Paweł Rydzewski

Co dalej z działem z Hrebcianki?

Gazeta Horyniecka nr 40 / opublikowane za zgodą wydawcy. Kopiowanie i publikowanie całości lub fragmentów poniższego tekstu lub zdjęć bez zezwolenia jest zabronione.

Zdjęcie nagłówkowe: Zewnętrzna część zestawu Ł-17 pozyskanego z półkaponiery artyleryjskiej na Hrebciance, udostępnionego obecnie w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, oddział Polskiej Techniki Wojskowej. Fot. P.Tymiński [GB Kriepost]. Źródło: Bujko R., Kozdrój Ł., Kozdrój M., Świtalska A., „66 Osowiecki Rejon Umocniony 1940-1941 – Część północna”, Grajewo 2018

Wzgórze Hrebcianka, w pobliżu Polanki Horynieckiej, jest znane zarówno mieszkańcom gminy, jak też wielu turystom odwiedzającym Horyniec – Zdrój. Pojawiają się w pobliżu Hrebcianki także turyści zainteresowani zabytkowym cmentarzem w Starym Bruśnie, usytuowanym opodal. Wzgórze znane jest dzięki bunkrom Linii Mołotowa, wchodzącym w skład punktu oporu „Brusno Stare”.[1]

Na Hrebciance zbudowano 6 bunkrów, z których 5 było obiektami obrony czynnej a jeden biernej (pełnił funkcję schronu obserwacyjnego). Docelowo bunkry te miały dysponować czterema działami 76,2 mm, trzema działami przeciwpancernymi 45 mm oraz pewną liczbą cekaemów i erkaemów. Jednak zabrakło czasu na zamontowanie większej części uzbrojenia.

Do niedawna jeden z bunkrów był doskonale widoczny z drogi prowadzącej od wsi Polanka Horyniecka do Huty Starej.  Obecnie pole kukurydzy dość skutecznie „maskuje” ów bunkier, z pewnością też znacznie utrudnia dotarcie do niego.

Na czym polega wyjątkowość tego schronu bojowego? Otóż… Aż do roku 1997, w bunkrze zachowanym w bardzo dobrym stanie,  znajdowało się oryginalne działo kalibru 76,2 mm, rok produkcji 1939, nr seryjny 509. Działa tego typu posiadały pancerze zbudowane z dwóch stalowych „skrzyń” połączonych śrubami. Część zewnętrzna (stopniowana przeciw rykoszetowo) miała grubość 60 mm, zaś wewnętrzna – 40 mm (stanowiła osłonę jarzma kulistego o grubości 160 mm, w którym osadzona była lufa wraz z celownikiem). Dodatkową osłonę lufy stanowił pancerny kołnierz.  Działo mogło się obracać dzięki łukowatej lawecie. Działa tego typu mogły m.in. skutecznie zwalczać broń pancerną przeciwnika.[2]

Bunkier już bez działa (fot. Paweł Rydzewski)
Bunkier już bez działa (fot. Paweł Rydzewski)

Działa w bunkrze już nie ma, natomiast straszy zniszczona ściana schronu. Wszyscy zainteresowani problematyką fortyfikacji lub historią tego terenu widzą, że działo zostało zabrane do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Można o tym przeczytać w przewodnikach turystycznych. Ale okoliczności tego „pozyskania” oraz jego przebieg – to już najczęściej sfera domysłów lub plotek. Ponieważ chodzi o bardzo cenny zabytek (unikat w polskich zbiorach muzealnych, taka sama armata znajduje się tylko w Rosji, w Muzeum Artylerii, Wojsk Inżynieryjnych i Wojsk Łączności w Petersburgu, jest jednak niekompletna), podjąłem się zadania wyjaśnienia przyczyn, okoliczności i losów działa.

Co do losów – sprawa jest jasna: znajduje się w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, na zdjęciach widać jego stan aktualny (fotografie wykonane przez pracownika Muzeum, za co dziękuję). Ale jak to było, po kolei…?

Udało mi się porozmawiać z Jerzym Sadowskim, autorem licznych publikacji dotyczących fortyfikacji. Podczas wydobywania radzieckiego czołgu w pobliżu Sieniawy doszło do rozmowy Jerzego Sadowskiego z oficerami z warszawskiego Muzeum Wojska Polskiego. W czasie, gdy żołnierze wydobywali czołg, z inicjatywy Jerzego Sadowskiego, świadomego wartości działa, odbyła się zaimprowizowana wyprawa z udziałem przedstawicieli Muzeum, której celem były wstępne oględziny zabytku. Jerzy Sadowski zainteresował muzealników cennym obiektem, chcąc uratować go przed złomiarzami. Obawy takie były w pełni uzasadnione, gdyż łatwiejsze do pozyskania elementy wyposażenia bunkrów zostały już wcześniej z bunkrów rozkradzione lub „zabrane na przechowanie”, niekiedy w celu uchronienia przed złomiarzami. Chyba najbardziej spektakularną „akcja” złomiarzy była próba wyrwania i wywiezienia kopuły pancernej z jednego z bunkrów na Wielkim Dziale. Na szczęście skończyło się to „tylko” przewróceniem kopuły (obecnie postawiona jest już na swoim miejscu).

Wiemy już jak muzealnicy warszawscy dowiedzieli się o dziale. Dzięki informacji uzyskanej od Pani dr Grażyny Stojak (ówczesnego Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Przemyślu), wiemy też, że 3 stycznia 1997 roku Dyrektor Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie zwrócił się z prośbą o wyrażenie zgody na zdemontowanie i przejęcie działa przez Muzeum. Prośba ta została rozpatrzona pozytywnie przez ówczesnego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, dra Marka Gosztyłę, pismem z dnia 10 stycznia 1997[3]. W piśmie tym zawarto uwagę o konieczności wcześniejszego powiadomienia służb konserwatorskich o terminie i dokładnym miejscu planowanych prac demontażowych. 29 stycznia 1997 roku, jeden z pracowników Państwowej Służby Ochrony Zabytków, wspólnie z ekipą muzealników warszawskich, dokonali oględzin bunkra i działa. Ze spisanej wówczas notatki służbowej wynika, że zdaniem pracowników Muzeum, demontaż działa wymagać będzie wysadzenia części ściany czołowej. W tym też roku urząd konserwatorski udzielił odpowiedzi na pismo zaniepokojonego „miłośnika historii”, w której planowane działania uzasadnił możliwością dalszych kradzieży elementów metalowych (np. wcześniej zaginął zamek działa). Nie udało mi się niestety dotrzeć do informacji kim był zaniepokojony „miłośnik historii” i skąd wiedział o planach zabrania działa (być może to materiał do następnej publikacji?).

Z pisma otrzymanego z Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie dowiadujemy się, że eksponat trafił do zbiorów tego muzeum w lipcu 1997 roku i został zaewidencjonowany  pod numerem W. 80592. Działania saperskie, które miały na celu „odspojenie działa z bunkra” zostały poprzedzone korespondencją pomiędzy ówczesnym dyrektorem Muzeum Wojska Polskiego płk. dypl. Zbigniewem Święcickim i Szefem Wojsk Inżynieryjnych i Obrony Przeciwchemicznej KOW płk. mgr. inż. Mieczysławem Buczkiem oraz Wojewódzkim Oddziałem Państwowej Służby Ochrony Zabytków w Przemyślu.

„Odspojenie działa” odbyło się w lipcu 1997 roku, akcją dowodził mjr Józef Guściora. Obecnie działo jest eksponowane w Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej wśród innych stanowisk ogniowych i elementów fortyfikacyjnych znajdujących się w zbiorach Muzeum Wojska Polskiego. Niestety nikt z pracowników biorących udział w tych działaniach pozyskania działa nie pracuje już w Muzeum Wojska Polskiego.

„Odspojenie” działa polegało na założeniu ładunków wybuchowych i wysadzeniu obiektu, przy jednoczesnym uszkodzeniu ściany bunkra. W opinii fachowców, działo dałoby się wydobyć bez konieczności użycia tak radyklanych środków.

Każda tego typu akcja saperów kończyła się sporządzeniem protokołu, którego nie udało się odszukać – najprawdopodobniej spoczywa w którymś z wojskowych archiwów. W rozmowie z wyższym stopniem saperem dowiedziałem się, że przy tego typu działaniach bywali zapraszani (choć niekoniecznie) przedstawiciele urzędów gmin, a kopie protokołów trafiały także do urzędów gmin (choć też niekoniecznie). Przy tej akcji nie było przedstawiciela horynieckiego UG, nie ma też w Urzędzie śladu po protokole.

18.Fot.Zestaw_Ł-17-widok_z_perspektywy_załogi.MWP.jpg
Wewnętrzna część zestawu Ł-17 – widok z perspektywy załogi. Zestaw pozyskano z półkaponiery artyleryjskiej na Hrebciance, udostępniony obecnie w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, oddział Polskiej Techniki Wojskowej. Fot. P.Tymiński [GB Kriepost]. Źródło: Bujko R., Kozdrój Ł., Kozdrój M., Świtalska A., „66 Osowiecki Rejon Umocniony 1940-1941 – Część północna”, Grajewo 2018

Wiele trudu kosztowały liczne próby nawiązania kontaktu z kimś, kto był świadkiem wydobycia działa z bunkra. Niestety, saperzy z którymi rozmawiałem nie brali udziału w tej akcji. Udało mi się natomiast porozmawiać z Panem Henrykiem Stępniem, przedsiębiorcą budowlanym z Lubaczowa, który był obecny przy załadunku działa. Dokładniej –  zadaniem Pana Henryka Stępnia było załadowanie armaty na wojskowy samochód przy użyciu 2 dźwigów, czego dokonał w asyście gapiów. Z relacji Pana Henryka: wcześniej saperzy założyli ładunki i wysadzili armatę, która spadła do dołu tuż obok bunkra, mieszkańcy Polanki pomogli ciągnikami wydobyć ją na pole. Ponieważ w armacie brakowało zamka, któryś z gapiów poinformował wojskowych, że zamek posiada jeden z mieszkańców wsi i używa go jako kowadło. Informator i wojskowi udali się do tego gospodarza i odzyskali zamek.

Tyle historii. Co dalej? Obiekty zabytkowe pochodzące z danego terenu powinny, w miarę możliwości, pozostać na tym terenie. Takie też jest zdanie Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytów w Przemyślu, dr Grażyny Stojak, która obiecała, że zwróci się z pismem dotyczącym możliwości przeniesienia zabytkowego działa na teren Podkarpacia. Ponowny montaż działa w bunkrze na Hrebciance nie ma sensu z wielu powodów, można natomiast podjąć starania o przywrócenie obiektu ziemi, z której go zabrano – w taki sposób, aby mógł być eksponowany, a jednocześnie zabezpieczony przed kradzieżą lub zniszczeniem.

Bardzo dziękuję następującym osobom i instytucjom za pomoc (a czasem po prostu inspirację) przy zbieraniu materiałów do tego artykułu: Pani dr Grażynie Stojak (Podkarpackiemu Wojewódzkiemu Konserwatorowi Zabytków w Przemyślu), Panu Mirosławowi Zientarzewskiemu (kierownikowi Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej – Oddział Muzeum Wojska Polskiego), Panu Henrykowi Stępniowi (przedsiębiorcy z Lubaczowa), Panu Januszowi Gosztyle (historykowi), Panu Jerzemu Sadowskiemu (autorytetowi w zakresie fortyfikacji), Panu kpt. Piotrowi Kurkowi (komendantowi placówki Straży Granicznej w Horyńcu – Zdroju), Panu chor. sztab. Danielowi Kielarowi (z placówki Straży Granicznej w Horyńcu – Zdroju), Grupie Badawczej Kriepost za udostępnienie zdjęć oraz wielu saperom służby czynnej i w stanie spoczynku.


[1]Bunkry Linii Mołotowa to schrony bojowe zbudowane przez Sowietów po zajęciu przez nich wschodnich obszarów Polski i ustaleniu linii demarkacyjnej z Niemcami. Pierwsze prace rozpoczęto na przełomie 1939 i 1940 roku. Na temat fortyfikacji Linii Mołotowa napisano wiele. W numerze 38. Gazety Horynieckiej ukazał się artykuł Andrzeja Małysza poświęcony bunkrom właśnie na wzgórzu Hrebcianka – odsyłam do tego tekstu po więcej informacji.

[2]Informacja o cechach działa za: T. Bereza, P. Chmielowiec, J. Grechuta, W cieniu „Linii Mołotowa”. Ochrona granicy ZSRR z III Rzeszą między Wisznią a Sołokiją w latach 1939 – 1941, Rzeszów 2002, IPN, s. 60.

[3]Znak pisma: PSOZ-IV-40401/1/97

 

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie i udostępnianie publiczne bez pisemnej zgody wydawcy Gazety Horynieckiej (SPZH) oraz autora niniejszej strony internetowej jest działaniem nielegalnym.