Tomasz Bereza

Za Rodinu…  Horyńczanie w Armii Czerwonej

Gazeta Horyniecka nr 48 / opublikowane za zgodą autora i wydawcy. Kopiowanie i publikowanie całości lub fragmentów poniższego tekstu bez zezwolenia jest zabronione.

Gdyby przeprowadzić sondę uliczną, w której respondenci mieliby podać przykłady represji sowieckich wobec polskich obywateli w latach 1939-1941, wśród odpowiedzi dominowałyby zapewne: Katyń, terror NKWD i deportacje na Wschód. Represja, która dotknęła blisko 100 tysięcy mężczyzn w sile wieku, być może nie zostałaby wcale wymieniona.

29 listopada 1939 r. Rada Najwyższa Związku Sowieckiego, łamiąc prawo międzynarodowe, nadała mieszkańcom okupowanych przez Armię Czerwoną Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej sowieckie obywatelstwo. Akt ten miał brzemienne skutki dla ich losów. Artykuł 132 stalinowskiej Konstytucji z 1936 r. nakładał na obywateli ZSRS obowiązek służby wojskowej. Narzucając sowieckie obywatelstwo, młodych mężczyzn z terenów okupowanych objęto obowiązkową służbą wojskową w szeregach Armii Czerwonej.

Obowiązek oczywiście objął również mieszkańców Horyńca i jego okolic. W opracowaniach dotyczących okupacji sowieckiej można przeczytać, że poborem do ACz objęto mężczyzn z roczników 1917–1919. Przykłady z rejonu Horyńca pokazują wszakże, że do sowieckiego wojska powoływano również mężczyzn z roczników 1906-1916, którzy przed 1939 r. z różnych przyczyn (najczęściej jako jedyni żywiciele rodziny) uniknęli poboru do Wojska Polskiego. Pobór obejmował wszystkich, bez względu na narodowość: Polaków, Ukraińców i Żydów. Do wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej (22 czerwca 1941 r.) okupant zdołał przeprowadzić dwa pobory. Scenariusze obydwu – jesiennego w 1940 r. i wiosennego w 1941 r. – były podobne. Rejestracja poborowych odbywała się w rajwojenkomatach(rejonowych komisjach wojskowych – odpowiednikach polskich powiatowych komisji uzupełnień) w Horyńcu i Rawie Ruskiej (część miejscowości z obszaru dzisiejszej gminy Horyniec, wchodziła wówczas w skład rajonu– tj. odpowiednika polskiego powiatu – Rawa Ruska). Informacje o obowiązku stawienia się do wojska otrzymywali oni najczęściej z jedno- lub dwudniowym wyprzedzeniem. Po zameldowaniu się w rajwojenkomacieodprowadzani byli pod eskortą do stacji kolejowej, a następnie przewożeni transportem kolejowym do Lwowa. We Lwowie następowała selekcja i kierowanie poszczególnych rekrutów do jednostek rozsianych na całym terytorium ZSRS.

Niestety, ogólna liczba wcielonych w latach 1940-1941 do ACz w rejonie Horyńca, pozostaje nieznana. Personalia części z nich ustalono w oparciu o relacje świadków, lakoniczne zapiski odnalezione w aktach Gminy Horyniec oraz dokumentach sądowych Sądu Grodzkiego w Lubaczowie (obecnie akta tych instytucji przechowywane są w Archiwum Państwowym w Przemyślu).

W połowie kwietnia 1941 r. do Armii Czerwonej powołano trzech mieszkańców Horyńca: Michała Grenia, Adama Haliniaka i Jana Pruchnickiego. Wszyscy trafili do strojbatalionu(batalionu budowlanego) w Besarabii, gdzie pracowali przy budowie lotnisk. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej (22 czerwca 1941 r.) dowództwo zarządziło wycofanie jednostki na wschód. Pod Mikołajowem (miasto położone nad Bohem, niedaleko ujścia tej rzeki do Morza Czarnego) strojbatalionzostał otoczony przez Niemców, żołnierze trafili do niewoli. Greń, Haliniak i Pruchnicki przebywali razem w kilku obozach jenieckich. Wiadomo, że ostatnim miejscem, w którym przebywali razem,był obóz w mieście Bendery w Rumunii (położone nad Dniestrem, obecnie w granicach Naddniestrza), tam ich rozdzielono. Greń i Haliniak pozostali w Benderach, znajdując zatrudnienie przy remoncie samochodów. Pruchnicki pojechał transportem na zachód. Został osadzony w Stalagu XVII (XVII B? – Gneixendorf w Austrii?). Ostatni list, który dotarł do żony Anny, był datowany na 20 marca 1943 r. Na tym ślad Jana Pruchnickiego się urywa. W sierpniu 1949 r. postanowieniem Sądu Grodzkiego w Lubaczowie, Jan Pruchnicki został uznany za zmarłego. Haliniak i Greń przeżyli wojnę. Niewykluczone, że termin zgłoszenia w rajwojenkomacie determinował kierunek skierowania do służby. W tym samym czasie do odległego o 40 kilometrów Krakowca (również siedziba rajonu) zgłosili się chłopcy z Wielkich Oczu: Józef Kamiński, Michał Muszakowski i Stanisław Pałczak. Oni również trafili do strojbatalionuw Besarabii. Kończąc wątek „besarabski” – nieco na marginesie – można wspomnieć, że służbę w strojabatalioniemiał za sobą również Mikołaj Hasiuk, szef Urzędu Bezpieczeństwa w Lubaczowie, zastrzelony w sylwestrową noc 1944 r. pod Dachnowem przez oddział dywersyjny AK Bogumiła Iwanejki „Czarnego”. Jeśli wierzyć ankiecie personalnej Hasiuka, służył on w 232. strojbatalioniew Bołgarizce (?).

W zupełnie innym kierunku został skierowany Edmund Morski (ur. 1917), zmobilizowany przez horyniecki rajwojenkomat pod koniec kwietnia 1941 r. Do wybuchu wojny Edmund wysłał do żony Barbary kilka listów, z których wynikało, że służy w jednostce wojskowej na Kaukazie. Ostatni list przyszedł kilka dni przed wybuchem wojny. Jego dalsze losy są nieznane. 29 grudnia 1948 r. Edmund Morski został uznany za zmarłego.

Część zmobilizowanych do Armii Czerwonej trafiała do służby w pobliżu Horyńca, a przynajmniej odbywała tu wstępne przeszkolenie. Jednym z nich był Józef Serkis, którego z tamtego okresu zapamiętał Franciszek Haliniak: „W lesie Puchary obok Miasteczka znajdował się chyba obóz letni dla żołnierzy Armii Czerwonej. Pełno było tam ziemianek, przeprowadzano różne ćwiczenia. Wiem, że kwaterował tam Józio Serkis z Horyńca, którego wcielono do Armii Czerwonej. Sam widziałem, jak maszerował przy końcu kolumny krasnoarmiejcówz racji niewielkiego wzrostu, z wintowkąniewiele krótszą od niego. Pomachał do mnie i poszedł dalej. Przemarszowi towarzyszył głośny śpiew: »Hej, hej, krasnyj gieroj na razwiedkie bojewoj«. Józio przeżył w Armii Czerwonej lato 1941 r. i dostał się do niewoli niemieckiej pod Białą Cerkwią. Trafił do obozu jenieckiego, gdzie – jak sam opowiadał – musiał jeść trawę”.

W pobliżu miejsca urodzenia i zamieszkania służył też Jan Leszczyszyn (Łeszczyszyn; ur. 1910 r.) z Dziewięcierza. Powołany do Armii Czerwonej wiosną 1941 r., trafił do 41. Dywizji Strzeleckiej i stacjonował w leśnym obozie koło Prusia. Kilkakrotnie nawet go tam odwiedzała żona. Gdy w pierwszym dniu wojny Niemcy dotarli do Prusia, obóz został rozbity. Dalsze losy Leszczyszyna są nieznane. 22 kwietnia 1949 r. Sąd Grodzki w Lubaczowie uznał go za zmarłego.

DSC02025.jpg
Nagrobek żołnierza Armii Czerwonej na Roztoczu Południowym (fot. Paweł Rydzewski)

Z Dziewięcierza pochodził również Jan Wiśniowski (ur. 1918), którego powołano do służby wojskowej 8 listopada 1940 r. W połowie kwietnia 1941 r. Wiśniowski przyjechał na trzytygodniową przepustkę, w trakcie której – 4 maja – wziął ślub. Dwa dni później pożegnał się z żoną Zofią i wyjechał do jednostki. Jego dalsze losy są nieznane. 21 lutego 1949 r. Sąd Grodzki w Lubaczowie oficjalnie uznał Jana Wiśniowskiego za zmarłego. Matka Jana Wiśniowskiego, Katarzyna z domu Greń, straciła w sumie dwóch synów: Jana zmobilizowanego w 1941 r. i Michała – również zmobilizowanego do Armii Czerwonej, ale w roku 1944 .

Wspominając poborowych z Dziewięcierza wypada dodać, że w 2016 r. we Lwowie ukazała się monografia tej miejscowości (Dewjatyr ta dewjatyrci, red. Wołodymyr Czich i Iwan Szuper), w której wymienia się 19 mieszkańców tej miejscowości, którzy zostali powołani do służby w Armii Czerwonej w 1941 r. W wykazach tych nie ma jednak ani Jana Leszczyszyna, ani też Jana Wiśniowskiego. Być może autorzy nie dotarli do świadków, bądź dokumentów w ich sprawie. Z kolei w opublikowanych w 2005 r. wspomnieniach z Werchraty (Seło nad Ratoju), autorka Michalina Pawluk pisała o ośmiu mężczyznach zmobilizowanych z tej wioski w latach 1940-1941.

Jak wcześniej wspomniano, dokładna liczba mężczyzn zmobilizowanych do Armii Czerwonej z okolic Horyńca pozostaje nieznana. Porównanie z innymi rejonami pozwala szacować tę liczbę na około 100-150 osób. Los wielu z nich był tragiczny: ginęli w pierwszych dniach wojny, bądź też trafiali do niemieckich obozów jenieckich, gdzie skazywano ich na śmierć głodową. Nie lepsza była sytuacja tych, którzy trafili do jednostek wojskowych w głębi Związku Sowieckiego. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej i serii klęsk Armii Czerwonej w pierwszym miesiącu wojny, poborowych z terenów okupowanej Polski uznano za „politycznie niepewnych” i jako tzw. zapadnikówskierowano do „służby” w jednostkach tyłowych. Warunki tej „służby” nie różniły się od egzystencji w podległych NKWD łagrach. Wyniszczająca praca przy budowie szlaków komunikacyjnych, w zakładach przemysłowych, przy wyrębie lasów itp., – przy niskich stawkach żywieniowych, fatalnych warunkach zakwaterowania i braku opieki medycznej, powodowały wysoką śmiertelność. Tylko nieliczni dotrwali do poboru, jaki wiosną 1943 r. do 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki ogłosił Związek Patriotów Polskich.


Zamieszczony w artykule cytat pochodzi ze wspomnień Franciszka Haliniaka pt. W Horyńcu pod okupacją sowiecką, w opracowaniu Janusza Grechuty, zamieszczonych w pracy Lwowskie pod okupacja sowiecką (1939-1941), red. T. Bereza, Rzeszów 2006.

Być może ktoś z Czytelników posiada informacje, które mogłyby w istotny sposób uzupełnić naszą wiedzę odnośnie losów osób opisanych w artykule, bądź też dysponuje wiedzą i dokumentami, dotyczącymi innych poborowych–żołnierzy Armii Czerwonej. W takim przypadku prosimy o kontakt z Redakcją.

 

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie i udostępnianie publiczne bez pisemnej zgody autora tekstu, wydawcy Gazety Horynieckiej (SPZH) oraz autora niniejszej strony internetowej jest działaniem nielegalnym.