Grzegorz Woźny

Co lata nad Roztoczem?

Gazeta Horyniecka 49 / opublikowane za zgodą autora i wydawcy. Kopiowanie i publikowanie całości lub fragmentów poniższego tekstu bez zezwolenia jest zabronione.

Roztocze Południowe i Horyniec-Zdrój leżą z dala od dużych ośrodków miejskich posiadających własne lotniska, aerokluby. Z tego głównie powodu wydawać by się mogło, że tematyka lotnicza jest tutaj dość odległa. Nie jest to prawda.

Trochę historii

W stosunkowo nieodległej przeszłości, bo jeszcze w latach 80-tych, na roztoczańskim niebie sporo się działo. W odległości około 13 kilometrów od centrum Horyńca -Zdroju, na terenie obecnej Ukrainy, niedaleko Niemirowa znajduje się czynny poligon wojskowy. Znany jest on wszystkim mieszkańcom okolicznych miejscowości, także na obszarze Polski, z powodu odgłosów artyleryjskich wystrzałów, rozlegających się podczas ćwiczeń. Przed powstaniem państwa ukraińskiego był to teren ZSRR i szkolili się na nim żołnierze nie tylko radzieccy, ale też wojska z całego Układu Warszawskiego. Ćwiczenia te – ze zrozumiałych względów – odbywały się z dużo większym rozmachem niż obecnie. Brało w nich udział lotnictwo wojskowe. Obecnie podczas manewrów, prawdopodobnie też wykonywane są loty, tylko z obecnością śmigłowców. Za czasów słusznie minionych w poligonach uczestniczyły również samoloty myśliwskie – szczytowe osiągnięcia techniczne myśli radzieckiej (Mig-i i Su-22), które przylatywały nad „pole bitwy” prawdopodobnie z odległego o 50 km lotniska we Lwowie. Samoloty bojowe wytwarzają sporo hałasu, więc było wiadomo, kiedy zaczyna się poligon. Wielokrotnie myśliwce latały parami bardzo nisko i często docierałyna terytorium Polski. Za bardzo też nie przejmowano się wtedy dopuszczalnymi normami poziomu hałasu nad terenami zabudowanymi; nie były one wtedy tak restrykcyjne jak obecnie. Często było słychać głośny huk towarzyszący myśliwcom przekraczającym barierę dźwięku. Na poligonach korzystano również ze śmigłowców, które, rzecz jasna, bez problemu poruszały się po polskim niebie. Na pewno wielu mieszkańców Horyńca pamięta sensacyjne zdarzenie, kiedy to eskadra, składająca się z kilkunastu uzbrojonych helikopterów, przeleciała nisko nad centrum miejscowości.

W Horyńcu w latach 80-tych istniało również tymczasowe lotnisko rolnicze, położone na łące przy drodze do Radruża, na którym okresowo stacjonowały samoloty An-2, Dromader oraz śmigłowce Mi-2 wykorzystywane do usług agrolotniczych; głównie do oprysków środkami chemicznymi i nawożenia gruntów należących do Państwowych Gospodarstw Rolnych. Po likwidacji PGR-ów lotnisko przestało funkcjonować. Po tych minionych, „lotniczych” czasach pozostały jedynie wesołe anegdoty o „pasażerskich” przelotach niektórych mieszkańców Horyńca, zabieranych przez pilotów dla rozrywki na krótkie wycieczki w przestworza.

Garść informacji o ruchu lotniczym

Obecnie najczęściej możemy obserwować maszyny latające na większych wysokościach: samoloty pasażerskie, transportowe i wojskowe. Te ostatnie latają rzadziej i są znacznie trudniejsze do zauważenia. Spoglądając w pogodne, błękitne niebo, nieraz zauważymy przecinające je białe pręgi – to smugi kondensacyjne – pozostałości po samolotach przelatujących na wysokości około 10 km. Są to, wbrew spiskowym teoriom, zwykłe chmury utworzone z kryształków lodu, powstających poprzez działanie gorących spalin samolotu na atmosferę, która na tej wysokości ma bardzo niską temperaturę ok. -50oC. W zależności od warunków pogodowych smugi mogą się utrzymywać na niebie nawet kilka dni, ale najczęściej ich trwałość to kilkanaście minut po przelocie, choć bywa też, że znikają zaraz za samolotem lub nie pojawiają się wcale.

Loty pasażerskie i transportowe wykonywane są z prędkościami przelotowymi około 900 km/h, na wysokościach około 10-12 km przede wszystkim dlatego, że lata się tam po prostu najtaniej. Mniejsze opory ruchu, spowodowane rozrzedzonym na tej wysokości powietrzem, generują niższe zużycie paliwa, które samolot „pożera” w niemałych ilościach. Jest to istotna kwestia dla kosztów lotu. Dla przykładu, często widoczny na naszym, roztoczańskim niebie Boeing 737-800, czyli samolot krótko i średniodystansowy, zabierający na pokład 189 pasażerów, spala około 5 ton paliwa na 1000 km. Może więc zastanawiać opłacalność interesu większości przewoźników, operujących na krótkich trasach i oferujących przeloty w obie strony za kilkadziesiąt złotych, a czasami nawet mniej. Powyżej 13 km gęstość powietrza dla większości typów samolotów pasażerskich może być niewystarczająca do utrzymania bezpiecznego lotu. Natomiast wojskowe samoloty bojowe mogą wznieść się o wiele wyżej, bo pozwalają im na to osiągane prędkości, znacznie przekraczające 2000 km/h. Na podobną, bo ponad 15 km wysokość, wzbijają się też małe, biznesowe odrzutowce.

Obserwując ruch samolotów, zauważymy, że najczęściej poruszają się one po niebie po regularnych trasach; są to drogi lotnicze czyli wydzielony z przestrzeni obszar w formie korytarza, przeznaczony do lotu statków powietrznych, umożliwiający sprawną organizację ruchu lotniczego. Tworzy on rozbudowaną sieć połączeń pomiędzy lotniskami. Najczęściej maja one kształt linii prostych łamanych, poprowadzonych pomiędzy punktami nawigacyjnymi, określonymi współrzędnymi geograficznymi. W bezpośrednim sąsiedztwie Roztocza Południowego leży kilka takich punktów o egzotycznych nazwach:

  • GOTIX – 50°01′18″N23°12′43″E– okolice Żmijowisk w gm. Wielkie Oczy,
  • OSMAT- 50°01′18″N23°12′43″E– okolice Niemstowa,
  • ROLKA – 50°24’15”N 023°49’32”E – okolice Korczmina w pow. Tomaszów Lubelski,
  • DIBED – 49°53′18″N23°03′30″E- okolice Starzawy w pow. Przemyśl.

 

mapa_tras_lot.jpg
Mapa tras lotniczych przebiegających w okolicach Roztocza Południowego (oprac. Grzegorz Woźny)

Drogi wyznaczone przez te punkty również mają swoje nazwy (L984, L986, M857 ,Q560 itp.) i podobnie, jak w ruchu lądowym, są one przeznaczone do lotu jednokierunkowego lub w obie strony. Właśnie po takich trasach poruszają się samoloty, które oglądamy na niebie w naszej okolicy. Często jednak zdarza się, że loty wykonywane są po tzw. „skrótach”. Nic więc dziwnego nie ma w przelotach nad samym Horyńcem, choć żadne korytarz tędy nie przebiega. Wbrew pozorom ruch w powietrzu jest dość spory, a na wielu trasach samoloty lecą jeden za drugim lub nad drugim, „wyprzedzają”, mijają się z innymi, a na podejściu do lądowania do większych lotnisk tworzą się kolejki. Trzeba pamiętać, że te manewry odbywają się z bardzo dużymi prędkościami, więc niekontrolowany ruch stwarzałby duże zagrożenie kolizjami. Takim sytuacjom zapobiega kontrola ruchu lotniczego, której pracownicy z ziemi obserwują samoloty za pomocą systemów radarowych i przez stały kontakt radiowy z pilotami, zapobiegają ich niebezpiecznym zbliżeniom w trakcie lotu i na lotniskach. Ma ona też na celu usprawnianie i utrzymywanie uporządkowanego przepływu ruchu lotniczego.

Kto nad nami lata?

Najwięcej dróg lotniczych w naszej okolicy krzyżuje się w punkcie DIBED, w okolicach Starzawy. Na południowym niebie należy więc spodziewać się największej ilości przelatujących samolotów. Wydawałoby się, że 45 km, które dzieli Horyniec od tego punktu, to za daleko na jakiekolwiek obserwacje. W rzeczywistości jednak gołym okiem można zobaczyć nie tylko smugę, ale też sylwetkę samolotu. Uzbrajając się w lornetkę, rozróżnimy już szczegóły takie jak: model samolotu, malowania linii lotniczych itp. Podobnie sytuacja wygląda na niebie północnym, czyli na trasach przebiegających przez punkt ROLKA w okolicach Korczmina, leżący około 45 kilometrów od naszej miejscowości. Samoloty lecące przez punkty OSMAT i GOTIX, usytuowane najbliżej Horyńca wydają się przelatywać prawie nad nami. Natomiast te lecące skrótem, przebiegającym bezpośrednio nad Horyńcem, przy odpowiedniej widoczności, sprawny obserwator-hobbysta rozpozna gołym okiem bez większych problemów. Określi nie tylko typ maszyny, ale też barwy linii lotniczej, do której ona należy, a nawet skąd i dokąd leci. Kiedy pogoda nie dopisuje i samolotu wcale nie widać, to przy odrobinie wprawy, możliwe jest jego rozpoznanie po dźwięku pracujących silników. Do takich, które trudno pomylić z innymi, należy jeden z największych samolotów transportowych świata Antonov AN-124 Rusłan, wydający niepowtarzalny dźwięk pochodzący z ogromnych czterech silników. Przypomina on potężne wycie połączone z gwizdem i jest słyszalny zawsze, nawet gdy leci na dużych wysokościach w pobliżu miejsca, w którym jesteśmy. Te samoloty często latają nad Roztoczem. Również długodystansowe Boeingi 747, 767, 777 czy Airbusy 340, 330 są prawie zawsze słyszalne, kiedy przelatują nad naszymi głowami. Nawet nowoczesny i reklamowany, jako bardziej cichy od starszych braci, Boeing 787 Dreamliner robi sporo hałasu. Dźwięk mniejszych, a częściej widocznych samolotów odrzutowych, z wysokości przelotowej rzadziej dociera do naszych uszu, natomiast prawie zawsze słychać „buczenie” samolotów turbośmigłowych, choćby z tego powodu, że poruszają się one bliżej ziemi, na wysokości ok. 7 km i posiadają inny typ silników.

Z naszego Roztocza możemy oglądać nie tylko blisko latające maszyny. Wystarczy w chłodne, a najlepiej mroźne, pogodne popołudnie wybrać się na jedno z roztoczańskich wzniesień i obserwować. Na horyzoncie w oddali widoczne będą smugi kondensacyjne samolotów. Można zobaczyć je na południu nad granicą słowacko – węgierską, nad Wschodnimi Karpatami, w okolicach Lublina, a nawet Śląska odległego o ponad 300 km!

samolot.jpg
B777 Qatar, Horyniec (fot. Grzegorz Woźny)

Typy latających maszyn pasażerskich, jakie pojawiają się zazwyczaj nad Roztoczem Południowym, to opisywany wyżej Boeing 737 w różnych wersjach oraz Airbusy A319, 320, 321, Embraery 175 i 195. Nawet kilkanaście razy na dobę przelatują nad nami samoloty krajowych przewoźników: LOT-u, czarterowego Enter Air, które podążają na lotniska państw środkowo-wschodniej Europy, Bliskiego Wschodu i północnej Afryki lub stamtąd wracają. Każdego dnia odbywają się loty na Ukrainę, do Rosji i krajów Europy Wschodniej linii takich jak: Lufthansa, Air France, Wizz Air, Ukrainian Airlines, Czech Airlines, Ryanair, Alitalia, Turkish Airlines czy izraelskie El Al. Zdarza się, przelot A330 lini Qatar do i z Warszawy, a także sporo lotów czarterowych skandynawskich linii lotniczych, np. Norwegian, wiozących wczasowiczów do śródziemnomorskich i afrykańskich kurortów. Także nowy nabytek LOT-u Dreamliner pojawia się na naszym niebie, lecąc czarterem np. do Kenii w Afryce. 11 000 kilometrów – to jeden z najdłuższych przelotów pasażerskich „po naszej stronie” globu na trasie Los Angeles (USA) – Stambuł (Turcja), linii Turkish Airlines, wykonywany samolotem Boeing 777. Odbywa się on codziennie i najczęściej drogą lotniczą nad Słowacją, ale od czasu do czasu przelatuje po naszym, roztoczańskim niebie. Sporadycznie możemy obejrzeć też samoloty rosyjskie (np. Ił-76 i 96)

Opisany powyżej ruch lotniczy to tylko część tego, co dzieje się nad naszymi głowami. Na portalu internetowym flightradar24.com, skąd m.in. czerpie się tego rodzaju informacje, zobaczymy tylko około 60% statków powietrznych, poruszających się po niebie. Na tym radarze nie będzie wszystkich przelotów pasażerskich czy biznesowych, nie widać tam też lotów wojskowych, a takie się przecież odbywają. F16, w razie potrzeby, potrafi dolecieć na patrol pod wschodnią granicę z lotniska w Łasku czy podpoznańskich Krzesin w 15 minut, a Mig-i 29 z Mińska Mazowieckiego mają jeszcze bliżej. Niestety, wojna na wschodzie Ukrainy i zestrzelenie tam malezyjskiego Boeinga 777 (MH17) spowodowała, że znacząca część ruchu pasażerskiego na kierunku wschód- zachód, która się tutaj odbywała, ze względów bezpieczeństwa, pomimo znacznego podwyższenia kosztów lotów, została skierowana na drogi lotnicze omijające Ukrainę. Trasy wytyczono nad Słowacją, Rumunią, Węgrami i Bułgarią. Nawet samoloty rosyjskie lecące z Mołdawii do Rosji, robią duże koło na zachód, przelatując nad Roztoczem, aby tylko nie „zahaczyć” o teren Ukrainy.

Przed tą wojną na naszym niebie ruch był o wiele większy. Na drogach biegnących przez punkty DIBED i ROLKA, a więc dobrze widocznych po obu stronach z Roztocza Południowego, widzieliśmy duże, czterosilnikowe maszyny lecące z dalekiej Azji i Australii na największe lotniska Europy Zachodniej: do Frankfurtu, Paryża, Londynu (Lufthansa, Thai Airways, Malaysia Airlines, Singapore Airlines, Emirates, i australijski Qantas) oraz loty powrotne. Bardzo często gościły wtedy na niebie największe samoloty pasażerskie świata Airbus A 380 oraz jego mniejszy, czterosilnikowy brat A340, które teraz w naszej okolicy w ogóle się nie pojawiają. Nie zobaczymy też Boeinga 747 zwanego „Królową Przestworzy”. Dość często zdarzały się skróty i te ogromne maszyny przelatywały bezpośrednio nad Horyńcem.

Obecnie, mimo dużo mniejszego ruchu, w ciągu tylko jednej doby, w lutym bieżącego roku nad obszarem pomiędzy Narolem, Lubaczowem a Horyńcem przeleciało łącznie 48 samolotów pasażerskich, w tym 3 dalekiego zasięgu. Bezpośrednio nad samym Horyńcem pojawiło się 11. Mając na uwadze fakt, że pobrane z flighradar24 dane są niekompletne, należy szacować, ilość statków powietrznych na znacznie większą.

samolot2.jpg
B777 Emirates, Dahany (fot. Grzegorz Woźny)

W ostatnich latach sporo też działo się na niższych wysokościach. Mieszkańcy Horyńca i okolic z pewnością pamiętają codzienne, patrolowe loty pary „latających czołgów” – wojskowych, ciężkich śmigłowców Mi-24, które z dużą prędkością i bardzo nisko przelatywały nad Horyńcem, kierując się z południa na północ, a po godzinie wracały. Po kilku miesiącach loty Mi-24 ustały, po pewnym czasie zostały wznowione już inną parą helikopterówSW-4 Puszczyk, latających główne w nocy. Na naszym niebie pojawiają się też śmigłowce Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej, stacjonujące na co dzień na lotnisku w podprzemyskich Huwnikach. Są też samoloty wykonujące zdjęcia dla potrzeb geodezyjnych, patrole przeciwpożarowe, samoloty szkoleniowe, turystyczne i szybowce przylatujące z okolicznych lotnisk, m.in. z Zamościa, Laszek, Rzeszowa, a w ostatnich latach coraz większa ilość paralotni i motolotni. Powyższe zestawienie latających nad nami statków powietrznych może sprawiać wrażenie, że ruch w powietrzu jest czasami nawet większy od drogowego na Roztoczu.

Warto więc zerkać w niebo i sprawdzać, co się dzieje nad naszymi głowami; możliwe,że kogoś to bardziej zainteresuje, będzie obserwować przez lornetkę, robić zdjęcia i zagłębiać się w tematykę lotniczą. Dołączy więc do rzeszy entuzjastów przygody, zwanej RNAV Spotting – iem, czyli obserwacją samolotów na wysokościach przelotowych. Dziś jest to łatwiejsze dzięki możliwości powszechnego i darmowego korzystania m.in ze wspomnianego już flighradar24. Jeśli nie wciągnie nas hobby, to zawsze można takie wynalazki wykorzystać do sprawdzenia tego, kiedy wystartował, gdzie jest i kiedy wyląduje samolot z kimś z naszej rodziny lub znajomych na pokładzie.

 

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie i udostępnianie publiczne bez pisemnej zgody autora tekstu, wydawcy Gazety Horynieckiej (SPZH) oraz autora niniejszej strony internetowej jest działaniem nielegalnym.