Mariusz Lewko

O fabrykach fajansu i porcelany na Roztoczu

Gazeta Horyniecka nr 49 / opublikowane za zgodą autora

Produkcja naczyń fajansowych w Europie (znanych już w starożytnym Egipcie) rozwinęła się w XV wieku, początkowo w Hiszpanii i Włoszech. Nazwa „fajans” jest pochodzenia włoskiego i wywodzi się od miasta Feaenza. Z czasem wytwórnie fajansu zaczęły powstawać także we Francji, Niderlandach i Niemczech. Pod koniec XVI wieku pierwsze próby wytwarzania naczyń fajansowych podjęto także w Rzeczpospolitej. Ceramikę fajansową wytwarzano z glinki kaolinowej z różnymi domieszkami. Naczynia były formowane i wypalane w specjalnych piecach w temperaturze ok. 1000 stopni; następnie dodawano barwniki, które pokrywały je specjalną, szklaną powłoką. Na tak przygotowaną ceramikę nanoszone były wzory geometryczne, rysunki oraz napisy.

Obecnie fajans jest stosowany do produkcji naczyń gospodarczych. Ma także zastosowanie w armaturze sanitarnej, powstają z niego wanny, umywalki i sedesy. Naczynia fajansowe święciły swoje triumfy na stołach szlachty europejskiej do momentu rozpowszechnienia się porcelany. Pierwsze próby wyprodukowania naczyń porcelanowych, tzw. „białego złota” podjęto na początku XVIII wieku. Udało się to jednak dopiero w Miśni (Saksonia)w 1709 roku. Przez następnych kilkadziesiąt lat technologia produkcji była dość dobrze strzeżona. Najsłynniejsze wytwórnie porcelany działały w Miśni (Niemcy) i Sevres (Francja). Znane na świecie były także fabryki angielskie. W Polsce pierwsza manufaktura, produkująca porcelanę powstała w Korcu. Jej twórcą był Francuz Franciszek de Mezer. Porcelana jest to rodzaj białej ceramiki wynalezionej w Chinach. Produkuje się ją z glinki kaolinowej z dodatkiem skalenia (minerałów) i kwarcu. Do wypalenia porcelany szkliwionej (lepszej jakościowo) potrzeba temperatury od 1200 do 1450 stopni. Początkowo naczynia porcelanowe, dostępne w zasadzie tylko elicie, nie były sprzedawane, a jedynie rozdawane, ponieważ stanowiły swoiste dzieła sztuki. Obecnie porcelana używana jest do produkcji wyrobów gospodarstwa domowego. Każdy z nas miał okazję wypić kawę lub herbatę z pięknej porcelanowej filiżanki.

Funkcjonowanie fabryk fajansu na obszarze Roztocza nie jest dziełem przypadku. Od połowy XVI wieku na jego południowych obszarach działały liczne warsztaty garncarskie, których produkcja opierała się na okolicznych złożach gliny. Ważnymi ośrodkami produkcji ceramicznej były położone dość blisko siebie Potylicz i Dziewięcierz. Cechy garncarskie przez wiele lat miały swoisty monopol na wyrób i handel ceramiką, a ich produkcja nie trafiała jedynie do miejscowej ludności, ale znajdowała swój zbyt także w krajach sąsiednich. Na przemowie XVIII i XIX wieku galicyjska sztuka ceramiczna zaczęła ewaluować w stronę ładniejszych, a przede wszystkim cenniejszych wyrobów fajansowych i porcelanowych. Stało się to możliwe dzięki inwestycjom bogatych rodów magnackich (Radziwiłłów, Zamoyskich, Jabłonowskich), ale także prostych ziemian (Zielińskich, Świątkiewiczów, Nikorowiczów).

Pierwszą manufakturę produkującą fajans na obszarze Roztocza założył w Żółkwi książę Michał Kazimierz Radziwiłł, zwany powszechnie „Panie Rybeńko”. Zakład powstał w 1747 roku i był wzorowany na istniejących w dobrach Radziwiłłów manufakturach w Białej i Świerżniu. Produkcja została oparta na bogatych w wysokogatunkową glinę złożach położonych wokół Żółkwi. Kilka lat przed uruchomieniem zakładu książę wysłał do Świerżnia paru żółkiewskich garncarzy, aby na miejscu poznali tajniki produkcji fajansu. Po odbyciu praktyki pracownicy wrócili do Żółkwi i zaczęli organizować manufakturę. Przywieźli ze sobą także maszyny i formy potrzebne do rozpoczęcia produkcji. Przez 21 lat istnienia manufaktura produkowała naczynia fajansowe na potrzeby rodziny, a także okolicznych magnatów i szlachty. Pracownicy, wśród których szczególną renomą odznaczali się bracia malarze Aleksander i Mikołaj Strumieccy (Aleksander był także zastępcą dyrektora zakładu), w dużej części kopiowali wyroby z Białej i Świerżnia. W manufakturze produkowano: serwisy obiadowe (wazy, salaterki, misy), kufle do piwa i czarki do polewki piwnej „kałdyszalu”. Wytwórnia żółkiewska specjalizowała się także w produkcji kafli i wielkich waz ogrodowych. Dobrze prosperująca manufaktura w 1768 roku, sześć lat po śmierci jej założyciela, została zamknięta.

Tomaszów.jpg
Wyrób z Tomaszowa (rys. Tadeusz Cymerman)

Powstanie i rozwój kolejnych fajansiarni (manufaktur produkujących fajans) na Roztoczu związany był z działalnością rodziny Zamoyskich. W 1773 roku IX ordynat Jan Jakub Zamoyski, prowadzący niezwykle intensywną politykę gospodarczą, założył w Zwierzyńcu pierwszą w ordynacji manufakturę fajansu. Pomysł utworzenia zakładu mógł być wzorowany na utworzonej pięć lat wcześniej wytwórni królewskiej w Belwederze. Jan Jakub żonaty z Ludwiką Poniatowską, siostrą króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, na pewno zetknął się z produkcją królewskiej fajansiarni i zapragnął podobną utworzyć w swoich dobrach. W 1772 roku ordynat podpisał w Tulczynku na Węgrzech umowę z niejakim Potzem, kapitanem armii węgierskiej. Został on pierwszym i jedynym kierownikiem manufaktury. Ta niewielka wytwórnia zatrudniała tylko kilku pracowników, wśród których byli także cudzoziemcy: Arseniusz German (malarz) i Andrus Braham. Zakład działał jedynie dwa lata i w 1775 roku został zamknięty. Prawdopodobną przyczyną zakończenia produkcji była jej nieopłacalność. Niestety wyroby wytwórni nie przetrwały do naszych czasów. Zamoyscy nie zrezygnowali jednak z pomysłu produkcji ceramicznej. W 1794 roku XI ordynat Aleksander August Zamoyski zawarł kontrakt na budowę fabryki (farfurni) w Tomaszowie Ordynackim (Lubelskim) z Franciszkiem de Mezerem, który był wówczas najlepszym specjalistą tej branży, twórcą manufaktury w Korcu. Franciszek wspólnie z bratem Michałem i szwagrem Tadeuszem Zaińskim (jako wspólnikami) nadzorował budowę zakładu i późniejszą produkcję. Ordynat dał grunt pod budowę i pozwolił pozyskiwać bezpłatnie drewno z lasów ordynacji. Jednym z ważniejszych problemów jaki mógł doskwierać twórcom zakładu był brak w okolicach Tomaszowa surowca do produkcji. Mezer zawarł zatem kontrakt z Franciszką Jabłonowską na dowóz gliny z oddalonej o około 40 kilometrów Kamionki Wołoskiej. Zakład początkowo wytwarzał jedynie naczynia fajansowe, dopiero w 1806 roku zaczęto produkować w nim porcelanę. Stało się to już za rządów kolejnego ordynata Stanisława Kostki Zamoyskiego. Spółka jaką zawiązali twórcy zakładu, dysponowała kapitałem 24 tys. złotych, co pozwoliło na rozpoczęcie produkcji. Przez kolejne lata manufaktura intensywnie się rozwijała, przysparzając jej twórcom sporych dochodów. W 1809 roku zysk fabryki wyniósł 594 tys. złotych, przy rocznym obrocie na poziomie 150 tys. W zakładzie zatrudnionych było kilkunastu malarzy, 50 czeladników oraz wielu innych pracowników zajmujących się kopaniem i dowozem gliny. Materiały źródłowe informują, że w tym okresie działało 20 warsztatów, które stanowiły źródło utrzymania dla 100 rodzin. Z czasem Franciszkowi w prowadzeniu fabryki zaczęli pomagać synowie: Karol (następca ojca) i Kazimierz (malarz, miniaturzysta, kierownik artystyczny zakładu). Wyroby manufaktury sprzedawane były w Galicji (głownie we Lwowie, Tarnowie i Jarosławiu), ale eksportowano je także na Węgry, Bukowinę i Wołoszczyznę. O tym, że zakład rozwijał się może świadczyć to, że Mezerowie zakupili w 1803 roku dobra Mosty Małe (obecnie niewielka wieś w gminie Lubycza Królewska). Problemy finansowe fabryki zaczęły się po włączeniu Tomaszowa do Księstwa Warszawskiego. Składało się na to kilka czynników: konkurencja ze strony nowo powstałej manufaktury fajansu w Potyliczu, brak surowca, który musiał być sprowadzany odtąd z zagranicy i dodatkowo obarczony cłem oraz zakaz sprowadzania fajansu i porcelany, jaki wydał rząd austriacki. Produkcja spadała, odchodzili pracownicy, dochody fabryki stopniowo malały. Franciszek Mezer zrezygnował z prowadzenia zakładu (przeniósł się do Mostów), przekazując go synowi Karolowi i szwagrowi Zaińskiemu. Pomimo intensywnych działań nie udało się już przywrócić poprzedniej świetności i fabrykę zamknięto w 1827 roku.

Nie był to jednak koniec wytwórstwa ceramicznego w Tomaszowie. Kilka lat po zamknięciu fabryki Mezerów, produkcję fajansu postanowił wznowić Robert Wendler, były dyrektor fabryki fajansu w Lubartowie. Niestety pieniędzy wystarczyło mu jedynie na zakup dwóch posesji i wystawienie nowego budynku fabrycznego (zresztą na kredyt). Kolejne problemy finansowe i pretensje wierzycieli zmusiły go w 1845 roku do zakończenia działalności w Tomaszowie. Wyroby tomaszowskiej fabryki sygnowane były herbem Jelita Zamoyskich i napisami „Tomaszów” oraz inicjałami K.M. (prawdopodobnie Karol Mezer). W fabryce powstawały: filiżanki i spodki (ozdabiane miniaturami polskich władców i bohaterów narodowych), serwisy porcelanowe i fajansowe oraz pojedyncze naczynia: talerze, półmiski, solniczki, cukierniczki i lichtarze. Już kilkanaście lat od zakończenia produkcji wyroby tomaszowskiej fabryki były trudne do zdobycia. Obecnie znajdują się w zbiorach tylko kilku polskich muzeów.

Siedliska.jpg
Wyrób z Siedlisk (rys. Tadeusz Cymerman)

Na koniec historii ordynackich fajansów warto napisać o jeszcze jednej, zupełnie nieznanej manufakturze. W katalogu wystawy ceramicznej organizowanej w Warszawie w 1913 roku autorzy podali wiadomość o fabryce ceramicznej w Zamościu. Na ekspozycji znalazł się polewany garnuszek z żółtawej masy, z napisem Wojskowa Fabryka w Zamościu i datą 1813. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można wnioskować zatem, że oprócz najbardziej znanych z okresu oblężenia miasta(oblężenie Zamościa przez wojska rosyjskie trwało od lutego do listopada 1813 roku) pieniędzy wybijanych przez załogę twierdzy, produkowano tam także naczynia ceramiczne, w tym fajansowe. Lokalizacja warsztatu, który zajmował się wytwarzaniem tych przedmiotów, jest bardzo trudna do ustalenia. Prawdopodobnie znajdował się on w którejś kazamacie (schron w twierdzy bastionowej) lub w pobliżu arsenału. Można także przypuszczać, że w murach twierdzy, tuż przed jej oblężeniem, znaleźli się rzemieślnicy znający technologię produkcji, być może pracujący wcześniej w farfurni tomaszowskiej. Sprawa ta jednak wymaga dalszych badań.

Potylicz.jpg
Wyrób z Potylicza (rys. Tadeusz Cymerman)

W II połowie XVIII wieku w Glińsku obok Żółkwi powstała kolejna manufaktura produkcji fajansu. Rozpoczęła swoje działanie kilka lat po zamknięciu fabryki żółkiewskiej, prawdopodobnie z załogą rekrutującą się z poprzedniej manufaktury radziwiłłowskiej. Znany regionalista galicyjski Antoni Schneider w 1867 roku tak ją przedstawił: zakładistnieje we wsi Glińsku, pół mili od miasta Żółkwi odległej, zatrudniająca oprócz przewodnika i nadzorcy także sześćdziesięciu robotników i kilka koni dziennie a potrzebująca do 350 korcy gliny dowożonej z Olejowa.W 1791 roku właścicielami fabryki byli Fryderyk Wolf i Paweł Nikorowicz. Pierwszy był synem warszawskiego przemysłowca Karola Emanuela Wolfa i pełnił funkcję dyrektora. Drugi, bogaty ormiański kupiec, zapewniał finanse na funkcjonowanie manufaktury. Kolejny wymieniany w źródłach właściciel zakładu to Sperat Jędrzejowicz. Rodzina Jędrzejowiczów weszła w posiadanie fabryki drogą koligacji z Nikorowiczami. W 1859 roku dzierżawcą zakładu był Fryderyk Wolf (syn). W manufakturze pracowało 54 robotników, dyrektor, kasjer i księgowy. Na wyposażeniu fabryki znajdowało się 8 pieców do wypalania, 6 młynów, 12 obrotnic i 9 kadzi. Praca ludzi była wspomagana przez 4 konie. Dzięki dużym złożom gliny w pobliżu Glińska, fabryka miała zapewniony surowiec do produkcji i w krótkim czasie stała się potentatem na rynku. W 1867 roku zakład zatrudniał 66 robotników i wytwarzał rocznie naczynia na kwotę 30 tys. złotych. Produkowano do 40 tys. naczyń, szczególnie talerzy i półmisków oraz 12 tys. fajek do tytoniu. Towar sprzedawany był głównie w Galicji. Dwa lata później liczba pracowników spadła do 56, a właścicielami zakładu byli Wolf, Nikorowicz i Julian Czermiński. W 1875 roku decyzją Wydziału Krajowego miała zostać otwarta w Glińsku szkoła garncarska. Pomysłowi temu sprzeciwili się jednak miejscowi garncarze, twierdząc, że odbierze im ona pracę. Sprawa zakończyła się niestety negatywnie pomimo wsparcia i pomocy finansowej dyrektora fabryki fajansu, którym był wówczas Zenon Dąbrowiecki. Rok 1882 przyniósł kolejne zmiany w zarządzie zakładu. Właścicielem części fabryki, w spadku po matce Salomei Jędrzejowicz z Nikorowiczów, został syn Stanisław Jędrzejowicz. Zakład ostatecznie zakończył produkcję pod koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku. Wyroby fabryki znakowane były słowem „Glińsko” i inicjałami IWCC. Firmowy znak dekoracyjny stanowiła girlanda kwiatowa, ale zakład produkował także fajans z tzw. widoczkami (najczęściej kopiowano obrazy lwowskich artystów, np. Antoniego Langego).

W 1810 roku powstała w pobliżu Rawy Ruskiej kolejna farfurnia. Razem z miejscowością zakład przechodził w ręce kolejnych właścicieli. W 1820 roku kupił go Michał Świątkiewicz, a 1844 roku zadłużone włości od jego żony Marii Heleny odkupił lwowski dom bankierów Hausner & Violand. W roku 1859 fabrykę od lwowskich bankierów dzierżawił Elfig Zuft (Just). Na wyposażeniu zakładu znajdowało się 12 warsztatów i 10 młynów piaskowych. Personel stanowili: kierownik, 12 czeladników i 36 pracowników. Czeladnicy zarabiali dziennie od 18 – 25 forintów. Produkowano w nim różne naczynia, o rocznej wartości 5- 6 tys. forintów. Fajansarnia przerabiała rocznie 300 korców gliny dowożonej z Olejowa i Kamionki Wołoskiej. Wyroby sprzedawane były w Galicji i na Wołoszczyźnie. Materiały potrzebne do produkcji sprowadzanoz różnych miejsc: ołów i farby ze Lwowa, piasek z Siedlisk, a drewno opałowe z Werchraty. Fabryka nie została umiejscowiona nad rzeką, co powodowało, że maszyny musiały być poruszane jedynie siłą ludzkich rąk. Był to dość duży problem, który nie pozwalał na dalszą rozbudowę manufaktury. W 1869 roku w zakładzie procowało już tylko 15 pracowników. W 1890 roku właściciel Leyba Just wnioskował do Sejmu Krajowego Królestwa Galicji i Lodomeryi o pożyczkę na jego oddłużenie. Niestety jego prośba została rozpatrzona negatywnie. Justowi udało się pozyskać pieniądze pięć lat późnej. Otrzymał wówczas 10 tysięcy złotych pożyczki. Zakład działał jeszcze przed I wojną światową. Przez cały okres istnienia fabryka produkowała naczynia stołowe: talerze, wazy, kubki. Zdobiono je najczęściej ornamentem roślinnym, a pod koniec istnienia zakładu, sygnowano napisami dzierżawców.

Fabryka fajansu w Lubyczy Królewskiej wyróżnia się zdecydowanie na tle innych omawianych w tym artykule. Jej wyjątkowość bierze się stąd, że w przeciwieństwie do pozostałych zakładów produkowała naczynia głównie na potrzeby społeczności żydowskiej w Galicji. Sporna jest data powstania fabryki. W literaturze można odnaleźć zarówno rok 1840 jak i 1855 jako datę początku produkcji. Pierwsza z nich wiąże się z osobą barona Augusta Leibnitza, druga z Ludwikiem Zielińskim, właścicielem Lubyczy od 1846 roku. Antoni Schneider, autor jednego z najważniejszych opracowań dotyczących produkcji ceramicznej w Galicji wskazuje, na rok 1855. Dodatkowym argumentem, mogącym to potwierdzać, jest brak wzmianek o zakładzie w akcie kupna Lubyczy z 1845 roku, spisanym między Józefem Woronieckim i Ludwikiem Zielińskim. Wśród badaczy tematu, od jakiegoś czasu pojawia się teoria o związku z lubycką produkcją rodziny Mezerów, prekursorów wyrobu fajansu i porcelany w Rzeczpospolitej. Mezerowie od 1803 roku byli właścicielami położonych obok Lubyczy – Mostów Małych. Miejscowość kupił Franciszek Mezer, twórca fabryk fajansu i porcelany w Korcu, Baranówce, Horodnicy i Tomaszowie Lubelskim. Franciszek zmarł w Mostach w 1829 roku, a majątek odziedziczył po nim syn Karol. Po upadku tomaszowskiej fabryki w 1827 roku i nieudanych próbach odnowienie produkcji w Przedbożu, Karol wrócił do Mostów. Wśród pracowników lubyckiej farfurni mogli znajdować się fachowcy, pracujący wcześniej na potrzeby Mezerów, ale na potwierdzenie tej teorii nie ma żadnych dowodów. Być może w przyszłości odnajdą się jakieś dokumenty lub relacje, które dadzą podstawy do potwierdzenia tych przypuszczeń. Pierwszym dzierżawcą fabryki był Mikołaj Świątkiewicz, później wśród kierowników (dzierżawców) lubyckiej wytwórni pojawiają się wyłącznie nazwiska żydowskie. Pierwszym z nich był Szame Baumwohl, kolejnymi Aszer Luft i Salomon Gottlieb. Ten ostatni zarządzał nią do pożaru, który strawił zakład w 1911 roku. Warto się zastanowić jeszcze, dlaczego fabryka powstała w Lubyczy. Były ku temu przynajmniej trzy przesłanki. Pierwszą przytacza, jeden z badaczy kultury żydowskiej początku XX, wieku Maksymilian Goldstein. Sugeruje on, że duży wpływ na powstanie fabryki mógł mieć pobliski dwór cadyka bełskiego. Cadykowie odwiedzali Lubyczę kilkukrotnie.

 

Lubycza Krolewska.jpg
Wyrób z Lubyczy Królewskiej (rys. Tadeusz Cymerman)

Najczęściej były to wizyty przymusowe (dwa razy chronili się w miasteczku przed epidemiami nawiedzającymi ówczesną Galicję), ale były także przyjazdy planowane. Drugim powodem, który sugerowałby lokalizację zakładu w Lubyczy, była duża ilość ludności żydowskiej, zamieszkująca miasteczko w XIX i na początku XX wieku. W pewnym okresie jej liczba stanowiła nawet 92% ogółu mieszkańców. Trzecią przesłanką, która dawałaby podstawy do umiejscowienia w Lubyczy fajansiarni, była funkcjonująca w miasteczku duża cegielnia, wymieniona w akcie kupna Lubyczy przez Ludwika Zielińskiego. Lubycka manufaktura w 1856 roku posiadała na wyposażeniu jeden piec i trzy młyny piaskowe. Zatrudnionych byłow niej tylko 12 pracowników i kierownik. Źródła z lat 1861 – 1866 informują o zwiększeniu produkcji i wzroście zatrudnienia. W tym okresie fabryka dysponowała jednym, a później trzema piecami do wypalania naczyń oraz piecem do suszenia produktów. W zakładzie funkcjonowało 10 młynów do mielenia glinki (tzw. napowietrznych) i jedno urządzenie do gotowania masy ceramicznej. Naczynia były formowane na kołach garncarskich. Fabryka działała przez cały rok, a czas pracy wynosił 12 godzin dziennie. Początkowo zakład zatrudniał kierownika i od 22 – 25 pracowników, w tym 8 mistrzów i 6 pomocników. Dziennie przerabiał od 100 do 150 korców gliny sprowadzanej z Kamionki Wołoskiej i Olejowa. Średnio w fabryce produkowano około 24 tys. Zysk z ich sprzedaży wynosił 8 tys. forintów. Towar rozprowadzano w Królestwie Polskim, Galicji, na Bukowinie i w Mołdawii. W 1870 roku ze względu na rozwój techniczny liczba pracowników spadła do 17. Jako ciekawostkę można dodać, że wśród nich znajdowały się dwie kobiety. Pierwszy raz wyroby fabryki zostały pokazane na wystawie w Krakowie w 1889 roku. Kres działalności zakładu przyniósł pożar w 1911 roku. Współcześnie fundamenty fajansiarni można jeszcze oglądać przy wyjeździe z Lubyczy w stronę Nowosiółek. Lubycki zakład specjalizował się głównie w produkcji naczyń na potrzeby lokalnej społeczności żydowskiej; wśród nich znajdowały się: misy, talerze, kubki, a nawet zabawki, figurki i kałamarze. Specjalnością manufaktury były misy sederowe, lampki hanukowe i dzbanki na wino rodzynkowe, podawane na święto Pesach (Paschę). Naczynia zdobiono rysunkami kwiatów, liści i ptaków, a sygnowano napisami: „Lubycza”, „Lubycza Kro:”,” L Z Lubycza Kro:” lub inicjałem dzierżawcy, np. A Luft.

Początki produkcji fajansu w Siedliskach mogą sięgać lat dwudziestych XIX wieku. Potwierdzeniem tej informacji może być rekurs sądowy z 1825 roku, dotyczący sporu o zwrot kwoty 1000 dukatów, zastawionych przez Eleonorę Horodyńską na majątku siedliskim. Pozwanymi byli Marcin Górski i Jan Parys, ówcześni współwłaściciele miejscowości. W dokumencie pojawiają się odniesienia do fabryki lub manufaktury, niestety bez oznaczenia specjalizacji (być może był to inny, nie wspomniany dotychczas zakład). W połowie XIX wieku (1854 r.), gdy Siedliska były w posiadaniu księcia Józefa Jabłonowskiego, zostały sporządzone mapy katastralne poszczególnych miejscowości w Galicji. Powstał także plan katastralny Siedlisk, na którym zaznaczona jest fabryka fajansu. Zakład znajdował się nad rzeką Prutnik, w odległości 200 metrów od ówczesnych zabudowań dworskich. Pierwotnie w miejscu, gdzie wybudowano później fabrykę, funkcjonował młyn wodny. Można przypuszczać, że technologia wytwarzania fajansu nie odbiegała zbytnio od produkcji sąsiednich manufaktur. Surowiec do zakładu dostarczano z Kamionki Wołoskiej i Olejowa. Zgodnie z przekazem ustnym, obiekty fabryczne były drewniane, a naczynia pracownicy formowali na kole garncarskim. Jako ciekawostkę warto dodać, że do dzisiaj na jednej z prywatnych posesji można zobaczyć specjalnie wyprofilowany kamień służący do rozcierania glinki. Warto także wspomnieć, że kilka siedliskich rodzin pracowało w opisywanej fabryce. Po jej zamknięciu niektóre z nich zajęły się garncarstwem. W 1855 roku dzierżawcą zakładu był Iffer Roller. Wyposażenie fabryki stanowiło: 6 kadzi, 10 młynów piaskowych i 16 obrotnic. Obrotnice i 6 młynów piaskowych było napędzane siłą ludzkich rąk, a 4 młyny za pomocą wody. Pracownicy zakładu zarabiali dziennie 18-24 forintów. Kolejna informacja o wytwórni pochodzi z roku 1867. Manufaktura zatrudniała wówczas kierownika, dozorcę i 27 pracowników. Przerabiała rocznie około 300 korców gliny i wytwarzała naczynia wartości 7- 9 tys. złotych rocznie. Dwa lata później liczba pracowników spadła do 17. Prawdopodobnie zakład przestał funkcjonować w latach osiemdziesiątych XIX wieku, choć jego wyroby prezentowane były na Wystawie Krajowej w Lwowie w 1894 roku przez Pawła Sapiehę, ówczesnego właściciela Siedlisk. Siedliska fabryka produkowała głównie naczynia stołowe: talerze, misy i kubki. Produkty sygnowano znakiem „Siedliska” lub inicjałami „S.C”, J.K.”. Głównym motywem zdobniczym był ornament roślinny.

Produkcja fajansu i porcelany na Roztoczu ostatecznie zakończyła się przed I wojną światową, gdy została zamknięta ostatnia fabryka ceramiczna w Potyliczu. Przez prawie dwieście lat zakłady wytwarzające naczynia, nie tylko zapewniały mieszkańcom Galicji dostęp do podstawowych przyborów użytkowych, ale także były jedną z ważniejszych gałęzi sztuki. Co prawda, część zakładów stosowała bardzo proste wzory zdobnicze (Potylicz, Siedliska), ale były też takie, w których ta sztuka stała na bardzo wysokim poziomie (Tomaszów Lubelski, Lubycza Królewska). Warto także podkreślić, że tylko wytwórnia tomaszowska produkowała porcelanę, która mogła z powodzeniem rywalizować z podobnymi produktami innych fabryk działających na ziemiach polskich i za granicą. Jest to niewątpliwa zasługa Franciszka de Mezera, porcelannika, jednego z najciekawszych artystów związanych z polską ceramiką. Produkty roztoczańskich fajansiarni, ze względu na swoją kruchość, tylko w nielicznych egzemplarzach przetrwały do naszych czasów. Niestety, jedynie pojedyncze obiekty fajansowe i porcelanowe można zobaczyć w Muzeach Narodowych w Warszawie, Kielcach, Krakowie, Muzeum Lubelskim, Muzeum Podlaskim w Białymstoku i Muzeum Regionalnym im. dra Janusza Petera w Tomaszowie Lubelskim. Judaiki, w tym naczynia fajansowe z Lubyczy, znajdują się w zbiorach Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego we Lwowie. Nie wiadomo, niestety, ile obiektów znajduje się w kolekcjach prywatnych.

W pracy nad artykułem korzystałem z opracowań i źródeł niemieckojęzycznych. Za ich tłumaczenie serdecznie dziękuję Pani mgr Barbarze Pasternak Hotop i Panu prof. dr. hab. Waldemarowi Czachurowi.

 

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie i udostępnianie publiczne bez pisemnej zgody autora tekstu, wydawcy Gazety Horynieckiej (SPZH) oraz autora niniejszej strony internetowej jest działaniem nielegalnym.