w Bruśnie. Autor listu skarży się w nim na Spółdzielnię Usługowo – Wytwórczą Kółka Rolniczego w Horyńcu (właściciela kamieniołomu), której zarząd zakupił spychacz mający służyć do zrywania kamienia. Nadawca listu zastanawia się, gdzie ów spychacz znajduje się, skoro został kilka miesięcy wcześniej wypożyczony i więcej już do kamieniołomu nie wrócił. Skarży się także na prawie niewolnicze warunki pracy w bruśnieńskim kamieniołomie. Informuje, że robotnicy używają jedynie swoich narzędzi i prywatnych ubrań oraz pracują bez ubezpieczenia. Kolejny duży materiał dotyczący Horyńca opublikowały „Nowiny Rzeszowskie” 26 marca 1963 roku (nr 72). W tekście o wymownym tytule „Po zdrowie do Horyńca – Zdroju” autor opisuje niezwykłe walory horynieckich terapii – niestety, co przyznaje, nadal dość prymitywnych, ale odbywających w pięknym otoczeniu sosnowych lasów i wszechobecnego spokoju. Tradycyjnie już pojawiają się w tekście narzekania na braki w bazie lokalowej Horyńca, która, jak widać od 1960 roku, nie uległa żadnej poprawie. W numerze 85. Nowin z kwietnia 1963 roku znajduje się informacja o podjęciu zobowiązania do współzawodnictwa. Pracownicy uzdrowiska spółdzielczego zachęcają swoich kolegów z innych placówek leczniczych województwa rzeszowskiego do zwiększenia oszczędności. Horynieccy spółdzielcy zapewniali, że dzięki tym oszczędnościom uda im się zmniejszyć koszty działania zakładu o 95 tysięcy złotych. Niestety nie wiadomo jak to zobowiązanie odbiło się na leczeniu uzdrowiskowym i czy udało się cokolwiek oszczędzić. W jednym z lipcowych numerów gazety (nr 179 z 31 lipca) pojawia się ciekawa informacja botaniczna dotycząca Horyńca, a właściwie drogi z Lubaczowa do Horyńca (od Baszni do PGR Podemszczyna). Rowy przydrożne były tam porośnięte przez owadożerną rosiczkę. 

W 1961 roku „Nowiny Rzeszowskie” wzbogacają się o wydawany raz w tygodniu z gazetą dodatek kulturalny „Widnokrąg”. Pierwszy duży materiał o Horyńcu pojawia się w nim 22 września 1963 roku (nr 38). Helena Wiśniewska w tekście „Gdzieś na krańcach” opisuje dość szczegółowo swój pobyt w miejscowości i jej atrakcje. Robi to z dużą dozą ironii, wytykając miejscowym władzom szereg zaniedbań. Warto przytoczyć kilka jej opinii. Autorka pisze: Kuracjusz, który przyjedzie nocą długo będzie szukał Horyńca – Zdroju. Mikroskopijny kurort zakonspirowany w ciemnościach. Ponoć wiele osób lepiej czuje się w mroku. Obcy przybysz pewnie nie z tych. Marzy o odrobinie światła – może być łuczywo, lampa a nawet księżycowa poświata…Ale noc jest czarna… Wysupłuje z kieszeni zapałki i oświetla szyld Restauracja Zdrowa i hotelik GS. A więc dobił do mety. Opis miejscowości i panujących w niej stosunków jest jeszcze bardziej sugestywny niż w przytoczonym powyżej fragmencie – Cztery domy na krzyż: instytucja GS, szkoła, posterunek milicji i okazała apteka. Za resztą trzeba się rozglądać bo domy pochowały się w zaroślach …Ta willa zwała się Aleksandrówka. Z 16 pensjonatów tylko ona jedna oparła się wojennej zawierusze…Mieści hotel, restaurację, kilka obskurnych sklepików, biura i magazyny. Wszystko pod szyldem Gminnej Spółdzielni. Zaglądamy do „Zdrojowej”. Na ścianach ślady nowoczesności, przy stolikach „poci” się pracowity ludek. Płynie czysta, strzelają korki od szampana. Ten szlachetny trunek to ostatni krzyk horynieckiej mody…idąc dalej ot na przykład szczątki horynieckiego teatru. W kraju już tylko kilka takich egzemplarzy. Próbę ocalenia horynieckiego okazu zainscenizowano przed paru laty. Z państwowej kasy ubyło parę groszy. Pięknie wyrysowane mury to jednak żadna podpora dla wiekowego przybytku Melpomeny. Stare mury z trudem odpierały napór czasu …runęły więc któregoś roku grzebiąc rekonstrukcyjne nadzieje. Dość ponury obraz horynieckiej rzeczywistości początku lat sześćdziesiątych kończy się jednak zaproszeniem do odwiedzenia kurortu – Bo Horyniec to pierwsze w kraju borowiny. 

„Nowiny Rzeszowskie” z 20 października 1963 roku (nr 248) informowały o zorganizowanym w uzdrowisku Horyniec zjeździe laryngologów województwa rzeszowskiego. Uczestnicy, wśród których byli lekarze także z innych części kraju, mogli zapoznać się z horynieckimi metodami leczenia i zwiedzić miejscowość. W grudniu gazeta zajęła się problemami związanymi z rozbudową uzdrowiska. W numerze 297. z 17 grudnia redakcja opisuje naradę w Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Rzeszowie. Obecni na naradzie przedstawiciele Centralnego Zarządu Uzdrowisk poinformowali o przekazaniu środków zgromadzonych na rozbudowę uzdrowiska w Horyńcu do Krynicy. Z narady wysnuto wniosek o przesunięciu planów rozbudowy horynieckiej infrastruktury na kolejną pięciolatkę. 

Początek roku 1964 zaczyna się od sukcesu horynieckich służb mundurowych. W numerze 50. Nowin z 28 lutego pojawia się informacja o wykryciu po 10 latach sprawców włamania do baraku Przedsiębiorstwa Robót Kolejowych w Horyńcu. Łupem włamywaczy padło wówczas 47 tysięcy złotych. Milicja, która wznowiła śledztwo ujęła trzech mieszkańców Horyńca podejrzanych o ten czyn. Kolejna dobra wiadomość dociera do Horyńca za pośrednictwem Nowin w marcu. W numerze 62. z 13 marca znajduje się wiadomość o zabezpieczeniu przez Prezydium Komitetu Wojewódzkiego miliona złotych na budowę basenu kąpielowego w Horyńcu. Dwa miesiące później, 10 maja przy torowisku w Werchracie zostały odnalezione zwłoki mężczyzny. Jak ustaliła milicja mężczyzna idący torami został uderzony przez pociąg. Informacja o tym zdarzeniu znalazła się w „Nowinach Rzeszowskich” z 13 maja 1964 roku. Koniec roku 1964 przyniósł ekstremalne zjawiska pogodowe. W wyniku wichur i dużych opadów śniegu została zniszczona linia telefoniczna na odcinku Werchrata – Hrebenne, a powalone drzewa zatarasowały tory. Prowizoryczną łączność udało się przywrócić dopiero po 24 godzinach. Odśnieżanie torów, na których zalegało 80 cm śniegu trwało 2 dni. O walce z tym kataklizmem obszernie informowały Nowiny w materiale z 8 grudnia 1964.

W lipcu 1965 roku na łamach „Widnokręgu” ukazał się artykuł Krystyny Świerczyńskiej „Horyniec” – z wędrówek po pastwiskach niebieskich”. Dość duży materiał zilustrowany został zdjęciem niemającego nic wspólnego z Horyńcem rezerwatu „Szumy na Tanwią”. Autorka w artykule próbuje porównać plany rozbudowy uzdrowiska z ówczesną horyniecką rzeczywistością. Można zatem znaleźć w tekście wiele ciekawych informacji dotyczących: infrastruktury, bazy noclegowej i gastronomicznej oraz stosunków społecznych jakie istniały w ówczesnym Horyńcu. W myśl słów autorki, która dość szczegółowo analizuje plany rozbudowy uzdrowiska (nazywając je nawet utopią), Horyniec nie ma szans by stać się prawdziwym zdrojem. Dziennikarka w artykule opisuje pawilon zdrojowy bez zaplecza, czynny jedynie 5 miesięcy, podsumowuje plan finansowy i deficyt zakładu liczący ponad 350 tysięcy złotych, wytyka także brak personelu medycznego. Zwraca uwagę na brudne zaniedbane kwatery, których ceny wahają się miedzy 20 – 60 złotych za dobę, oraz kuracjuszy śpiących na strychach i w piwnicach domów prywatnych, ponieważ „hotel” GS -u dysponuje jedynie 40 łóżkami. W tekście dość często pojawiają się wypowiedzi horynieckiego lekarza Władysława Wróblewskiego. Doktor wyjaśnia m.in. dlaczego dotychczas nie doszło do budowy uzdrowiska rolniczego. Twierdzi, że Wojewódzka Rada Narodowa miała „uzbroić” teren pod budowę zdroju, a Centralna Rada Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” wybudować infrastrukturę za kwotę 20 milionów zebranych z nadwyżek budżetowych. Niestety WRN nie wywiązał się ze swojego zadania, a CRS przeznaczył zebrane pieniądze na inne cele. W ten sposób mieszkańcy Horyńca i kuracjusze znowu musieli obejść się smakiem. Kolejny materiał dotyczący bezpośrednio tego tematu ukazał się w Nowinach z 14 i 15 sierpnia 1965 roku (nr 192). W artykule „Horyniec – Zdrój chłopskim uzdrowiskiem” autor Leon Korga przewodniczący Społecznego Komitetu Budowy Domu Uzdrowiskowego ubolewa nad brakiem bazy lokalowej dla horynieckich kuracjuszy mogących od niedawna leczyć się w znakomicie przygotowanym do tego celu Zakładzie Przyrodoleczniczym. Postuluje przyśpieszenie prac nad budową chłopskiego domu uzdrowiskowego i apeluje o przyśpieszenie składek na uruchomienie hotelu. Podaje także szacunkowy koszt wybudowania obiektu (11-12 milionów) i zakładane terminy oddania go do użytku – 1967 rok. 

Temat uzdrowiska nie cichnie także w 1966 roku. W jednym z kwietniowych numerów (nr 86) pojawia się informacja o rozpoczęciu nowego sezonu kuracyjnego, tym razem już nie sezonowego, ale całorocznego. Ten przełom jest możliwy dzięki „przebudowie” znajdującego się dotychczas w ruinie pałacu Ponińskich – niestety nie była to prawda. Oprócz „pałacowych” miejsc noclegowych do dyspozycji kuracjuszy miało być przeznaczonych 7 znakomicie wyposażonych domków campingowych (tylko w okresie letnim). W tekście znajduje się także informacja o nowych zabiegach leczniczych oferowanych w Zakładzie Przyrodoleczniczym. Wśród nich wymieniane są: kąpiele mineralne kwasowęglowe, wirujące kąpiele rąk i nóg, masaże podwodne i ręczne, kąpiele borowinowe i zawijanie borowinowe, natryski szkockie oraz elektro lecznictwo i światłolecznictwo. Kilka miesięcy wcześniej 14 stycznia gazeta zajęła się także niegospodarnością w lubaczowskich pegeerach. Artykuł „Kołomyjska w PGR – rowskim planowaniu” zawiera informacje na temat działalności pegeeru w Podemszczyźnie. Autor tekstu wyśmiewa inicjatorów przebudowy chlewni, która w ich przekonaniu miała zostać przestawiona na tzw. suche żywienie. Eksperyment ten choć pochłonął około miliona złotych, zakończył się jak zwykle powrotem do tradycyjnego żywienia. Wiązało się to oczywiście z kolejnymi nakładami finansowymi. W sobotnio – niedzielnym wydaniu „Nowin Rzeszowskich” z 8-9 kwietnia 1967 roku Zbigniew Ziembolewski w materiale „Obrońcy Posterunku” opisuje atak UPA na posterunek milicji w Bruśnie Nowym. Wydarzenia z 11 marca 1945 roku (w dokumentach IPN widnieje data 27/28 lutego 1945 bez podania nazwisk milicjantów) opowiada nieznany z nazwiska świadek, którego autor miał spotkać przy tablicy upamiętniającej śmierć 13 milicjantów i ich gospodyni. Trudno po latach ocenić wiarygodność tego tekstu, jednak warto się nad nim w przyszłości pochylić i zweryfikować zawarte w nim informacje. 

Dwa lata później oferta zdrowotna Horyńca znowu się powiększyła. W numerze 91. Nowin z 17 kwietnia 1968 roku autor, w krótkiej informacji o rozpoczęciu sezonu uzdrowiskowego, wymienia nowości, z jakich amatorzy horynieckiego lecznictwa mogą skorzystać. Jedną z nich jest 30 miejsc noclegowych w domkach campingowych z bieżącą wodą, światłem i kuchenkami elektrycznymi. Oczywiście nadal twa przebudowa pałacu Ponińskich przez Związek Zawodowy Metalowców, w którym docelowo ma przebywać 120 kuracjuszy. Dwa miesiące później gazeta w numerze 154. informuje o śmiertelnym wypadku jaki wydarzył się w trakcie prac remontowych horynieckiego pałacu. Jeden z zatrudnionych tam murarzy, nietrzeźwy wszedł na drabinę i spadł na betonową posadzkę. Pomimo szybkiej pomocy ze strony kolegów wypadek zakończył się zgonem pracownika. 4 lipca 1968 roku Nowiny informowały o oddaniu do użytku hotelu uzdrowiskowego na 50 miejsc. Oddanie nowego obiektu hotelowego zwiększało możliwości lokalowe Horyńca do 200 miejsc noclegowych. W numerze 193. z 28 lipca 1969 roku odnaleźć można relację z uroczystego otwarcia (po pięciu latach przebudowy) sanatorium Związku Zawodowego Metalowców (w dawnym pałacu Ponińskich). Obiekt otworzył Przewodniczący związku Henryk Całka w obecności ówczesnych władz powiatowych i gminnych. Nowe sanatorium miało specjalizować się w leczeniu chorób: gośćca, reumatycznych, układu nerwowego i dróg oddechowych. W tej samej relacji znalazła się również informacja o odsłonięciu pomnika poświęconego żołnierzom poległym w okolicach Horyńca w czasie obydwu wojen.

Jedyną wzmianką gazetowa z 1969 roku jest zawarta w numerze z 19 września informacja o IV Ogólnopolskim Rajdzie Turystycznym do Lubaczowa „Roztocze 1969”. Impreza organizowana była tradycyjnie w ramach „Dni Lubaczowa”, a ta jej edycja poświęcona była szlakom walk partyzanckich. W rajdzie mogli uczestniczyć turyści piesi, kolarze i motorowcy. Przewidziane dla nich zostały trasy o różnej długości i trudności. Jedna z nich miała przebiegać przez gminę Horyniec. 

Część III: lata 1970 – 1990

Trzecia i zarazem ostatnia część gazetowej opowieści o gminie Horyniec obejmuje lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte. Na ten czas przypada najbardziej intensywny rozwój miejscowości -zostaje wybudowane sanatorium „Rolnik”, powstaje stadion sportowy, chodniki, nowe ulice i rozpoczyna się „kultowa” horyniecka impreza kulturalna „Biesiada Teatralna”. Materiał kończy się w 1990 roku z chwilą upadku ustroju komunistycznego w Polsce.

5 lutego 1971 roku w numerze 35. Nowiny Rzeszowskiezamieściły wiadomość o pojawieniu się w horynieckich lasach stada jenotów. Z informacji myśliwych wynikało, że stado tych drapieżników było dość duże. Nikt nie dociekał skąd w okolicach Horyńca pojawiały się te azjatyckie zwierzęta. Kilka miesięcy później 12 sierpnia w numerze 156. gazeta przeprowadziła krótką sondę uliczną z kuracjuszami odwiedzającymi Horyniec. Wszyscy zapytani chwalili zabiegi uzdrowiskowe i horynieckie powietrze i zgodnie krytykowali fatalne zaopatrzenie miejscowych sklepów – szczególnie w owoce i warzywa. W marcu 1972 roku w Nowinach Rzeszowskichopublikowany został artykuł pod tytułem „Pegeerowski grosik”. W tekście R. Ważny opisywał zobowiązania PGR- ów w Baszni, Horyńcu i Chotylubiu. Zobowiązania zostały podjęte w ramach dość enigmatycznej akcji – „Szukamy 20 miliardów” i miały na celu zwiększenie „bezkosztowej” produkcji rolnej. Wszystkie zakłady założyły sobie zwiększenie produkcji mleka i mięsa. Pracownicy horynieckiego pegeeru postanowili oddać do skupu 10 tysięcy litrów mleka i 70 byczków więcej. Jak mieli to osiągnąć? Jedynym sposobem, w jaki chcieli to uzyskać miało być karmienie owych byczków dłużej, aż do osiągnięcia wymaganej wagi. O sposobie zwiększenia produkcji mleka nie wspomniano. Na tym jednak nie koniec. W maju 1973 roku pracownicy horynieckiego pegeeru podjęli kolejne zobowiązania. W artykule „Słowo się rzekło” umieszczonym w 120. numerze Nowin Rzeszowskich pojawia się informacja o wprowadzeniu w horynieckim zakładzie tzw. „tuczu leśnego świń”. Kierownictwo pegeeru poleciło ogrodzić 1,5 ha lasu i zbudować 2 szałasy dla warchlaków. Ta dość ciekawa metoda hodowli miała zwiększyć produkcję tuczników o 1000 sztuk rocznie. Niestety w tekście nie napisano jak ten „wypas” świń miał wyglądać i kto miał się zająć taką pasterską działalnością. Lipcowy 183. numer gazety na stronie 4 relacjonuje przygotowania do żniw w Horyńcu. 

Autor artykułu „Przed żniwami w Horyńcu”, z racji braków sprzętowych, obawia się problemów ze zbiorami miejscowego pegeeru. Cieszy się także z otworzenia nowej stałej stołówki dla pracowników w Niwkach. W numerze Nowin Rzeszowskichz 25 lipca 1973 roku pojawia się informacja o utworzeniu przez Szkołę Podstawową im. Marcelego Nowotki w Horyńcu Zdroju izby pamięci poświęconej historii II wojny światowej. Gabloty, w których zgromadzono eksponaty wykonali pracownicy PGR Horyniec. W izbie eksponowane były militaria, legitymacje i odznaczenia żołnierzy. Pamiątki do izby przekazali: Józef Ojczyk, Piotr Fałta, Józef Sanok, Anna Sanok, Michał Rawski, Stefan Babik, Jan Żuk i Władysław Tabaczek. Ponadto w izbie zdeponowano 6 taśm magnetofonowych z nagraniem wspomnień żołnierzy biorących udział w wojnie. Dzień później w 203. numerze gazety znalazła się informacja o zaadoptowaniu starego budynku szkolnego w Horyńcu na przedszkole. W numerze z 10 sierpnia 1973 roku omawiana jest sprawa tragicznego wypadku, jaki wydarzył się 1 maja br. na drodze prowadzącej do Niwek Horynieckich. W wyniku zderzenia samochodu ciężarowego „Star” z motocyklem, śmierć na miejscu poniósł motocyklista. Gazeta relacjonuje pierwszą rozprawę, podczas której na ławie oskarżonych Sądu Powiatowego w Lubaczowie zasiadł kierowca ciężarówki obwiniony o spowodowanie wypadku i jazdę pod wpływem alkoholu. Oskarżony kierowca z PGR Niwki Horynieckie miał we krwi 2,14 promila alkoholu, jechał bez świateł i z nadmierną prędkością. Sąd po rozpatrzeniu sprawy, posiłkując się zeznaniami świadków skazał winowajcę na karę 7 lat więzienia. Ofiarą wypadku był leśniczy z Horyńca, który osierocił dwoje dzieci. 

Ostatnia wzmianka o Horyńcu w 1973 roku pojawia się na łamach Nowin Rzeszowskich 10 października. W artykule „Na turnusie w Horyńcu Zdroju” M. Kopeć podsumowuje działalność uzdrowiska, w tekście zwraca szczególną uwagę na zwiększającą się corocznie liczbę kuracjuszy (3 tysiące w 1973 roku). Oprócz niewątpliwych zalet leczenia uzdrowiskowego wymienia także kilka niedogodności związanych z kuracją w horynieckich sanatoriach. Pisze o brakach w działalności kulturalno – rozrywkowej i narzeka na zalegające w koszach śmieci. 

W styczniowym numerze Nowinz 29 stycznia 1974 roku redakcja publikuje list nadesłany do gazety przez pracowników kamieniołomów w Starym Bruśnie. Pracownicy kamieniołomu skarżą się na działalność zarządu, który odmawia im przydziału kawy, a w zimie nawet ciepłej zupy. Dodatkowo robotnicy podnoszą postulaty zwiększenia zarobków i przydziału odzieży ochronnej, szczególnie rękawic. Zarząd nie chciał słuchać tych próśb i konsekwentnie odmawiał ich zrealizowania. 2 maja na łamach Nowinpojawia się artykuł „Radiotelefony dyrektora Zdzisławskiego…”. Autor tekstu J. Filipowicz przestawia działalność PGR Horyniec na podstawie rozmowy z ówczesnym dyrektorem zakładu Zdzisławem Zdzisławskim. Omówiona zostaje produkcja pegeeru i plany na kolejne lata. W materiale pojawiają się także nazwiska najbardziej zasłużonych pracowników zakładu.

Rok 1975 przyniósł mieszkańcom Horyńca zaszczytne wyróżnienie. W konkursie „Gmina – Mistrz Gospodarności 1974” miejscowość zajęła trzecie miejsce i otrzymała w nagrodę 600 tysięcy złotych. O tym ważnym wyróżnieniu informowały Nowiny Rzeszowskie19 maja 1975 roku. Kilka dni później 3 czerwca na łamach gazety znalazł się artykuł pod znamiennym tytułem „Ozdrowienie Horyńca?”. Autor tekstu Adam Warzocha z radością informuje czytelników o wznowieniu prac projektowych związanych z rozwojem horynieckiego uzdrowiska. Dotychczas były one zawieszone z powodu umiejscowienia w pobliskiej Baszni kopalni siarki. Przytacza fragmenty opinii Centralnego Urzędu Geologii, które wskazują na możliwość, a nawet potrzebę wykorzystania wód siarkowych w procesie leczniczym. 26 czerwca w numerze 143. gazeta informuje o katastrofie kolejowej, która wydarzyła się 24 czerwca na stacji w Werchracie. W czasie wykonywania manewrów nastąpiło wykolejenie wagonu – chłodni. Na przewrócony wagon najechał następnie pociąg towarowy, co skutkowało uszkodzeniem parowozu i czterech wagonów. Szczęśliwie nikt nie został ranny.

W numerze 44. Nowinz 26 lutego 1976 roku opublikowany został list do redakcji podpisany przez kuracjuszy z Horyńca – Zdroju. Przyjezdni domagają się uruchomienia większej ilości połączeń telefonicznych ze „światem” ponieważ dwie istniejąclinie telefoniczne obsługują jedynie Urząd Gminy. Rok później 16 maja 1977 roku gazeta informowała o oddaniu do użytku Wiejskiego Domu Kultury w Nowym Bruśnie. Budynek mieścił w sobie salę widowiskową na 130 miejsc, bibliotekę i klub seniora. W uroczystym otwarciu obiektu uczestniczył wicewojewoda przemyski Marian Granderys. 16 lipca Nowiny obszernie pisały o warszawskiej gali, podczas której gminy odbierały nagrody w konkursie „Gmina – mistrz gospodarności” za 1976 rok. Wyróżnienie i nagrodę w wysokości 1,5 miliona złotych odebrała także gmina Horyniec – Zdrój. 

Kolejne ważne w historii Horyńca wydarzenie miało miejsce 19 września. Tego dnia odbyło się uroczyste otwarcie sanatorium dla rolników (obecny KRUS) i dożynki rejonowe. Jak informowała redakcja Nowin Rzeszowskichbyło to pierwsze tego typu sanatorium w kraju. W grudniu tego samego roku Horyniec zajął trzecie miejsce w konkursie Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki dla gmin wypoczynkowych i otrzymał 500 tysięcy złotych. Wiele ważnych spraw dotyczących Horyńca zostało opisanych się w tekście Zbigniewa Drzewickiego „Drugi status Horyńca” który, znalazł się w Nowinach Rzeszowskich z 19 października 1978 roku. Autor tekstu przedstawia w nim aktualną działalność horynieckich władz i plany rozwoju Horyńca na następne lata. W materiale wypowiada się ówczesny naczelnik gminy Marian Szymański, który omawia prace związane z budową stadionu sportowego i planowanych obok niego boiskach treningowych, korcie tenisowym, bieżni, trybunach i budynku gospodarczym. Informuje także o planach budowy pola namiotowego i zalewu na rzece. W materiale przedstawiona została także działalność Henryka Biziora nauczyciela wychowania fizycznego i kierownika Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Kierownik wyjaśnia, jak doszło do utworzenia GOSiR i powstania klubu sportowego LKS „Zdrój”. W nowym klubie powstały dwie sekcje: piłki nożnej i kolarstwa. W przygotowaniu była także sekcja narciarstwa klasycznego. Pierwszym prezesem horynieckiego klubu został Kornel Zieliński Dyrektor Naczelny Lubaczowskiego Kombinatu Rolnego. Klub zadebiutował w piłkarskich rozgrywkach klasy „C”.

Już w jednym z pierwszych numerów Nowin Rzeszowskichz 5 stycznia 1979 roku (nr 4.) opublikowany został materiał Adama Warzochy „Odbijanie desek na świat”, odnoszący się do nowego portu przeładunkowego w Werchracie. Materiał zawiera wiele ciekawych wiadomości dotyczących uruchomienia bazy przeładunkowej i rozmowy z kilkoma pracownikami. Ciekawostką jest także funkcjonująca już wtedy nowa nazwa Werchraty – Boguszów. Wzmianka o uzdrowisku pojawiła się w grudniowym 289.numerze gazety. W krótkiej notce redakcja opisuje przebieg świąt Bożego Narodzenia w sanatoriach „Rolnik” i „Metalowiec”. Większy materiał o Horyńcu opublikowany został w Nowinach Rzeszowskich1 sierpnia 1980 roku. Elżbieta Kolano w tekście „W horynieckim zdroju” przedstawia bieżące życie uzdrowiska: problemy z dostępnością do zabiegów w starym „prowizorycznym” Zakładzie Przyrodoleczniczym, zaniedbany park zdrojowy i problemy lokalowe kuracjuszy. Pisze także o gościnności mieszkańców, zwiększających się inwestycjach i coraz większej ofercie kulturalnej Horyńca. Artykuł ilustrują dwa zdjęcia. 

Kolejny obszerny tekst związany z Horyńcem znalazł się w 184. numerze Nowinz 27 sierpnia 1980 roku. Artykuł „Wichura” Zbigniewa Lentowicza przedstawia skutki gwałtownej burzy, która przeszła nad Horyńcem 25 sierpnia. Żywioł spowodował ogromne straty w zabudowaniach, wiatr pozrywał linie energetyczne i telefoniczne oraz powalił setki drzew. Burza trwała około pięciu minut; zniszczyła 56 budynków i rozrzuciła w promieniu kilkuset metrów zgromadzone jeszcze na polach zbiory. O tym jak udało się przeżyć kataklizm w artykule opowiadają mieszkańcy Horyńca: Zajączkowski, Rogowska, Kuceł, Cołta, Józef i Maciej Krzychowie. Wypowiadają się także naczelnik gminy Marian Szymański i nadleśniczy Niemiec. Duży materiał o Horyńcu „Wszystko zależy od ludzi” autorstwa Anny Rakuś pojawia się w Nowinach8 września. Dziennikarka opisuje najważniejsze horynieckie inwestycje ostatnich lat: budowę stadionu, przebudowę horynieckiego parku, chodników i ulic oraz kupno trzech kosiarek, trzech betoniarek i ulicznej zamiatarki. Tekst ilustrują zdjęcia Henryka Biziora kierownika Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji i Władysława Bułasa przewodniczącego komitetu budowy drogi na Truszach Wielkich. 

Następny obszerniejszy materiał związany z Horyńcem pojawił się dopiero w lipcu 1982 roku. W numerze 142. Nowin Rzeszowskichzostał opublikowany artykuł Zbigniewa Lentowicza „Tamte lata, tamte dni”, w którym autor wraca do lat czterdziestych, tuż po zakończeniu II wojny światowej. Jego materiał jest bogato ilustrowany wspomnieniami mieszkańców gminy Horyniec. O pierwszych powojennych latach opowiadają: Paweł Szymeczko, Paweł Hałucha, Stanisław Bienkiewicz, Antoni Partyka, Franciszek Juzwa i Jan Babik. Prawie rok późnej 25 kwietnia 1983 roku Nowinypublikują wywiad Jacka Stachiewicza z dyrektorem PGR Horyniec Edwardem Kiełbem. W wywiadzie dyrektor horynieckiego zakładu omawia bieżącą sytuację finansową pegeeru, który powstał po zlikwidowaniu Kombinatu PGR w Lubaczowie. Rozdzielenie kombinatu spowodowało, że PGR Horyniec utracił gorzelnię i 1400 ha ziemi. Po zmianach zakład zajmował 2 800 ha gruntów ornych i prowadził hodowlę owiec, bydła i trzody chlewnej. Największym problemem pegeeru była nieopłacalna produkcja bydła i ogromne kredyty inwestycyjne na kwotę 160 milionów złotych. Za rok 1982 zakład wykazał straty wysokości 7 400 tysięcy złotych. Dyrektor Kiełb narzeka również na współpracę swojej firmy z miejscowym Państwowym Ośrodkiem Maszynowym, który naprawy maszyn wykonywał w sposób daleki od fachowego. 

W czerwcowym numerze (143.) Nowin Rzeszowskich z 1984 roku można przeczytać artykuł Elżbiety Kolano „Zdrój dla rolników”. W treści znalazły się informacje o historii budowy sanatorium „Rolnik” i apel o wpłaty pieniężne na rzecz jego rozbudowy. Cel, jaki postawił sobie społeczny komitet rozbudowy sanatorium to zwiększenie bazy noclegowej o dodatkowych 300 miejsc i budowa basenu uzdrowiskowego. Z informacji pozyskanych przez autorkę tekstu wynika, że dotychczas udało się zebrać 200 tysięcy złotych. Artykuł ilustrują zdjęcia kuracjuszy na zabiegach i budynku sanatoryjnego. Kolejny materiał dotyczący rozbudowy sanatorium „Rolnik” pojawił się w Nowinach Rzeszowskich27 lipca 1985 roku. W. Kirszner w artykule „O zdrowie rolników”, pisze o planach budowy nowego Zakładu Przyrodoleczniczego w Horyńcu. Obiekt miał powstać w latach 1986 – 1990 i być finansowany ze składek społecznych oraz dotacji Ministerstwa Zdrowia, w wysokości 400 milionów złotych. Tekst zilustrowany został zdjęciami. Ciekawe informacje pojawiły się także na łamach Nowin13 listopad 1985 roku. Jeden z czytelników gazety przesłał list do redakcji w którym skarżył się na bezczynność władz gminy w sprawie zaniedbanego cmentarza z czasów I wojny światowej w Nowym Bruśnie. W odpowiedzi na list ówczesny naczelnik horynieckiej gminy Edward Rogala wyjaśniał, że choć gmina nie posiada żadnych dokumentów dotyczących cmentarza, nie figuruje on w rejestrze cmentarzy i nie jest objęty opieką zostaną podjęte kroki w celu uporządkowania tego obiektu. 4 listopada 1986 roku Nowinypodały informację o rozstrzygnięciu XVI edycji konkursu Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu i redakcji „Zielonego Sztandaru” na najlepsza wieś turystyczną w Polsce. W rywalizacji wzięło dział 43 miejscowości. Pierwszą nagrodą uhonorowany został Horyniec. 

12 listopada 1988 roku w Nowinach Rzeszowskichzostała opublikowana informacja dotycząca festiwalu „Rock Meeting” 88 Rzeszów. W przeglądzie miało wziąć udział 11 zespołów rokowych z terenów południowo – wschodniej Polski. Wśród nich znalazł się horyniecki zespół STACJA TRAFO. Ostatnią wzmianką dotyczącą Horyńca do której trzeba nawiązać jest w informacja o otrzymaniu przez gminę tytułu wicemistrza w konkursie „Mistrz Gospodarności 89”. Gazeta napisała o tym wydarzeniu 23 maja 1990.Gmina oprócz gratulacji od wojewody przemyskiego otrzymała także nagrodę wysokości 420 milionów złotych.

Na zakończenie tej gazetowej opowieści o Horyńcu z lat 1949 – 1990 trzeba napisać jeszcze o kilku sprawach. Po pierwsze materiał badawczy jest dużo szerszy i nie został w całości wykorzystany w pracy nad artykułami. Byłoby to niemożliwe ze względu na jego objętość i szeroki zakres informacji z różnych dziedzin. Po drugie dobór artykułów i wzmianek prasowych jest subiektywny. W pracy nad artykułami poszukiwałem wydarzeń, które miały wpływ na rozwój, funkcjonowanie i postrzeganie Horyńca – Zdroju po II wojnie światowej. Po trzecie w tekście nie pojawiały się informacje dotyczące Biesiady Teatralnej, choć była ona corocznie szeroko opisywana w każdej liczącej się gazecie regionalnej. Z racji tego, że historia tego niezwykle ważnego dla kultury Podkarpacia wydarzenia była już przedstawiana w Gazecie Horynieckiej przez różnych autorów, a Marian Szymański poświęcił jej nawet osobną publikację „170 lat teatru w Horyńcu”, uznałem, że zbędnym jest powielanie tych informacji. W artykułach nie ma także wyników z publikowanych od początku lat osiemdziesiątych tabel rozgrywek ligowych (gdzie dość dobrze radził sobie horyniecki LKS „Zdrój”) i ogłoszeń dotyczących okresowego zamknięcia lub ograniczenia ruchu na drogach prowadzących do Horyńca i innych miejscowości gminnych. Zrezygnowałem także z przytaczania informacji dotyczących kolejnych grup junackich, wspomagających horyniecki PGR w pracach polowych, czy też streszczania narad lubaczowskiego aktywu partyjnego, które kończyły się następnymi, niemożliwymi do realizacji wnioskami. Na koniec trzeba także zwrócić uwagę na ideologiczne zabarwienie prasy powojennej, sterowanej najczęściej z gabinetów partyjnych kacyków. Nie ustrzegły się tej skazy również gazety z których korzystałem. Z perspektywy współczesnego czytelnika artykuły publikowane w PRL-owskiej prasie są często śmieszne i anachroniczne, pełne pustosłowia i nijakości. Czy tak jest aby na pewno? Czy współczesne gazety są pozbawione ideologii? Zapewniam, że porównując prasę komunistyczną ze współczesną nie trudno znaleźć punkty wspólne, a nawet podobieństwa oraz ideologiczne postulaty, które lekko zmienione i przypudrowane nadal wpływają na życie Polaków. Jednak w gąszczu ideologicznej nowomowy można znaleźć ciekawe, istotne i warte zainteresowania czytelników perełki. Wszystkich tych, którzy po przeczytaniu moich artykułów czują pewien niedosyt zachęcam do czytania powojennej prasy. Obecnie jest to już dość proste – wystarczy łącze internetowe i można z powodzeniem szperać w zasobach polskich i światowych bibliotek cyfrowych. 

(c) Gazeta Horyniecka

Kopiowanie i udostępnianie publiczne artykułu (w całości lub w części) bez pisemnej zgody autora tekstu, wydawcy Gazety Horynieckiej (SPZH) oraz autora niniejszej strony internetowej jest działaniem nielegalnym.