Stanisław Baran

Wizytacje arcybiskupa Andrzeja Ankwicza na ziemi lubaczowskiej i Roztoczu Południowym

Gazeta Horyniecka nr 47 / opublikowane za zgodą autora

Wstęp: rok 1822 w sprawozdaniu abp. Ankwicza

Badacze dziejów powiatu lubaczowskiego, w tym też ziemi horynieckiej, coraz częściej spoglądają na Wiedeń i tamtejsze archiwa. Nic też dziwnego, przecież stolica Austrii była ośrodkiem mocarstwa, które przez stulecia sąsiadowało od południa z Rzeczpospolitą, a w okresie zaborów władało jej południową częścią, łącznie z Lubaczowem i Horyńcem. Właśnie z XIX wieku, z czasów galicyjskich, pochodzi spory zasób mało znanych dokumentów przechowywanych w bogatych zbiorach Austriackiego Archiwum Państwowego w Wiedniu (Österreichisches Staatsarchiv in Wien).

Materiały te stopniowo wychodzą na światło dzienne. Ujawnia je w swych publikacjach m.in. wybitny polski historyk Kościoła ks. prof. dr hab. Jan Mikrut, związany początkowo z Uniwersytetem Papieskim Jana Pawła II w Krakowie, następnie z Uniwersytetem Wiedeńskim, a obecnie z Papieskim Uniwersytetem Gregoriańskim w Rzymie. W 1995 roku ks. Profesor opublikował w Wiedniu znakomitą książkę zatytułowaną: „Bischöfe aus Galizien berichten an Kaiser Franz I. Ein Beitrag zur Geschichte der katholischen Kirche in der Habsburgermonarchie” („Sprawozdania biskupów z Galicji do cesarza Franciszka I. Przyczynek do dziejów Kościoła Katolickiego w Monarchii Habsburskiej”).

W publikacji tej autor zaprezentował m.in. „Sprawozdanie z wizytacji abp. Andrzeja hrabiego Ankwicza ze Lwowa w 1822 roku, w dekanacie żółkiewskim”. Ten rękopiśmienny dokument, sporządzony w oryginale po niemiecku i obecnie udostępniony po raz pierwszy Czytelnikom „Gazety Horynieckiej” w tłumaczeniu Stanisława Barana, powstał w czerwcu 1823 roku, czyli niemal rok po dokonanej wizytacji. Spisany został i przesłany do Wiednia na podstawie rozporządzenia cesarza Franciszka I z 1804 roku. Cesarz, wzorem swych poprzedników, szczególnie cesarza Józefa II, wydając ten nakaz, dążył do rozciągnięcia ścisłej kontroli nad państwem. Do tego celu niezbędne mu były dokładne informacje, także te, które gromadził z racji swej misji ewangelizacyjnej Kościół Katolicki. Sprawozdanie, jako wybór informacji z tekstu samej wizytacji, jest w tym kontekście bardzo ciekawym źródłem wiadomości o stosunkach społecznych na terenie archidiecezji lwowskiej, w tym przypadku w północno-zachodniej części ówczesnego dekanatu żółkiewskiego, ze wszystkimi większymi miasteczkami i wsiami znajdującymi się obecnie w składzie powiatu lubaczowskiego.

abp Andrzej Ankwicz litografia 1834 r.

Przyjrzyjmy się na początek bardzo interesującej osobie autora sprawozdania, czyli abp. lwowskiego Andrzeja Alojzego Ankwicza. Był on rodowitym krakowianinem urodzonym w 1777 roku. W Krakowie spędził też pierwszy okres swego życia, by w wieku kilkunastu lat przenieść się do Warszawy. Tutaj, podczas rozruchów jakobińskich poprzedzających wybuch insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku, doświadczył tragicznej śmierci swego ojca Józefa, który jako targowiczanin oskarżony został o zdradę sprawy narodowej i stracony.Wydarzenie to głęboko odcisnęło się na charakterze przyszłego arcybiskupa. Był introwertykiem, ale posiadał duże zdolności umysłowe, które połączone z pracowitością uczyniły z niego wybitną osobowość swej epoki. W 1810 roku, po skoczeniu studiów teologicznych w Wiedniu, obrał karierę duchowną. Dzięki poparciu dworu wiedeńskiego szybko awansował w hierarchii kościelnej. W 1815 roku, na podstawie nominacji cesarza Franciszka I, papież Pius VII podniósł go do godności arcybiskupa lwowskiego obrządku łacińskiego, a w 1817 roku, już bez zgody Watykanu, zyskał tytuł prymasa Galicji i Lodomerii.

Jako rządca archidiecezji lwowskiej abp. Ankwicz przyczynił się do umocnienia jej struktur, odnowienia życia religijnego, a szczególnie do podniesienia poziomu oświaty wśród duchowieństwa i wiernych. Doprowadził do odnowienia uniwersytetu lwowskiego, którego został pierwszym rektorem. Współpracował także m.in. z Józefem Maksymilianem Ossolińskim przy utworzeniu we Lwowie słynnej później biblioteki narodowej (Ossolineum). W 1833 roku, jak wspominał sam Arcybiskup – podążając śladami św. Wojciecha, objął funkcję arcybiskupa metropolity praskiego i prymasa Czech. Zmarł w 1838 roku w Pradze i spoczywa w krypcie katedry św. Wita na Hradczanach.

Abp Andrzej Alojzy Ankwicz był jedną z tych wybitnych postaci XIX wieku, które poczuwając się do związków z kulturą polską, reprezentowały orientację ugodową, wiążąc przyszłość swej ojczyzny z dworem wiedeńskim. Starsza historiografia wypomina mu nastawienie germanofilskie, a nowsza podkreśla zasługi dla kultury narodowej. Jest to więc postać niejednoznaczna, jak niejednoznaczna była cała epoka istnienia galicyjskiej prowincji cesarstwa austriackiego. Szczególnie w pierwszym okresie po rozbiorach zaznaczył się na tym terenie głęboki upadek ekonomiczny, wyzysk ze strony nowych władz, a co za tym idzie zubożenie i rozluźnienie moralne społeczeństwa. Nasilająca się germanizacja urzędów, szkół, nawet Kościoła, stymulowana odgórnie kolonizacja niemiecka, miała w dalekosiężnych planach ściśle związać południową część dawnej Rzeczypospolitej z cesarstwem. Plany te ostatecznie nie zostały zrealizowane, a Galicja stała się bazą dla przyszłej niepodległości Polski.

Prezentowany poniżej tekst w pewnej mierze daje obraz stosunków panujących w Galicji niemal dokładnie pięćdziesiąt lat po dokonaniu pierwszego rozbioru i utracie niepodległości (1772-1822). Zapoznając się ze sprawozdaniem, należy mieć na uwadze bardzo krytyczny ogląd sytuacji, jaki charakteryzował abp. Ankwicza, jak wspomniano wcześniej – osoby bardzo pracowitej, dużo wymagającej od siebie, ale i od innych. Ukazanie przywar społeczeństwa, a także ostra krytyka postawy niektórych kapłanów, miała na celu wskazanie na konieczność poprawy w tym zakresie, i to w ciągu prawie dwudziestoletniej posługi w archidiecezji lwowskiej w dużej mierze zostało dokonane. Pozytywne zaangażowanie Arcybiskupa w szerzenie oświaty posiadało jednak negatywny wymiar w stymulowanym odgórnie procesie germanizacji, akceptowanym przez tego hierarchę, wychowanka uniwersytetu wiedeńskiego.

Jedną z głównych form działalności abp. Ankwicza było prowadzenie wizytacji. Arcybiskup chciał doświadczyć osobistego kontaktu z duchowieństwem i przekonać się o poziomie życia religijnego i materialnego poszczególnych parafii. Trwające niekiedy całymi tygodniami wyjazdy, wymagające znacznych sił fizycznych, prowadził przez cały okres swych rządów w archidiecezji lwowskiej. Na trasie wizytacji nie mogło też zabraknąć okolic Lubaczowa. Itinerarium biskupie na tym terenie objęło we wrześniu 1822 roku trasę wiodącą od Fehlbachu (ob. Potok Jaworowski) na północny-zachód, w kierunku Lubaczowa, następnie dalej na północ do Narola, by stąd skręcić z powrotem na wschód. Dokonany osobiście przegląd dziesięciu parafii zajął mu ponad tydzień, między 4 a 13 września (od Fehlbachu do Narola) i po wizycie w Uhnowie i Rawie Ruskiej (14-17.09.), jeszcze 18 września wspomnianego roku Arcybiskup przybył do Horyńca. Pominięta została parafia w Wielkich Oczach, która znajdując się na terenie diecezji przemyskiej nie należała do jurysdykcji arcybiskupów lwowskich.

Lektura sprawozdania abp. Ankwicza nieodparcie nasuwa analogie do współczesności. Większość z opisanych zagadnień posiada ciągle aktualny wymiar, choć oczywiście wedle zasady – by moralnością naszych czasów nie sądzić poprzednich wieków – należy zachować do opisywanych faktów odpowiedni dystans historyczny, a nawet pewną wyrozumiałość.

Wizytacje (tłumaczenie: Stanisław Baran)

6 września. Wizytacja w Lubaczowie. Ta parafia stojąca pod patronatem właściciela dóbr hrabiego Pawłowskiego liczy 22 wsie przynależne do tej parafii. W tym jest 5 osad niemieckich, niektóre z nich są katolickie, są też luterańskie i kalwińskie. Trzy miejscowości tej parafii oddalone są o 2 mile od Lubaczowa, liczba katolików obrządku łacińskiego wynosi 3.801 dusz. Posadę objął tutaj diecezjalny proboszcz Franciszek Kownacki, ten 25-letni administrator prowadzi swój urząd trochę niedbale, ale ma rozległą parafię i znaczną ilość dusz, co do jego moralności nie ma żadnych zastrzeżeń. Kazania zawsze prowadzi, ale krótkie, tak samo lekcje katechezy. Podczas katechezy przez wizytującego biskupa dzieci z nauki religii nie znały wiele odpowiedzi. Kościół zastano w dostatecznym porządku. W księgach metrykalnych były niedociągnięcia, nie wszystkie kościelne księgi udało się odnaleźć. Ostatnia wizytacja biskupia wpisana jest przez arcybiskupa Kajetana Kickiego, która odbyła się tu w roku 1798.

lubaczow.jpg
Lubaczów – rekonstrukcja kościoła  (rys. Marian Kopf)

Co się tyczy parafian, to czasami nie w porę wzywają duchownego do zaopatrzenia chorych. Wśród nich szerzy się pijaństwo i kradzieże, konkubinat rzadko się zdarza i tylko wśród żołnierzy, zdarzają się przypadki podpalenia, ogólnie parafianie są pobożni i posłuszni.

W Lubaczowie jest szkoła, do której uczęszcza 34 dzieci. Ich nauczyciel Stefan Milski prowadzi porządnie lekcje, jest dobrej moralności, pilny, a w języku niemieckim wcale nie jest słaby, lecz trochę niezaradny. Przy sprawdzianie, dzieci z klasy elementarnej w sylabizowaniu i czytaniu po niemiecku wykazały się dostateczną znajomością, w języku polskim – miernym wynikiem. W klasie drugiej: czytanie, rachunki, dyktando i gramatyka szły wystarczająco dobrze, religia również dobrze, pismo ręczne szło średnio, a tłumaczenie bardzo słabo. W Lubaczowie sakrament świętego bierzmowania otrzymało 63 wiernych.

7 września wizytacja odbyła się w miasteczku Oleszyce, gdzie patronką jest właścicielka majątku hrabina Zofia Zamoyska, rodem księżna Czartoryska. Tutaj do parafii należy 8 wsi, najdalsza jest oddalona o 1 ¼ mili od kościoła. Parafia łącznie liczy 1.248 dusz. Proboszczem jest tu Bonaventura Grochowski, który jest z konwentu minorytów, ma 50 lat, jest to mądry duchowny, przyjaciel ogrodnictwa i mechaniki, czemu poświęca się z wielkim zapałem, czasem ponad swoje siły. Kościół, jak i budynek plebanii utrzymuje we wzorowej czystości. Prawie wszystkie księgi, też metrykalne są bardzo starannie prowadzone, parę mniej starannie. Zlecone zobowiązania są też dokładnie wypełniane. Ostatnia wizytacja biskupia odbyła się tu w roku 1798 przez arcybiskupa Kajetana Kickiego. Wizytujący podczas prowadzenia katechezy stwierdził, że dzieci uczęszczające do szkoły prywatnej, założonej na koszt dominium [administracji dworskiej], na zadawane im pytania odpowiadały wystarczająco dobrze, pozostałe dzieci nie wiedziały najmniejszej odrobiny. Szczególnie na pochwałę zasługuje dominiumza surowe przestrzeganie, aby w niedziele nie prowadzić targu, a u Żydów nie posługiwać zarobkowo. Poza tym dominiumutrzymuje tutaj chirurga, mimo to wiele dzieci zmarło na ospę, szczepienia prowadzi się tylko co 3 lata.

oleszyce.jpg
Kościół w Oleszycach na starej pocztowce

Słabostką jest to, że za późno dostarczają chorych pod kościół, aby udzielić im sakramentu. Opóźnia się czasem chrzest dzieci. Lud jest tutaj pobożny, mimo że bardzo biedny upiększa ciągle swój kościół, za co pochwala się wielkoduszność parafian. Stacjonujące tutaj wojsko w kościele zachowuje się ani nabożnie, ani z szacunkiem, co nie jest zwykłym przypadkiem. Wśród ludu są zadziorni, występują jednostki na rauszu, zdarzają się kradzieże oraz niszczenie upraw rolnych. Przed trzema laty miało tu miejsce podłożenie ognia. Cudzołóstwo panuje tylko wśród parafian wyznania gr. kat., wśród nich praktykuje się też wróżbiarstwo, niektórzy parafianie wyznania łacińskiego korzystają z tych praktyk. We wzmiankowanej, prywatnej szkole prowadzonej przez dominiumnauczycielem jest pan Kluger, jest on pilny, ale często chory. Ta szkoła jest tutaj potrzebna. W oleszyckim kościele sakrament bierzmowania otrzymało 238 wierzących.

9 września odbyła się wizytacja parafii w miasteczku Cieszanów, które znajduje się pod patronatem spadkobiercy Feliksa Rojowskiego. Tutejsza parafia składa się z 9 wsi, z których najdalsza znajduje się w odległości 1 ¼ mili, liczy łącznie 1966 dusz. Administratorem tej parafii jest duchowny o nazwisku Florian Rotter z zakonu kapucynów, ma 67 lat. Księgi metrykalne i kościelne prowadzi dobrze, w sprawowaniu innych czynności nie jest zbyt pilny. Posiada dobre warunki fizyczne, ale nie zachowuje się godnie osoby duchownej, swoim porywczym zachowaniem odstrasza serca dzieci parafialnych od siebie. Już wcześniej zwracano mu uwagę na wykroczenia. Parafianie skarżyli się, że opóźnia się w odwiedzaniu chorych na wezwanie, że reaguje wybuchowo i wymusza opłaty kościelne. Wśród przynależnych do parafii 9 wsi znajduje się katolicka kolonia niemiecka, dla tych wiernych administrator powinien od czasu do czasu wygłaszać kazania w języku niemieckim, jest to jego język ojczysty. Ale tego też zaniedbał, jego zdaniem koloniści niechętnie przychodzą do kościoła, co nie zostało przyjęte jako powód na jego zaniedbanie. Podczas katechezy dzieci wiedziały tylko odrobinę z katechizmu. Z ostatnią wizytacją był tutaj arcybiskup Kajetan Kicki w roku 1798. Mówi się, że parafianie są posłuszni ich dominium, w kościele są w skupieniu, ale ogólnie ich moralność wypada średnio. Zdarzają się kradzieże, cudzołóstwa, konkubinat. Spowiedź wielkanocna jest zaniedbywana przez zamożnych, jak i niektórych prostych ludzi, podobnie jest z uczestnictwem we mszy. Chorych dostawia się pod kościół, targi zaczynają się odbywać w niedzielę po południu, u Żydów posługują katolickie dziewuchy. Na terenie parafii znajduje się wojskowy szpital przygraniczny, w którym powyżej wzmiankowany administrator sprawuje duszpasterstwo. Tutaj nie ma szkoły, ale parafia stara się o to, zobowiązała się też dotować nauczyciela, formalności zostały już złożone. Święty sakrament bierzmowania otrzymało tutaj 821 wierzących.

10 września, wizytacja parafii Płazów, która jest pod patronatem właściciela majątku Hermana Brunickiego, do tej parafii przynależy 14 wsi, liczy łącznie 1.985 osób. Na terenie tej parafii znajduje się niemiecka, protestancka kolonia. Sam budynek kościelny oraz plebania są tu nowo wzniesione, brakuje jeszcze ornamentów i innych niezbędnych dodatków, zauważono, że dostarcza się tutaj chorych do zaopatrzenia sakramentem. Parafią zarządza administrator, Daniel Starzyński, minoryta [franciszkanin], lat 61, melancholik o ograniczonej wiedzy, spokojny i pobożny duchowny. Jedyną skargą ze strony parafian jest to, że wymuszał opłaty za posługi. Katecheza odbywa się nieregularnie, zdaniem księdza, dzieci nie przychodzą do kościoła. Podczas wizytacji dzieci prawie nic nie wiedziały z katechizmu, jednak niektóre z nich wykazały się dobrym talentem i zdolnościami. Śluby udzielane są często w godzinach popołudniowych, wszystkie inne obowiązki parafialne są wykonywane. W księgach metrykalnych jest wiele błędów, innych ksiąg nie można odszukać, co administrator usprawiedliwiał ciągłym bólem oczu. Ostatnią wizytację w Płazowie odbył tutaj arcybiskup Kajetan Kicki w roku 1798. Przywary prostych ludzi to: pijaństwo, kradzieże, opieszałość w pracy, nie mniejsza, jak w uczestnictwie we mszy, konkubinat, ale tylko wśród wojskowych. Nie ma tu szkoły. Bierzmowania udzielono 379 wiernym.

11 września wizytacja parafii w miasteczku Lipsko. Do tej parafii przynależy 8 wsi, 3 najdalsze odległe są o 1 milę, łącznie liczy 1.988 dusz. Patronat sprawują lokalni spadkobiercy: Józef Cybulski, Bazyli Lipski, Euzebiusz i Stanisław Radecki. Parafia była długi czas bez obsady, obecnie posługę sprawują dwaj jezuici: Jan Markianowicz jako administrator i Józef Lyko jako kooperator. Pierwszy liczy 34, drugi 41 lat. Obydwaj duchowni są dobrej moralności, aktywni, pełni zapału w posługach duchownych, jak i w utrzymaniu porządku w kościele. Mieszkańcy z zagranicy [zabór rosyjski] też często przychodzą odprawiać tu pokutę, toteż spowiedź odbywa się codziennie. Lud boży bardzo wychwala kapłanów. Katecheza odbywa się porządnie, mimo że przy wizytacji nie wszystkie dzieci wiedziały dokładnych odpowiedzi, daje się zauważyć, że administrator starannie prowadzi nauczanie religii w kościele, tutaj też nie ma szkoły. Księgi metrykalne prowadzone są bezbłędnie, inne księgi obowiązkowe, poza niektórymi, były na miejscu. Fundacyjne zobowiązania nie są odnotowane [opłacone], widocznie, że nie wszystkie zostały wykonane [odprawione]. Z ostatnią wizytacją był tutaj arcybiskup Kajetan Kicki w roku 1798. Ten kościół, jak też wiele innych w tym dekanacie należał do roku 1789 [właściwie do 1782 r.] do diecezji chełmskiej, w latach 1780 – 1790 [właściwie w latach 1782-1787] do przemyskiej, w 1789 [1787 r.] przyłączono je do archidiecezji lwowskiej. Jako słabostki parafian daje się tu zauważyć pijaństwo, występują też kradzieże, cudzołóstwo, w dalszym ciągu w niedziele podczas nabożeństwa otwierane są stragany [handlowe], tylko niekiedy przyprowadza się chorych pod kościół do zaopatrzenia [w sakramenty]; katolickie służące posługują u Żydów, ogólnie lud parafialny jest pobożny i posłuszny. Do miejscowych notabli [osobistości] należy komendant III batalionu pogranicza, Joseph Stein, jego pobożnością i gorliwością przyczynia się do przestrzegania moralności wśród poddanych mu żołnierzy. Mimo prowadzonym okresowym szczepieniom przeciw ospie zdarzają się przypadki dalszych zgonów u dzieci. W Lipsku udzielono 407 wierzącym bierzmowania.

12 – 13 września odbyła się wizytacja w Narolu. W tym miasteczku znajduje się szkoła, patronem jest właściciel majątku hrabia Józef Łoś, do parafii należy 6 wsi, łącznie liczy 1334 dusze. Proboszcz Piotr Kolbuszewski ma 77 lat, jest wzorowo pobożnym, o dobrych manierach, ale jest bardzo słaby cieleśnie, dlatego w prowadzeniu administracji korzysta z pomocy dwóch jezuitów z pobliskiej miejscowości Lipsko. Z tego względu lipski administrator po wizytacji otrzymał polecenie przyjęcia i prowadzenia administracji parafii narolskiej. Z powodu osłabienia, ten dobry starzec prowadził katechezę tylko w okresie postnym, w szkole nigdy nie nauczał. Podczas sprawdzianu kontrolnego wizytujący stwierdził, że dzieci uczęszczające do szkoły wiedziały odpowiedzi z katechizmu, pozostałe dzieci, w ogóle nic. Księgi metrykalne miały wiele braków, pisane obcą ręką, gdyż ręka postarzałego proboszcza drży, pozostałych, przypisowych ksiąg brakowało w większości. W aktach nie było adnotacji z ostatniej wizyty lwowskiego biskupa. Główne nałogi parafian są te same: pijaństwo, kradzieże, cudzołóstwo wśród wojskowych, konkubinat. Oprócz tego okazało się, że chorych dostarcza się pod kościół do zaopatrzenia w sakramenty, że notable nie przestrzegają nakazów postnych i w niektóre niedziele ponownie odbywają się targi bez przeszkód. Po zapoznaniu się ze stanem budynku szkolnego wyciągnięto następujący wniosek: ze względu na ograniczone pomieszczenie spowodowane złym stanem budynku z 339 dzieci w wieku szkolnym może być tylko 47 przyjętych. Nauczyciel, Aleksander Postaski ma 47 lat, jest bardzo pilny i w języku niemieckim ma dobre rozeznanie. Sprawdzian w klasie elementarnej przeszedł dobrze. Dzieci w pierwszej klasie radziły sobie średnio z czytaniem i liczeniem, z wszystkim innym podobnie, z wyjątkiem religii, tu dzieci wykazały się dobrym postępem. W klasie drugiej wizytujący ocenił pisanie dyktanda i czytanie na dobre, tłumaczenie i gramatykę – dostatecznie, rachunki i kaligrafię – bardzo dobrze. Tu prowadzi się lekcje dodatkowe [dosłownie: siedzenie po lekcjach]. Liczba wiernych, którzy w Narolu przystąpili do bierzmowania wynosi 966, z tego większość przybyła z wiosek zagranicznych [zabór rosyjski].

Kosciol w Narolu - P.Piller 1842.jpg
Kościół w Narolu – P. Piller 1842 rok.

18 września wizytujący odwiedził wieś Horyniec, tutejsza parafia należy do konwentu oo. minorytów [franciszkanów], obejmuje osiem dalszych wsi, z których pięć najdalszych leży 1/2 mili stąd. Łącznie liczy 857 parafian. Administratorem tej parafii jest o. gwardian, Roch Zieliński, liczy 52 lata, ze względu na jego religijną gorliwość jest chwalony przez parafian. Parafianie, za wyjątkiem tych, którzy mają skłonności do kradzieży, są pobożni i posłuszni, żyją w nędznym stanie i nie mogą nic zrobić, aby naprawić dość uszkodzony kościół. Podczas katechezy wizytującego, dzieci niewiele wiedziały z katechizmu, ale były na to dowody, że administrator prowadził sporadycznie naukę chrześcijańsko-katolicką. Księgi metrykalne były starannie prowadzone, z ksiąg przypisowych tylko niektórych brakowało. Darowizny i zapisy fundacyjne dotyczą właściwie tylko samej rezydencji minorytów. Ostatniej wizytacji w tej klasztornej parafii dokonał arcybiskup Kajetan Kicki w roku 1798. W horynieckiej parafii chyba nie ma notabli, ale nawet jeśli tacy są, to pilnie chodzą do kościoła i do spowiedzi. Tu nie ma szkoły. Liczba wiernych, którzy przystąpili do sakramentu bierzmowania wynosi 374.

W rezydencji minorytów zaobserwowano:

  1. że o. gwardian mieszka tu samotnie, drugi, tutaj należący duchowny został przeniesiony do Niemirowa, jako administrator tamtejszej parafii.
  2. że ta rezydencja otrzymała ze zniesionego zakonu minorytów w mieście kameralnym Grodek [Gródek Jagielloński] jego majątek spadkowy, przez to suma imiennych zobowiązań, zamówionych mszy fundacyjnych znacznie wzrosła, przy obecnym stanie duchownych duża liczba [zamówionych] mszy nie może być odprawiona.
  3. że rezydencja ta ze względu na jej mały stan pomieszczenia, może pomieścić tylko kilka osób i nie może być mianowana jako klasztor.

Tutejsze dokumenty archiwalne były w większości porozrzucane, mimo że o. prowincjał minorytów corocznie sam tu wizytuje, też lista inwentarza rezydencji nie była należycie prowadzona. Biblioteka posiada kilka książek, ale z tych się tu niewiele korzysta.

 

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie i udostępnianie publiczne bez pisemnej zgody autora tekstu, wydawcy Gazety Horynieckiej (SPZH) oraz autora niniejszej strony internetowej jest działaniem nielegalnym.